Soczi 2014. Witajcie w Soczi, na placu budowy za 51 mld dol.

Twarde lądowanie pierwszych gości nad Morzem Czarnym. Część hoteli dla dziennikarzy nie jest jeszcze gotowa, ceny za pokoje poza systemem olimpijskim dobijają do 1000 dol. za noc. Do pociągu z lotniska ze względów bezpieczeństwa nie można wsiąść... z walizką.
Słynne podwójne toalety i masa gruzu - Soczi na kilka dni przed igrzyskami [ZOBACZ ZDJĘCIA] >>

Igrzyskom grozi paraliż hotelowy - przestrzegają brytyjski "Daily Telegraph" i agencja Associated Press, której dziennikarze są już w Soczi.

Cztery dni przed ceremonią otwarcia trzy z dziewięciu hoteli dla mediów w Krasnej Polanie, oddalonej od morza o 60 km miejscowości, w której mają się odbyć narciarskie konkurencje, nie są jeszcze gotowe.

W hotelach, które już działają, też nie zawsze da się zakwaterować dziennikarzy, bo pokoje zajmują wolontariusze, w większości rosyjscy studenci. Ich hotele też nie są gotowe, więc zostali przeniesieni do tych dla mediów.

- Za chwilę dojdziemy do sytuacji, gdy ktoś w końcu nie będzie miał gdzie spać, bo nie da się go nigdzie przenieść - mówi "Daily Telegraph" anonimowo jeden z pracowników komitetu organizacyjnego. W Soczi ma być docelowo 11 tys. dziennikarzy i 25 tys. wolontariuszy.

MKOl uspokaja, że do takiej sytuacji, że goście zostaną bez dachu nad głową, na pewno nie dojdzie. Dobra wiadomość jest taka, że nie ma problemów z zakwaterowaniem sportowców. Obie wioski olimpijskie są gotowe.

Na razie część dziennikarzy jest kierowana do prywatnych hoteli znajdujących się poza systemem olimpijskim, w których ceny poszybowały w kosmos i dobijają do 1000 dol. (za trzy gwiazdki). Dziennikarze płacą zniżkowe olimpijskie stawki, różnicę muszą pokryć Rosjanie z komitetu organizacyjnego.

Joerg Reuter, niemiecki fotoreporter pracujący dla agencji EPA, który nieopatrznie przyleciał do Soczi już pod koniec stycznia, opowiadał, że w oficjalnym hotelu dla mediów zaoferowano mu nocleg w pomieszczeniu z niedziałającym światłem, brunatną wodą w kranie i totalną budowlaną demolką dookoła. - W pokoju obok spali jeszcze robotnicy - wspominał Reuter, któremu Rosjanie znaleźli inny hotel.

Dziennikarka "Washington Post", zakwaterowana kilka dni temu w hotelu formalnie już gotowym, też nieco narzekała - na brak żarówek, niedziałający telewizor i internet oraz za małą umywalkę ("da się umyć ręce, pod warunkiem że nie są bardzo brudne").

Rosjanie za opóźnienia i niedociągnięcia winią głównie deszcz, który w styczniu przez dziesięć dni padał niemal bez przerwy.

Za poślizg odpowiadają też, jednak pośrednio, niezwykle ostre wymogi bezpieczeństwa. W obawie przed atakami terrorystów Soczi zamieniono w twierdzę z 70 tys. policjantów i żołnierzy. Skutek uboczny jest taki, że robotnicy i sprzęt budowlany poruszają się od miesięcy w zwolnionym tempie, bo co chwila są kontrolowani, prześwietlani przez wykrywacze metalu itd. Punkty kontrolne są nie tylko w obiektach sportowych czy przy wjazdach do zamkniętych stref olimpijskich, ale też np. na dworcach.

O tym, że bezpieczeństwo jest najważniejsze, goście przekonują się od razu po przylocie. Do wybudowanej za kilkanaście milionów dolarów kolejki łączącej lotnisko z centrum nie można bowiem wsiąść z walizką. Wolontariusze proszą, by skorzystać z taksówek lub busów.

Problemy z wykończeniem hoteli to cios w wizerunek igrzysk, na które Rosja wydała rekordowe 51 mld dol. To najdroższa olimpiada w historii. Pekin w 2008 r. wydał 42,8 mld dol. Najdroższe igrzyska zimowe - w Nagano w 1998 r. - kosztowały 17,6 mld dol. W Soczi wybudowanie 60-kilometrowej drogi i kolejki znad morza w góry pochłonęło więcej niż cała ostatnia olimpiada zimowa w Vancouver (8,3 mld dol.).

Koszty były gigantyczne po części dlatego, że w Soczi infrastrukturę drogową i sportową budowano niemal od zera. Ale zdaniem ekspertów drugi powód to korupcja. Rosja w rankingu czystości Transparency International zajmuje dopiero 127. miejsce na 175 możliwych.

Z raportu o korupcji wokół igrzysk sporządzonego przez Aleksieja Nawalnego, popularnego rosyjskiego blogera i krytyka prezydenta Władimira Putina, wynika, że olimpiada mogłaby kosztować dużo mniej. Stadion, na którym w piątek odbędzie się ceremonia otwarcia, wybudowano za 700 mln dol., czyli za 14 razy więcej, niż pierwotnie planowano, i prawie trzy razy więcej, niż kosztują podobnej klasy obiekty w Europie. Na Centrum Łyżwiarskie "Adler" poszło 226,3 mln dol. - jak szacuje Nawalny, prawie trzy razy więcej, niż gdyby budowano je poza Rosją.

Lokalni biznesmeni, politycy i oligarchowie prawdopodobnie na igrzyskach nieźle zarobili. Trudno znaleźć ekonomistę, który by potwierdził, że olimpiada opłaci się wszystkim Rosjanom.

Telewizja CNN podała, że igrzysk nie zasilą tym razem turyści z USA. Nawet dla nich jest bowiem za drogo. Tygodniowy pobyt jednej osoby w Soczi CNN oszacował na 14 tys. dol.

Lamenty i narzekania tuż przed igrzyskami to już olimpijska tradycja. W Turynie w 2006 r. też były budowlane poślizgi i niedokończone pokoje, a cztery lata temu w Vancouver problemy z komunikacją i brak śniegu. W Soczi przynajmniej jego jest pod dostatkiem - w weekend w Krasnej Polanie spadło pół metra śniegu. Pytanie tylko, czy się utrzyma, bo zapowiadane jest ocieplenie. f