Narciarstwo alpejskie. Bode Miller w pułapce na myszy

Amerykanin znokautował alpejczyków w Kitzbühel. Na razie na treningu. Karkołomny zjazd legenda z góry Hahnenkamm w sobotę.


Jest taka tradycja w Pucharze Świata, że najpierw gnębi się zjazdowców najdłuższą trasą w Wengen, a tydzień później najtrudniejszą - Streifem w Kitzbühel. W tym roku Wengen nie było sobą, bo - z powodu pogody - skrócono zjazd o połowę. Wygrał Szwajcar Patrick Kueng, przed jednym z faworytów Austriakiem Hannesem Reicheltem. W Kitzbühel też jest źle z pogodą, po raz pierwszy od 1998 roku - pierwsze zwycięstwo pięciokrotnego triumfatora Didiera Cuche'a - trasa pójdzie objazdem, omijając bardzo trudny trawers Hausbergkante. Górna, najbardziej znana część oczywiście pozostanie, w tym Mausefalle, Pułapka na Myszy, z 70-metrowym skokiem. Lód nie będzie tak zmarznięty jak zwykle, bo temperatura jest zbyt wysoka (na górze tylko -4 st C), ale i tak narty alpejczyków huczą po lodobetonie jak InterCity na moście.

Pierwsze 500 m zjazdu z Hahnenkamm jest straszne, zeszłoroczny zwycięzca Włoch Dominik Paris wyglądał tam, jakby walczył o życie, a nie o czas. Nawet Arnold "Terminator" Schwarzenegger wyglądał na trybunach, jakby pod wrażeniem był. Jest częstym bywalcem w Kitz i do kilku zawodników mógłby powiedzieć: "Hasta la vista, baby". Na przykład do Bode Millera w 2008 roku. Amerykanin na następnym zabójczym miejscu po Mausefalle - Karussell - pojechał nartami po siatce ochronnej z prędkością dobrze ponad 100 km na godzinę, cudem ratując się od ciężkiego wypadku.

Za każdym razem, gdy piszę o tym zjeździe, artykuł zmienia się szybko we wspomnienia zapracowanego chirurga ze szpitala św. Jana w Kitz. Złamane nogi, pęknięte podstawy czaszek, zerwane więzadła, śpiączki są tu częstsze niż gdzie indziej. Trzy lata temu Hans Grugger po 70-metrowym locie w Mausefalle wylądował, waląc głową o lód. Wokół trasy jest zawsze kilkanaście ekip ratunkowych, lekarz jednej z nich uratował nieprzytomnego zawodnika przed uduszeniem, wykonując na miejscu tracheotomię, czyli zabieg przecięcia tchawicy i wpuszczenia w otwór rurki. Grugger jeszcze nie wrócił do startów.

Po części bierze się to stąd, że w Kitzbühel, a potem na innych trasach zjazdowych, dopracowano do perfekcji system zamieniania śniegu w lodobeton, co szybko wzmogło innowacje zgodnie z powiedzeniem "potrzeba matką wynalazku" - na przykład wymyślono tam nożyce do odcinania butów od nart. Zawodowiec ma bowiem wiązania zaciśnięte na amen i gdy się rozbije na stoku, narty czasem zostają przy bucie, co stanowi pewien problem, jeśli powyżej są zerwane więzadła kolanowe albo złamane udo, a człowieka trzeba przerzucić do ratunkowego śmigłowca. Myślą teraz, jak ze zniszczonej nogi pozbyć się narciarskiego buta.

Marcin Szafrański, olimpijczyk z Albertville i Lillehammer, dziś komentator Eurosportu, powiedział rok temu: - Jak ktoś przyjeżdża do Kitz, wie, czym to grozi. Po prostu można się zabić. Bez żartów. Ale jak już się ktoś zdecydował na start, nie wycofuje się. Dlatego jako zawodnik nie przyjechałem tutaj nigdy.

Miller przyjeżdża, bo jeszcze nigdy nie wygrał zjazdu z Hahnenkamm. Najbliżej zwycięstwa był w 2008 roku, gdy przegrał z Cuchem o 0,24 s, i w 2010, gdy przegrał ze Szwajcarem 0,98 s.

Cuche'a nie ma, zakończył karierę po sezonie 2011/12, a forma Bode po powrocie do ścigania się po operacji kolana wiosną 2012 rośnie do kwadratu. W skróconym Wengen był piąty, podobnie jak na trasie Saslong w Val Gardenie. W czwartek dołożył liderowi klasyfikacji PŚ Akselowi Lundowi Svindalowi 0,96 s, zaś Reicheltowi 2,35 s.

Piątek. Slalom. 1. przejazd o 12 (transmisja w Eurosport 2), 2. przejazd o 16.45 (Eurosport) Sobota. Zjazd (Eurosport, 11.30) Niedziela. Superkombinacja (Super-G, Eurosport 2 10.15. Slalom, Eurosport 15.15)