Skoki narciarskie. Depresja i alkoholizm w świecie skoków

Świat skoków narciarskich na początku roku dowiedział się o depresji, jaką przechodził trener austriackich skoczków Alexander Pointner. W tym sporcie nie jest to jednak nowość. Wielu byłych, ale również i czynnych skoczków miewa problemy z depresją, alkoholem, a czasem i narkotykami. Dlaczego tak się dzieje?
Pointner o swojej depresji opowiedział na początku roku w austriackim programie radiowym "Śniadanie u mnie". - Muszę o tym powiedzieć. Miałem depresję. Zdecydowałem się, że skorzystam z pomocy lekarza. Bez pomocy takich osób jak Ernst Vettori (były skoczek, obecnie działacz austriackiej federacji - red.) czy nasz reprezentacyjny lekarz nie przetrwałbym tego trudnego dla mnie czasu - powiedział.

Głównym powodem depresji austriackiego szkoleniowca wydają się problemy rodzinne (wcześniej jego 16-letni syn zmagał się z depresją), jednak wpływ musiała mieć również praca zawodowa. Pointner z Austriakami pracuje już od 10 lat. Jego podopieczni odnosili mnóstwo sukcesów, ale i tak przyszedł moment wypalenia. Po obecnym sezonie prawdopodobnie odejdzie ze stanowiska. Austriacy już szykują na jego miejsce obecnego trenera Norwegów Aleksandra Stoeckla.

Fińska szkoła alkoholowa

Najsłynniejszym chyba przypadkiem skoczka, który stoczył się na dno, jest Matti Nykanen.

W czasie kariery wygrał wszystko, uznawany jest za najwybitniejszego skoczka w historii. Złote medale na każdej ważnej imprezie, 46 wygranych konkursów w PŚ (niedawno jego rekord pobił Gregor Schlierenzauer). Jednak jeszcze w czasie kariery sportowej wpadł w alkoholizm. W 1986 roku został ukarany grzywną za kradzież ze sklepu piwa i papierosów. Przez ponad 20 lat jego życie to sinusoida. Odwyki, pobyt w więzieniach, rozwód, a także ponowny ślub z Merli Tapolą, którą najpierw w 2003 roku zaatakował nożem, a po kilku latach został oskarżony o próbę jej zamordowania. W 2004 roku trafił na dwa lata więzienia za ugodzenie swojego kolegi nożem. A poszło o przegraną w siłowaniu się na palce.

W ostatnich latach wydaje się, że Nykanen poradził sobie z problemami. W 2008 roku i 2011 został mistrzem świata weteranów w skokach, a podczas igrzysk w Soczi planuje być przedskoczkiem. Zgodę musi jeszcze wyrazić Fiński Związek Narciarski.

Alkohol u fińskich skoczków to nie tylko Nykanen. Janne Ahonen w 2009 roku wydał biografię, a w niej mogliśmy przeczytać historię jego skoku na 240 metrów w Planicy z 2005 roku. - Najpierw wypiliśmy skrzynkę piwa w pokoju hotelowym, a później udaliśmy się w miasto. Odwiedziłem w Kranjskiej Gorze wszystkie puby, kawiarnie i restauracje. O świcie, kiedy wróciliśmy do hotelu, wyszedłem na balkon i patrząc na góry, zapaliłem papierosa; zrozumiałem, jakie zrobiłem głupstwo. Powiedziałem: Chłopaki, za chwilę będziemy startować na największej skoczni świata. Żałowaliśmy tej nocnej zabawy, ale - bez skandalu - nie można było się już wycofać z konkursu.

Fin nie ukrywał, że na szczycie skoczni czuł się potwornie. - Było mi niedobrze, bolało mnie całe ciało, miałem kłopoty z koncentracją. Po prostu byłem skacowany, i to bardzo. Nie poszedłem na rozgrzewkę przed konkursem, gdyż strasznie zionęło ode mnie alkoholem. Nie chciałem spotkać się z trenerem Tommim Nikunenem, ponieważ od razu zrozumiałby, co się stało.

Po skoku na odległość 240 metrów Ahonen przewrócił się i dotkliwie potłukł. - Kiedy podbiegł do mnie personel medyczny, odganiałem ich i starałem się uciec. Odmówiłem odwiezienia do szpitala. Oni myśleli, że to twarda fińska natura, a ja obawiałem się badania krwi, bo w niej na pewno był alkohol. Czułem się strasznie głupio - opisał skoczek. Wtedy w razem z Ahonenem w fińskiej kadrze byli m.in. tacy skoczkowie jak Risto Jusillainen czy Matti Hautamaeki. W książce Ahonena możemy jeszcze przeczytać o konkursie w Zakopanem ze stycznia 2008 roku, gdy cała fińska kadra skakała pod wpływem alkoholu. Trener Tommi Nikunen był wściekły, ale z zawodów wycofać się nie mogli.

Podobne wyczyny jak Nykanen, niestety głównie te alkoholowe, zanotował Harri Olli. Utalentowany skoczek nigdy nie pokazał pełni swoich możliwości na skoczni, w barach niestety już tak. Dwukrotnie przyłapany na jeździe samochodem pod wpływem alkoholu (za drugim razem trafił na 4,5 miesiąca do więzienia). W 2008 roku podczas MŚ w Oberstdorfie całą noc spędził razem z prostytutkami, a na skoczni pojawił się zupełnie pijany. Gdy trener Pekka Niemelae wyrzucił go z kadry, Olli zbytnio się tym nie przejął: - Nic złego nie zrobiłem. Jeżeli mój szef jest niesprawny seksualnie, to niech mi nie zazdrości - skomentował.

W tym sezonie chciał wrócić do skoków i wystąpić na igrzyskach w Soczi. Pomagać miał mu w tym Matti Nykanen. Nie wyszło. W trzech konkursach Pucharu Kontynentalnego ani razu nie udało mu się wejść do czołowej trzydziestki.

- Wszyscy muszą jednak wiedzieć, że Finowie nie są wyjątkiem. Również w innych drużynach pije się alkohol, aby wytrzymać presję - napisał w swojej książce Ahonen.

Nie tylko Finowie podatni na alkohol

Podobnie jak Olli zachowywał się Norweg Lars Bystoel. Mistrz olimpijski z Turynu był wielokrotnie wyrzucany z kadry za nadużywanie alkoholu. Po raz pierwszy zdarzyło mu się to w 2003 roku. Wtedy podczas imprezy na łodzi pobił się i wpadł do wody. W szpitalu oprócz złamanej żuchwy stwierdzono również obecność alkoholu we krwi. Po niezwykle udanych igrzyskach w 2006 roku w Norwegii częściej na okładkach gazet lądował z powodów pozasportowych. Bójki, jazda samochodem pod wpływem alkoholu, ciągłe imprezy. Te tematy królowały w norweskich mediach. W 2009 roku ostatecznie zakończył karierę, gdy został zdyskwalifikowany na cztery miesiące po tym, jak komisja antydopingowa wykryła w jego organizmie marihuanę.

Tragicznie przygoda z alkoholem skończyła się dla rosyjskiego skoczka Pavla Karelina. W 2011 roku 21-latek zginął w wypadku samochodowym, który sam spowodował, będąc pod wpływem alkoholu. Jechał również bez ważnego prawa jazdy, które zostało unieważnione po tym, jak kilka miesięcy wcześniej odmówił badania alkomatem.

Depresja skoczków

Alkoholizm to nie jedyny problem skoczków narciarskich. Podobnie jak Alexander Pointner, niektórzy mają też problemy z depresją. Znanym przypadkiem jest Sven Hannawald. Na początku wieku rywalizował z Adamem Małyszem, jako pierwszy i do tej pory jedyny wygrał cztery konkursy podczas jednego Turnieju Czterech Skoczni. Potem wpadł w anoreksję i depresję. Karierę zakończył w 2005 roku, ale jego problemy się nie zakończyły. W 2009 roku, po usłyszeniu wiadomości, że z powodu depresji samobójstwo popełnił bramkarz reprezentacji Niemiec Robert Enke, zgłosił się do lekarza. - Byłem wrakiem człowieka. Czułem zupełny niepokój i nie wiedziałem dlaczego. Czasem w nocy chodziłem po schodach, w górę i w dół, w górę i w dół. Wiedziałem, że długo tak nie pożyję - mówił dla niemieckiego tygodnika "Der Spiegel".

Na początku 2012 roku do szpitala psychiatrycznego trafił dwukrotny zdobywca PŚ Słoweniec Primoż Peterka. Były skoczek przeszedł załamanie nerwowe po rozwodzie z żoną. Ta miała dość jego ekscesów alkoholowych oraz podejrzewała go o zdrady. Peterka był asystentem trenera kadry kobiet.

Niechlubne akcenty polskie

Mateusz Rutkowski, mistrz świata juniorów z 2004 roku ze Stryn, gdzie pokonał Thomasa Morgensterna. Wtedy też został wicemistrzem Polski. Po zakończeniu sezonu przesadził jednak ze świętowaniem. Za karę zawieszono mu na trzy miesiące stypendium sportowe. Razem z nim imprezowali Marcin Bachleda i Kamil Stoch. Wszyscy obiecali poprawę, Rutkowski jednak słowa nie dotrzymał. Niedługo potem odebrano mu prawo jazdy za jazdę po pijanemu, a po kolejnym sezonie wyrzucono z kadry narodowej. Do wysokiej formy nie wrócił już nigdy. Został kamieniarzem. Czasem wraca na skocznię, ale jak sam mówi, jedynie dla własnej przyjemności.

W nałóg alkoholowy wpadł również jedyny nasz mistrz olimpijski w skokach Wojciech Fortuna. - Gdybym mógł cofnąć czas, inaczej bym ułożył swoje życie. Już podczas pierwszego toastu po powrocie z Sapporo rozje... bym kieliszek z wódką o podłogę i nie wpadłbym w nałóg - zwierza się Fortuna w książce "Skok do piekła" Leszka Błażyńskiego. Na szczęście mistrz z Sapporo po wielu latach pokonał nałóg.

Dlaczego tak się dzieje?

- Warto przyjrzeć się, w jakiej sytuacji funkcjonują ci ludzie. Z jednej strony odnoszą sukcesy, są wynoszeni, chwaleni, znajdują się na pierwszych stronach gazet. Z drugiej strony są pod bardzo dużą presją. Wiąże się ona z tym, że są popularni, nagradzani, ale tylko wtedy, jeśli będą skuteczni i efektywni. Organizm funkcjonujący w takim napięciu, naturalnie domaga się odpoczynku, oddechu i sportowcy starają się znaleźć sposób na to, żeby podczas ciągłego działania pod tak dużym napięciem znaleźć sposób na wytchnienie. Jedne sposoby są mniej, inne bardziej korzystne. Niektórzy próbują zmniejszać napięcie w sposób mniej konstruktywny. Techniki psychologiczne mogą dawać nam konstruktywne narzędzia do radzenia sobie z tego typu sytuacjami. Tak jak samochód, aby długo i sprawnie jeździć, musi być serwisowany, tak organizm, aby nam nie odmówił posłuszeństwa, musi być zadbany i regenerowany - mówi dr Kamil Wódka, psycholog sportowy, w przeszłości współpracujący z kadrą polskich skoczków.

- Ludzie patrząc na osoby z pierwszych stron gazet, przypisują im wiele cech, zwykle pozytywnych. Mówimy tutaj o zjawisku aureoli, które samo w sobie nie wydaje się być niekorzystnym, ale wokół tych osób tworzy się pewien ich mit i dystans. Poczucie, że ludzie zawsze patrzą na mnie jako na wielkiego herosa, nie daje przestrzeni do tego, aby pokazać swoją słabszą, bardziej ludzką stronę. Trudno więc stworzyć realną odskocznię od tego świata, który wymaga wiecznej gotowości. Jeśli tego brakuje, trudniej jest o pozbycie się napięcia. Jeśli brakuje przyjaciół, to szukamy innych sposobów na jego zmniejszenie. I robimy to w sposób mniej konstruktywny. Szukanie ulgi w używkach jest w tej sytuacji jedną z opcji. Dodatkowo - ciało może w końcu "zastrajkować" - stąd rożnego rodzaju zaburzenia somatyczne, których genezą jest życie w ciągłym stresie bez wyuczonych mechanizmów regeneracji, również tej psychicznej - dodaje.