Soczi, nowy rozdział Justyny Kowalczyk

Szklarska Poręba poprawiła humory na kilka tygodni przed igrzyskami: Justyna Kowalczyk wygrała na 10 km klasykiem z ogromną przewagą, a Sylwia Jaśkowiec była w sprincie dowolnym czwarta
- U mnie sinusoida, czyli bez zmian. A skoro bez zmian, to chyba dobrze? - mówiła Justyna Kowalczyk o nastroju, w jakim odjeżdża na wysokogórskie zgrupowanie w Santa Caterina, ostatnie przed igrzyskami w Soczi.

Przełom roku to była dla niej wyjątkowa huśtawka nastrojów. Najpierw zamieszanie związane z rezygnacją z Tour de Ski, potem popisowy podbieg pod Alpe Cermis. Następnie znowu zamieszanie i niedosyt, gdy odwołano maraton w Czechach, do którego Justyna się przymierzała, a starty w sprintach w Nowym Mieście skończyły się na eliminacjach.

W Szklarskiej Porębie też było i męcząco, i radośnie - nierozwiane do ostatniej chwili wątpliwości, czy uda się przygotować trasę, kolejki po autografy, zdjęcia, niekończące się kontrole antydopingowe (cztery tylko w ostatnich dniach). Jeszcze w nocy przed biegiem w Jakuszycach było dramatycznie, gdy jakaś grupa biegaczy amatorów zepsuła fragment topniejącej trasy, trzeba było ją naprawiać i na wszelki wypadek postawić przy torach ochroniarzy...

Ale finał się udał. Trasa do stylu klasycznego przetrwała do niedzieli, Kowalczyk w dniu 31. urodzin wygrała na niej z ogromną przewagą, ponad 40 s nad Julią Czekaliewą. Popłakała się podczas urodzinowej fety na stadionie, gdy były "Sto lat!", tort, kwiaty. - Tort na razie sobie odpuściłam, to nie byłby najlepszy pomysł w tym momencie. Mama zje za mnie podwójnie - mówiła. A do kwiatów szukała ochotnika, który wielki bukiet zawiezie jej do Włoch.

Wyruszają w poniedziałek, Marit Bjorgen i Therese Johaug już tam są, ale nie w Santa Caterina, tylko w Seiser Alm, gdzie w hotelach i pensjonatach przy wielkiej polanie, na wysokości ponad 1800 m, zbierze się niemal cała elita biegaczek i biegaczy. Justyna też tam bywała, ale tym razem wybrała Santa Caterinę.

Do igrzysk w Soczi zostały niecałe trzy tygodnie, Justyna już do Polski nie wróci, bo ze zgrupowania pojedzie do Toblach, tam za dwa tygodnie ma ostatni bieg przed igrzyskami, na 10 km klasykiem (potem odleci do Soczi, nie czekając na sprinty dowolne). Zapowiadała wcześniej, że w Toblach ma być już "Justyną olimpijską, wyświeżoną", więc pewnie będzie mierzyć w zwycięstwo. - Puchar Świata już mi odjechał, teraz jestem zmobilizowana na Soczi i z myślą o igrzyskach wolałabym nawet jakiś dłuższy bieg łyżwowy, a nie klasyczny. Ale akurat w Toblach są fajne trasy i chętnie pobiegnę klasykiem. Tyle że wynik nie będzie dla mnie żadnym wyznacznikiem. Przed ubiegłorocznymi mistrzostwami świata w Val di Fiemme i po nich wygrywałam, a podczas imprezy głównej coś mi nie poszło. Więc teraz wystartujemy bez napinki i polecimy do Soczi otwierać nowy rozdział - mówiła Justyna.

Więcej w poniedziałkowej " Gazecie Wyborczej" albo w Magazynie Sport.pl Ekstra



W numerze także m.in. o:

- "Złotej Piłce" od Tala Rafe Luvru>>

- Całkiem nowej Chelsea >>

- Milionach Aleksa Rodrigueza >>

- Pięciu "Orłach", których wzywa Soczi >>