PŚ w Wiśle. Pokojowa wojna domowa w skokach

Łukasz Kruczek jako zawodnik pojechał w 1998 roku na igrzyska w Nagano, choć przed nimi nie zdobył w karierze ani jednego punktu Pucharu Świata, a w olimpijskim sezonie w 10 startach tylko raz przebrnął przez kwalifikacje. Teraz miejsca w jego kadrze na igrzyska w Soczi nie są pewni brązowy medalista mistrzostw świata i dwaj zwycięzcy zawodów PŚ. W czwartek konkurs w Wiśle. Relacja Z Czuba na żywo od godz. 17.30
Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone

- Mam trzech pewniaków i dwa wolne miejsca - mówi Kruczek przed polskimi konkursami Pucharu Świata. Po czwartkowym starcie w Wiśle, w sobotę i niedzielę Puchar Świata zawita do Zakopanego. Po drużynowych i indywidualnych zawodach na Wielkiej Krokwi trener reprezentacji ogłosi nazwiska pięciu skoczków, których zabierze do Soczi.

Pewny olimpijskich startów może być Kamil Stoch. Lider Pucharu Świata na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle trenował z resztą kadry w środę. W czwartkowy poranek opuścił oficjalne treningi i kwalifikacje, oszczędzając siły na popołudniowy konkurs.

W nim solidnie powinni zaprezentować się Piotr Żyła i Maciej Kot. Według obserwatorów obaj zawodnicy, którzy obok Stocha najdłużej z Polaków prezentują poziom szerokiej światowej czołówki, również mogą już być pewni wyjazdu do Soczi. Wystarczy, że w najbliższych konkursach potwierdzą przyzwoitą formę.

Murańka leci po swoje

O dwa wolne miejsca walkę stoczą najpewniej Dawid Kubacki, Jan Ziobro, Krzysztof Biegun i Klemens Murańka. Pierwszy z wymienionych przed rokiem zdobył ze Stochem, Żyłą i Kotem brązowy medal mistrzostw świata w Val di Fiemme w konkursie drużynowym. Po gorszych startach w ostatnich tygodniach w Wiśle zajął dziewiąte miejsce w kwalifikacjach. Był w nich zdecydowanie lepszy od Ziobry (24. miejsce) i Bieguna (29. pozycja). Ale oni mają poważne atuty - w tym sezonie wygrali po jednym konkursie PŚ, Ziobro na podium stał też po zajęciu trzeciego miejsca.



Wojnę domową w obozie naszych skoczków zaostrza Murańka, który zdaje się trzymać asa w rękawie. 19-latek był w tym sezonie siódmy w Engelbergu, później dobrze skakał w Turnieju Czterech Skoczni, ale dopiero teraz może błysnąć. W Wiśle wystąpił w drugim treningu i uzyskał trzeci rezultat, minimalnie przegrywając tylko z Gregorem Schlierenzauerem i rewelacyjnym zwycięzcą TCS Thomasem Diethartem. Kwalifikacje pewnie wygrał, po pięknym skoku na 130,5 m. Podobnych w konkursie spodziewają się po nim bukmacherzy. Według analityków z Fortuny Murańka jest szóstym z kolei kandydatem do zwycięstwa (kurs 15). Wyżej stoją akcje tylko Schlierenzauera (3), Dietharta (4,5), Stocha (6) oraz zwycięzcy z Wisły sprzed roku Andersa Bardala (8) i Petera Prevca (9), który wygrał ostatni konkurs PŚ w Bad Mitterndorf.

- Jestem w formie, jeśli będę skakał na tyle, na ile mnie stać, to będę spokojny o wyjazd do Soczi - przyznaje pewny swego zakopiańczyk.

Murańka, Kubacki, Ziobro, Biegun, a nawet Aleksander Zniszczoł (12. w kwalifikacjach) i Stefan Hula (14. miejsce) na trzy tygodnie przed igrzyskami skaczą tak, jak jeszcze w olimpijskich sezonach nasi zawodnicy nie skakali.

Pierwsza taka walka

Przywołany przypadek Kruczka, który do Nagano pojechał, mimo że nie miał absolutnie żadnych szans na przyzwoity wynik, w polskich skokach nie był wyjątkowy. Kiedy w 2002 roku Adam Małysz zdobywał brąz i srebro w Salt Lake City, jego kolegą z drużyny był m.in. Tomisław Tajner. W wewnętrznej walce o olimpijski paszport syn Apoloniusza Tajnera pokonał Kruczka, a ich walka rozegrała się na poziomie absurdalnie śmiesznym w porównaniu z tym, jaki dziś prezentują kandydaci do olimpijskiej kadry. Kruczek i Tajner przed igrzyskami zapunktowali wówczas w PŚ po razie. Pierwszy w swoim najlepszym starcie zajął 25., drugi - 24. miejsce.

Zresztą, za prawdziwą, zaciętą rywalizację o wyjazd na igrzyska trudno nawet uznać tę ostatnią - z sezonu 2009/2010. W Vancouver ze zdobywającym dwa srebra Małyszem w drużynie skakał m.in. Hula, który w najlepszym starcie przed igrzyskami zajął 25. miejsce, a prowadzącego kadrę Kruczka przekonał do siebie stabilną formą, którą potwierdził jeszcze czterema innymi miejscami w trzeciej "dziesiątce" konkursów PŚ.

Wszystkie opisywane sytuacje doskonale pamięta prezes Polskiego Związku Narciarskiego. - Kiedy w 1999 roku zaczynałem pracę z kadrą, mieliśmy problem z rozegraniem mistrzostw Polski, tak mało było zawodników chętnych do startu. Teraz na mistrzostwa zgłasza się nawet 110 skoczków i musimy robić selekcję, nie wszystkich dopuszczamy do walki o medale - mówi Apoloniusz Tajner. - Przez kilkanaście lat zaszły u nas niesamowite zmiany. Cały czas rekordy popularności biją zawody młodzieżowe, rozwija się program opieki nad najbardziej utalentowanymi zawodnikami, najlepsi trenerzy otrzymali stypendia. Inwestujemy, podejmujemy wysiłek coraz lepszego organizowania zawodów, wydłużamy kalendarz, bo widzimy, że praca, jaką wykonaliśmy przez ostatnich 10 lat, daje świetne efekty. Co roku pojawiają się w naszych skokach kolejne talenty, moim zdaniem możemy być spokojni o poziom dyscypliny nawet do 2030 roku - przekonuje znany z optymizmu Tajner.

O tu i teraz prezes też jest spokojny. Słusznie podkreśla, że Kruczek nie doprowadził do męczącego wyścigu swoich podopiecznych o miejsca w kadrze na Soczi. - On ma to ładnie opracowane i rozpisane, tak wszystko zaplanował, żeby zawodnicy powalczyli o wyjazd na igrzyska bezpośrednio przed nimi, czyli wtedy, kiedy ich forma siłą rzeczy powinna już być wysoka. Poza tym Łukasz świetnie dba o atmosferę w zespole. Dobre relacje zawodników są siłą całej naszej grupy, jestem spokojny, że bez względu na ostateczny kształt olimpijskiej kadry to się nie zmieni - kończy prezes.

Ile zdobędziemy medali w Soczi?