Święto biatlonu w Oberhofie

Od piątku do niedzieli zawody Pucharu Świata w Oberhofie, gdzie każdego dnia wokół trasy stanie 25 tys. kibiców. Przed laty wygrywał tam Tomasz Sikora, teraz największe szanse na dobry wynik ma liderka polskiej ekipy Krystyna Pałka.
Niemcy mówią, że Oberhof to "mekka biatlonu". Rozgrywane na początku stycznia zawody są dla nich najważniejszym wydarzeniem sezonu, istotniejszym nawet niż mistrzostwa świata. W niemieckiej telewizji ARD zmagania biatlonistów w Oberhofie ogląda po 5 mln ludzi. To kluczowy czas dla sponsorów, wśród których najwięcej jest niemieckich koncernów - każdy wpycha się z reklamami, gdzie tylko może.

Nic dziwnego, że organizatorzy nie wyobrażali sobie odwołania zawodów, a przez moment było takie zagrożenie, bo brakowało śniegu, a wokół panowały dodatnie temperatury. Z powodu aury mogło ucierpieć narciarstwo klasyczne - rozgrywany kilka dni wcześniej Tour de Ski skrócono, co spowodowało protest i wycofanie się Justyny Kowalczyk - ale nie biatlon. Śnieg zwieziono w ostatniej chwili ciężarówkami - w sumie tysiąc metrów sześciennych. W czwartek organizatorzy wydali oficjalny komunikat: "Trasy są gotowe, można się ścigać".

Impreza dla małego (2,5 tys. mieszkańców) miasteczka w Turyngii jest mniej więcej tym, czym dla Zakopanego był PŚ w skokach za czasów Adama Małysza. W styczniowy weekend Oberhof najeżdża kilkadziesiąt tysięcy fanów wyposażonych we flagi, trąbki i transparenty. Śpiewają, objadają się w knajpkach, piją dużo piwa i grzanego wina, a potem idą kibicować swoim zawodnikom. - Niemcy traktują PŚ w Oberhofie jako święto i dobrą zabawę, ale to nie jest całkiem rozrywkowa publiczność, to ludzie, którzy biatlonem interesują się na co dzień, potrafią docenić też zwycięstwa innych - mówił "Gazecie" Tomasz Jaroński, komentator Eurosportu.

W tym roku doping gospodarzom przyda się szczególnie, bo nieco ponad miesiąc przed startem igrzysk w Soczi Niemcy nie imponują - żadna z kobiet nie mieści się w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej PŚ, u mężczyzn jedynie Erik Lesser - na czwartej pozycji. W PŚ rządzą inni - wśród kobiet liderką jest Czeszka Gabriela Soukalová, gonią ją Rosjanki i Ukrainki. Wśród mężczyzn mniej sensacyjnie - prowadzi Francuz Martin Fourcade, wicemistrz olimpijski, wielokrotny mistrz świata.

Polacy z Oberhofu mają niezłe wspomnienia - w 2004 r. wicemistrzem globu na 20 km został tam Tomasz Sikora, który cztery lata później wygrał w tym samym miejscu sprint PŚ, a potem jeszcze dwukrotnie stawał na podium.

Kobietom wiodło się gorzej, najbardziej doświadczona Magdalena Gwizdoń, która w Oberhofie startuje już od 15 lat (tak samo jak weteranka niemieckiej kadry Andrea Henkel), nigdy nie zbliżyła się do podium, podobnie było z innymi polskimi zawodniczkami.

Teraz sytuacja jest jednak korzystniejsza - Pałka przyjeżdża do Oberhofu jako wicemistrzyni świata w biegu pościgowym. Liderka polskiej ekipy zajmuje 10. miejsce w klasyfikacji PŚ i stawała już w tym sezonie na podium - w Hochfilzen była trzecia na 10 km. Pałka poprawiła strzelanie - miała już kilka biegów bez pudła i zawsze oznaczało to miejsce w dziesiątce lub okolicach. Jeśli do tego dołożyłaby nieco lepszy bieg, mogłaby walczyć o podium w prawie każdym biegu. Poza nią w kadrze Adama Kołodziejczyka nieźle spisuje się jeszcze Weronika Nowakowska-Ziemniak, dziewiąta w sprincie w Hochfilzen, 35. w klasyfikacji generalnej PŚ. Monika Hojnisz, brązowa medalistka MŚ, i Magdalena Gwizdoń na formę ciągle czekają.

W piątek o 18 sprint kobiet na 7,5 km. W sobotę o 17 bieg pościgowy na 10 km, a w niedzielę masowy - na 12,5 km. Relacja na żywo na Sport.pl