Sport.pl

TCS. Eddie Edwards: To Adam Małysz jest Polakiem?

- Naprawdę? A czy on jeszcze skacze? - zapytał mnie o Małysza Eddie "Orzeł" Edwards, najśmieszniejszy olimpijczyk w historii, którego skoki z dziećmi na prowizorycznie stworzonej skoczni bawiły fanów przybyłych do Oberstdorfu na start Turnieju Czterech Skoczni.


Ławeczka, na której siadał Eddie, wyglądała prozaicznie, spokojnie mogłaby stać w parku. 50-letni Edwards był nieco rozczarowany, że nie pozwolono mu latać z Schattenbergschanze, ale organizatorzy bali się o jego życie. Anglik, który rozkochał w sobie świat sportu - startując lub raczej walcząc o przetrwanie na igrzyskach w Calgary - nie ma zamiaru kończyć kariery, ale przeciwnie, chce ją rozwinąć. Opowiadał nam, że chce wrócić do treningów, by nie latać 4,5 m jak w Oberstdorfie, ale 30 metrów, potem 40, aż wreszcie może nawet wrócić na normalne skocznie. - Rozpoczynam show w brytyjskiej telewizji, zobaczymy, gdzie mnie to zawiedzie - mówił. O tym, jak skoczek czuje się w locie, mówi barwniej niż ktokolwiek, używając kilkunastu przymiotników w stopniu najwyższym. Showmanem jest niezrównanym, podrygiwał w rytm niemieckiego hymnu, który zagrano na cześć dzieci z nim skaczących.

Polskich skoczków nie zna. Ale życzył im oczywiście powodzenia w Turnieju Czterech Skoczni. Tak jak - rozmawiając z mediami miejscowymi - życzył wszystkiego najlepszego Niemcom. Jego faworytem jest 42-letni Noriaki Kasai, zaledwie osiem lat młodszy. Za kolegę ze skoczni Edwards uważa też Martina Schmitta, choć, jak się okazało, nigdy razem nie skakali. Na wspomnienie Adama Małysza Eddie się ożywił. Nie zdawał sobie jednak sprawy, że jest Polakiem i czy jeszcze skacze. - Wystartuje dziś? - dopytywał się. I żałował, że nie. Ale zaoferował, że chętnie odwiedzi Zakopane. - Tam atmosfera jest wspaniała, chętnie przyjadę do was i zabawię polską publiczność. Może już w przyszłym roku? - pytał Eddie.

Publiczność niemiecką Edwards zabawił znakomicie. Pantomima narciarska w jego wykonaniu ocierała się o perfekcję. Jego narty i wiązania przypominały czasy zdecydowanie bardziej zamierzchłe niż 1988 rok, kiedy został gwiazdą igrzysk, choć spadał ze skoczni. Przez ostatnie lata Eddie trochę się sportowo zaniedbał, ale ma zamiar to naprawić. Z pewnością wcześniej czy później zawita do Zakopanego, by poznać Kamila Stocha, a może przede wszystkim Piotra Żyłę.

Więcej o: