Sport.pl

Kowalczyk: Na 90..., może i na 99 procent wycofuję się z TdS

- Decyzja o wycofaniu się z Tour de Ski jeszcze nie zapadła, musimy się z tym przespać. Ale ktoś musi powiedzieć głośno, że nasi szefowie nie mogą nas tak traktować i że nie ma co się męczyć na siłę w Oberhofie. Skoro nikt inny nie chce protestować głośno, to zrobię to ja - mówi Sport.pl Justyna Kowalczyk
Paweł Wilkowicz: Z powodu problemów ze śniegiem w Oberhofie dwa dni przed Tour de Ski organizatorzy zmienili program: zamiast 10 km "klasykiem" w niedzielę będzie sprint "łyżwą". Zapowiedziałaś, że w tej sytuacji zastanowisz się nad rezygnacją ze startu, ale to oznaczałoby rezygnację z walki o Kryształową Kulę, bo Tour daje mnóstwo punktów. Jak z tego wybrnąć?

Justyna Kowalczyk: Na 90, może i 99 procent wycofujemy się ze startu. Ale decyzja jeszcze nie jest podjęta. Bardzo nam smutno, bo wyniki Touru wpływają bardzo mocno na klasyfikację Pucharu Świata. Jeżeli Tour miał być w założeniu wielodniowy, wieloetapowy, stawiający na wszechstronność zawodników, to teraz zrobiła się z tego jakaś poświąteczna zabawa. I to nie jest dobre. Powinno być tak, że jak wygrywasz Tour de Ski, to jesteś kimś. A to, co teraz przygotowali, nie ma wiele wspólnego z Tourem. Wszystko jest robione na siłę. Po co? Skoro nie ma śniegu, nie ma tras, to odwołajmy to. A już zupełnie nie rozumiem, co daje zamiana "klasyka" na "łyżwę". Przecież do "klasyka" potrzeba mniej miejsca, mniej śniegu, trasa może być węższa. Zresztą niech im będzie, tylko dlaczego dwa dni później, podczas etapu w Lenzerheide, nie możemy zamienić "łyżwy" na "klasyk"?

Właśnie, dlaczego?

- Bo ktoś się uparł i tak ma być. Dla mnie to bez sensu. Tour zbyt wiele znaczy, żeby się nim tak bawić. A jeśli go nie szanujemy, to dajmy za niego dwa razy mniej punktów i będzie sprawiedliwie. Wtedy możemy biegać codziennie łyżwą, a z Alpe Cermis jechać w dół, zamiast się wspinać. Tylko nie chcę, żeby to było nazywane Tourem i traktowane tak poważnie. Mieliśmy nagradzać wszechstronnych. A porobiło się tak, że wszędzie decyduje bieg łyżwowy.

Ale jeśli zrezygnujesz z Touru, to w sezonie olimpijskim zburzysz porządek przygotowań, który się sprawdzał. Nie boisz się tego?

- Strasznie się boję. Tour to dla mnie czas doprowadzania mojego ciała do startowej wersji. Nikt mnie przecież tak nie zmęczy jak te najlepsze dziewczyny. Jak będę w tym czasie startować w jakichś zawodach FIS-owskich, niższej rangi, to będę pięknie biegła, ale co z tego? Boję się też, że za opuszczenie Touru zapłacę stratą dobrego numerka startowego podczas igrzysk w Soczi. Zwłaszcza w tym indywidualnym biegu na 10 km klasykiem, który jest dla mnie najważniejszy. Mam w sprawie Touru dużo do stracenia i wcale nie mam zamiaru unosić się dumą. Jeszcze nie jest wykluczone, że stanę na starcie. Ale chcę zwrócić uwagę, że tak nie wolno robić. Nasi szefowie sobie myślą, że wszyscy będą siedzieć cicho. I będą, poza mną.

Decyzję podejmiecie w sobotę?

- Pewnie w piątek. Dotarliśmy do Oberhofu w czwartek po południu, po dwóch dniach w Jakuszycach. Ja się z tym wszystkim prześpię, trener się prześpi, potem usiądziemy i porozmawiamy. Zrobimy tak, żeby było dobrze. Tour wygrałam już cztery razy i zwycięstwo nie jest najważniejsze. Chodzi o to, by tak to wszystko poukładać, by było dobrze w dalszej części sezonu.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone

Więcej o: