Sport.pl

Soczi 2014. Tongijski sen się spełnił. Bruno Banani zakwalifikował się na igrzyska

Pamiętacie bobsleistów z Jamajki, którzy zrobili furorę na zimowych igrzyskach w Calgary? Teraz podobną sensacją będzie występ saneczkarza Bruno Bananiego, pierwszego reprezentanta Tonga na największej zimowej imprezie świata. Choć jeszcze nie wiadomo, czy będzie mógł wystartować pod swoim nazwiskiem.
Tonga to niewielkie tropikalne królestwo, które jest archipelagiem wysp położonych między Nową Zelandią, Hawajami, Fidżi i Samoa. Średnia temperatura wynosi tu 26,5 stopni Celsjusza, śnieg nigdy nie pada, nie ma tu więc żadnej tradycji sportów zimowych. Jak to się więc stało, że na zimowych igrzyskach Tongijczycy będą mieli swojego pierwszego w historii reprezentanta?

Marzenie księżnej

Głową tego stutysięcznego państewka jest król Tupou VI, który ma jedną siostrę. Księżnej Pilolevu Tupou zawsze imponował książę Albert, władca Monako. Powód? Był bobsleistą i pięciokrotnie wystąpił na zimowych igrzyskach. A kiedy musiał powiedzieć sobie "dość", zaczął wspierać innych sportowców w swoim kraju, także saneczkarzy. Inspiracja była silna do tego stopnia, że tongijska księżniczka też postanowiła zostać mecenasem sportów saneczkowych.

W 2010 roku powstał program rozwoju saneczkarstwa w Tonga, a miejscowy dziennik "Matangi Tonga" pisał wówczas: "Saneczkarstwo to sport zimowy i można zapytać, dlaczego ktoś na wyspie położonej na południowym Pacyfiku, gdzie nie ma śniegu i lodu, trenuje ten sport. Odpowiedź jest prosta: "Czemu nie?".

Na początku był strach

Zawodnicy byli rekrutowani z armii. Próbował swoich sił w tym sporcie Taniela Tufunga, ale znacznie większym talentem dysponował 26-letni rugbista i informatyk Bruno Banani. Wyjechał do Niemiec, bo we własnym kraju nie mógł ćwiczyć z oczywistego względu - braku torów saneczkowych.

- Kocham szybkość, dlatego kiedy w Tonga przedstawiono nowy sport, saneczkarstwo, pomyślałem: "Oho, to coś dla mnie" i postanowiłem spróbować. Na początku trochę się bałem, ale to było tak emocjonujące, że strach nie przeszkodził mi podjąć dalszych prób. W końcu to pokochałem i... chyba się uzależniłem - mówił Banani cztery lata temu w rozmowie z gazetą "Metro".

Upadł, ale nie poddał się

Egzotyczny saneczkarz był już bliski występu na igrzyskach w Vancouver, ale w ostatnim kwalifikacyjnym starcie przewrócił się. Był mocno rozczarowany, ale nie na tyle, by przerwać karierę. Postanowił, że na następnych igrzyskach już na pewno wystartuje.

Przygotowywał się cztery lata pod okiem trzykrotnego złotego medalisty olimpijskiego Georga Hackla i zdobywcy srebrnego medalu Davida Muellera. I udało się! Kwalifikację uzyskał dzięki zajęciu 28. miejsca na 42 zawodników na zawodach w Utah w poprzedni weekend.

"Szczęśliwy i dumny, marzenie stało się rzeczywistością. Zakwalifikowałem się i nie da się ubrać w słowa tego, jak bardzo jestem szczęśliwy, że będę reprezentował Tonga na igrzyskach" - napisał na swoim Facebooku.

Tonga występowała na wszystkich igrzyskach od 1984 roku, ale tylko letnich. Wśród 31 olimpijczyków był jeden medalista. Pięściarz Paea Wolfgramm zdobył srebrny medal w Atlancie, a złoto przegrał z Władimirem Kliczką.



Głośne nazwisko

Drugiego medalu do kraju Banani raczej nie przywiezie, ale i tak będzie o nim bardzo głośno.

Jego występ (pomijając to, z jakiego kraju pochodzi) będzie budził bowiem duże kontrowersje. Nie wiadomo w ogóle, pod jakim wystąpi nazwiskiem. Bruno Banani wcześniej nazywał się Fuahea Semi, a nowe imię i nazwisko przybrał od nazwy swojego sponsora, słynnej marki odzieżowej.

Kiedy sprawa wyszła na jaw (wcześniej tuszowano tę informację, miał to być zabawny zbieg okoliczności), mocno zaprotestował szef Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Thomas Bach uznał zmianę nazwiska na potrzeby sponsora za działanie "w złym smaku". Zapowiedział też, że jeśli saneczkarz zakwalifikuje się na igrzyska, nie będzie mógł wystąpić jako Bruno Banani.

Ale czy faktycznie MKOl mu tego zakaże? Problem w tym, że Fuahea Semi zmienił swoje nazwisko całkowicie legalnie.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone

Więcej o: