Sport.pl

PŚ w skokach. Teraz czas na Kamila Stocha

- Każdego polskiego skoczka stać na sukces, ale liczę na to, że to będą konkursy lidera naszej reprezentacji. Na początku sezonu Kamil miał wyjątkowego pecha do wiatru - mówi prezes PZN Apoloniusz Tajner. W piątek o 14 kwalifikacje do sobotniego konkursu w Titisee-Neustadt. Relacja na żywo na Sport.pl.
Aż 5 mln widzów śledziło w TVP ostatni konkurs Pucharu Świata w Lillehammer. To liczba imponująca, "zarezerwowana" zwykle dla piłkarskiej reprezentacji Polski w dodatku w meczach o stawkę. Prezes PZN Apoloniusz Tajner obawiał się, że skoki zostaną osierocone po zakończeniu kariery przez Adama Małysza, przyznaje, że w ubiegłym sezonie była gorsza frekwencja w telewizji i na skoczniach, ale teraz znów wraca na wysoki poziom. Prezes dodaje, że zainteresowanie skokami w Polsce to już nie jest płomień po wybuchu, ale stabilnie płonący. - Następcy Adama zapracowali na uznanie kibiców wynikami - mówi.

Tajner jest świadomy, że fenomenalny wynik w pierwszym konkursie sezonu w Klingenthal, gdzie sensacyjnie wygrał nastoletni Krzysztof Biegun, a drużyna uzyskała 223 pkt, był ponad stan, uzyskany dzięki szczęśliwym wiatrom. - Taką potęgą jeszcze nie jesteśmy - mówi. W miniony weekend w Lillehammer wichury nie torpedowały już zawodów, ale skoczkowie Łukasza Kruczka pokazali przyzwoitą formę. Na normalnej skoczni Maciej Kot był piąty, na dużej Piotr Żyła szósty.

Tajner uważa, że w Titisee-Neustadt czas na wysokie loty Kamila Stocha. Podkreśla, że w środowych treningach na Wielkiej Krokwi, gdzie kadrowicze Kruczka oddali po siedem skoków, lider zespołu "odlatywał" reszcie. - Co nie znaczy, że wykluczam, iż w ten weekend błyśnie Żyła, Kot lub Klemens Murańka, na którego bardzo liczę - dodaje Tajner. Murańka zastąpi w kadrze Bieguna reprezentującego Polskę na uniwersjadzie. Wystartuje siedmiu Polaków, Tajner od wszystkich wymaga kwalifikacji do konkursów, a od pięciu-sześciu awansu do finałowej trzydziestki. - Nasi skoczkowie pokazali, że wymagania wobec nich są uzasadnione - mówi.

Prezes PZN uważa, że Stoch nie będzie czekał z eksplozją formy do drugiej części sezonu olimpijskiego. - On już w niej jest, dotąd miał jednak nieprawdopodobnego pecha do warunków w czasie swoich skoków, dlatego udawały mu się tylko pojedyncze próby. Jeśli wiatr mu nie przeszkodzi, w Titisee-Neustadt powalczy o sukces - obiecuje były trener Małysza.

Po powrocie z Norwegii kadra trenowała na Wielkiej Krokwi pierwszy raz w tym roku. Trener Kruczek mówi, że warunki nie były perfekcyjne, ale znośne. Dodał, że zawodnicy nie poprawiali błędów technicznych, bo ich nie robią, ale pracowali nad stabilnością. - Potrzebowałem tych paru prób wykonanych na zupełnym luzie, bez stresu związanego ze startem w Pucharze Świata. Nie można pracować nad sobą tylko podczas zawodów - mówi Stoch.

Skocznia w niemieckim uzdrowisku położonym w Badenii-Wirtembergii pozwala na loty w granicach 140 m, a więc konkursy są widowiskowe, a loty długie. Polakom to odpowiada, tak jak odpowiadało to Małyszowi, który wygrywał tam trzykrotnie, po raz pierwszy 1 grudnia 2001 roku, a potem dwa razy w 2007. Tajner wspomina jednak konkurs z grudnia 2002 roku, gdy Polska szykowała się do mającego się odbyć pół roku później referendum dotyczącego wejścia do Unii Europejskiej.

Premier Leszek Miller przez dziennikarzy TVP przekazał Małyszowi małą flagę Unii, by stojąc na podium, pomachał nią, trzymając w jednej ręce (w drugiej polską). Tajner rozmawiał o tym z zawodnikiem, który wyraził zgodę. Rano przy śniadaniu trener zauważył jednak, że Małysz jest wyjątkowo rozdrażniony. - Przy stole spadał mu widelec, łyżka, nie odzywał się, aż w końcu na moją prośbę wyjaśnił, że przez sprawę z flagami nie spał całą noc - wspomina Tajner. Okazało się, że skoczek zaczął mieć wątpliwości. Tłumaczył, że on skacze dla wszystkich Polaków, nawet tych, jak rolnicy, którzy wejścia do Unii nie pragną. I nie chciałby ich urazić.

Uzgodniono kompromis. Adam sportową część zadania wykonał i na trzecim stopniu podium w Titisee--Neustadt z polską flagą się znalazł. Unijną trzymał stojący za jego plecami podczas dekoracji dziennikarz TVP. W ten sposób prośba premiera została spełniona.

Więcej o: