Kowalczyk w Lillehammer: królestwo za dobre narty

W sobotę bieg na 10 km stylem klasycznym w Lillehammer. To popisowa konkurencja Justyny Kowalczyk. Ale w Norwegii Polka nie wygrała jeszcze żadnego długiego biegu. Relacja na żywo na Sport.pl od godziny 10.
Od Soczi nie uciekniemy - ani w sobotę rano (bieg jest od 10, ale najlepsze zawodniczki z Pucharu Świata wystartują jako ostatnie), ani żadnego innego dnia, gdy w tym sezonie Pucharu Świata będzie bieg na 10 km klasykiem. W żadnej konkurencji najbliższych igrzysk szansa na polski medal nie jest tak duża jak w tej. Ale też w żadnej innej konkurencji w Soczi przygotowanie nart nie będzie tak ważne. Justynie zdarzało się już, że pewne - wydawało się - zwycięstwo uciekało przez problem ze smarowaniem. Choćby rok temu w La Clusaz, gdy musiała się zatrzymać na chwilę, by strącić śnieg, który działał jak hamulec. Ale nawet wtedy Kowalczyk nie wypadła poza czołową trójkę. Od czterech lat nieprzerwanie staje na podium każdego Pucharu Świata na 10 km klasykiem (nie liczymy etapów w wyścigach), w ostatnich dwóch sezonach to było jej królestwo, wygrała pięć z sześciu "dziesiątek".

Razem z Marit Bjoergen panują w tej konkurencji do tego stopnia, że oprócz nich została już w biegach tylko jedna dziewczyna, która pamięta jak to jest wygrywać na 10 km klasykiem - Aino Kaisa Saarinen. Wygrała cztery lata temu w Kuusamo, od tego czasu zwyciężają tylko albo Justyna, albo Marit. Kowalczyk - częściej, ale tylko pod warunkiem, że bieg jest poza Norwegią. W całej karierze wygrała tylko jeden pucharowy bieg na norweskiej trasie: sprint w Drammen w poprzednim sezonie, pod nieobecność Bjoergen.

W Lillehammer jeszcze nie biegała, Puchar Świata tu dawno nie zaglądał, choć trasy są znakomite, i słynne: z igrzysk 1994 roku, ale też z największego narciarskiego maratonu Norwegii, Birkebeinerrennet, który ma metę właśnie tutaj. - Trasy bardzo nam się podobają - mówi Sport.pl trener Aleksander Wierietielny. - Są tutaj trudne podbiegi i bardzo szybkie zjazdy. Zawodniczki rozwijają na nich niesamowite prędkości, nawet i 80 kilometrów na godzinę. A raczej - rozwijały. Na pierwszych treningach wiele dziewczyn leżało, bo był tu jeszcze tylko sztuczny śnieg, bardzo szybki i luźny. Na zakrętach zbierała się z niego kasza, w którą się wpadało po kostki, nawet biegacze sobie nie radzili - opowiada trener. Teraz zjeżdża się już w Lillehammer dużo wolniej, bo w czwartek spadło dużo świeżego śniegu. I ani Justyna, ani nikt z jej sztabu nie mają nic przeciwko, by padało dalej.

Dla Polki im wolniejszy bieg, tym lepiej. Trasa, dwie pętle po 5 km, jest bardzo kręta, ale to byłby duży problem w biegu stylem łyżwowym, na trasach klasycznych aż taką przeszkodą dla Kowalczyk nie jest. Zwycięstwa sprzed tygodnia w Kuusamo, w obu biegach stylem klasycznym, w sprincie i na 5 km, sprawiły, że apetyt rośnie. Justyna uprzedzała wprawdzie w Finlandii, że może nie jest jeszcze gotowa na sukcesy na 10 km, a trener powtarza, że Justyna będzie w naprawdę dobrej formie dopiero po Tour de Ski. Ale mimo wszystko będą z Bjoergen faworytkami w Lillehammer.

Kowalczyk startuje w Norwegii tylko w sobotę. Gdy w niedzielę będą się ścigać sztafety, ona będzie już w drodze do Davos, na następny Puchar Świata.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone