Soczi 2014. Bjoergen i jej 6 tys. kalorii dziennie

Już w piątek początek kolejnego sezonu biegów narciarskich. Dla zawodniczek to koniec ciężkich przygotowań. W czasie intensywnych treningów Marit Bjoergen przyznaje, że potrzebuje dziennie 6 tys. kalorii. To np. 11 Big Maców, jajecznica z 24 jajek na maśle lub 7 kg bananów. Pierwsze zawody w Kuusamo w piątek o 12.30. Relacja na żywo na Sport.pl
Trening biegaczek jest niezwykle intensywny. Marit Bjoergen w trakcie przygotowań do sezonu ma 2-3 ciężkie treningi dziennie, a łącznie przez cały rok około 850 godzin treningów. Norweżka intensywnie, pomiędzy sezonami, trenuje przez 140 dni w roku. By podołać takiemu wysiłkowi, potrzeba mnóstwo energii. Dlatego Norweżka dziennie zjada około ośmiu posiłków i dostarcza organizmowi co najmniej 6 tys. kalorii (to np. około 7 kg bananów, jajecznica z 24 jajek na maśle, 1,5 kg tuńczyka lub 11 Big Maców). Przeciętna dawka energii dla kobiety w jej wieku to 1500 kalorii. Dla kobiety prowadzącej aktywny tryb życia (pracującej fizycznie lub uprawiającej sport amatorsko) - 2000-2500 kalorii.

- Najważniejsze, aby dieta była zróżnicowana: węglowodany, tłuszcz i dużo białka. Organizmowi trzeba też dostarczać witamin i minerałów. Marit jest na tyle doświadczoną zawodniczką, że nie trzeba jej wszystkiego tłumaczyć. Pamięta też o tym, żeby dużo pić podczas treningów I natychmiast uzupełniać utracone węglowodany poprzez jedzenie chleba, zbóż, makaronów i ryżu. Marit przepada też za rybami i warzywami - opowiada Heidi Holmlund, specjalistka od żywienia.

Zdarzają się jednak dni, gdy nie ma w ogóle apetytu. Wtedy do jedzenia musi się zmuszać. - Inaczej mogłabym się rozchorować - mówi Norweżka.

- Gdy się ciężko trenuje, często brakuje apetytu. Wtedy ważne jest, żeby jeść na siłę. Inaczej organizm się nie zregeneruje - tłumaczy Holmlund, która ściśle współpracuje z norweskimi biegaczkami. - Im ciężej trenujesz, tym więcej musisz jeść. Marit i inne biegaczki muszą uzupełniać swoje wydatki energetyczne. Doświadczone zawodniczki często potrafią już same to kontrolować, te młodsze potrzebują porad - dodaje.

Ale nawet, gdyby Bjoergen choćby na chwilę zapomniała o kontroli, przypomną jej o tym dietetycy zatrudnieni przez norweską ekipę. Podczas zgrupowań wszystko jest tak zaplanowane, że - jak mówi koleżanka Bjoergen z kadry, Vibeke Skofterud - biegaczki same muszą jedynie myć zęby. W trakcie sesji treningowych na trasach stoją osoby, które podają zawodniczkom płyny energetyczne, po zakończeniu ćwiczeń każda dostaje soki owocowe i czekoladę, aby móc szybko zregenerować się po wysiłku.

- Jem tyle, ile czuję, że mi potrzeba. Tak naprawdę nigdy nie liczę tych kalorii. Może jest ich nawet 10 tys. dziennie? - zastanawia się Bjoergen.

- Aż tyle to nie, naprawdę wychodzi koło 6 tys. Ale to pokazuje, że Marit nie przejmuje się kaloriami. I dla niej do dobrze - mówi Holmlund.

A jak jest z Justyną Kowalczyk?

Nasza najlepsza biegaczka nie ustępuje Marit Bjoergen w ilości kalorii. W dawnym wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" opowiadała:

Dietetyka nie mam, kiedyś zwróciłam się o radę, ale powiedział: "Na śniadanie proszę jeść dwie łyżki musli zalane wodą". A ja muszę jeść to, co lubię. Sama potrafię przeczytać mądre książki i wiem, co powinnam jeść. Nie znoszę rzeczy tłustych i smażonych. I to nie dlatego, że jestem sportowcem. Mój organizm zwyczajnie ich nie przyswaja. Frytki potrafią zalegać mi w żołądku cały dzień!

Na śniadanie lubię kaszki na mleku. Szczególnie smakują mi, kiedy jesteśmy w Skandynawii. Mogę jeść je codziennie. Jem musli, jajecznicę z czterech-pięciu jajek... I dużo pieczywa. Najchętniej ciemne. Codziennie muszę przyswoić pięć-sześć tysięcy kilokalorii. Naprawdę zdrowo muszę się najeść, żeby mieć siłę tak trenować.

Na obiad powinnam jeść makarony. Ale ich nie cierpię. Jem najwyżej trzy razy w tygodniu. Wolę ziemniaki, do tego gotowane mięso i dużo, dużo sałatek. Jestem łasuchem, uwielbiam słodkie. Kiedyś potrafiłam jeść dziennie trzy stugramowe tabliczki czekolady. Teraz ograniczam się do jednej.

Kolacja jest po 20 i jest ogromna. To wtedy trener żartuje ze mnie, że jestem kosz na śmieci. Pochłaniam wszystko. Uwielbiam sałatki. Kroję warzywa, dorzucam trochę sera, do tego pół kurczaka i... z pół bochenka chleba (uśmiech).

Rano kawę, potem dużo płynów izotonicznych. Moim jest powerbar, bardzo popularny wśród kolarzy. To "na nim" jeździ Lance Armstrong. Piję też bardzo dużo wody.

Alkohol? Zdarza mi się. Piwo, ale jedno wystarczy. Wódka jest dla mnie za mocna, a whisky zostawiam trenerom i serwismenom. Lubię czerwone wino.

A jak jedzą inni sportowcy?

Biegaczki oczywiście nie są rekordzistkami jeśli chodzi o liczbę kalorii. Taki Michael Phelps potrafił w ciągu dnia przyjąć ich aż 12 tys. Lance Armstrong podczas Tour de France musiał codziennie uzupełnić około 9 tys. kalorii. Są też sportowcy, którzy muszą się ograniczać. Szczególnie są to skoczkowie narciarscy. Adam Małysz podczas kariery skoczka dziennie spożywał zaledwie 1500 kalorii.

Śledź początek sezonu ze Sport.pl

Sezon w biegach startuje już w ten weekend w fińskim Kuusamo. Justynę Kowalczyk czeka najpierw sprint stylem klasycznym (piątek od 12.30), potem bieg na 5 kilometrów stylem klasycznym (sobota od 10) i na 10 kilometrów stylem dowolnym (niedziela od 10.30). Relacje Z Czuba i na żywo oczywiście w Sport.pl.

W Kuusamo mamy swojego wysłannika. Zapraszamy do śledzenia Sport.pl, a także bloga Pawła Wilkowicza, gdzie znajdziecie wszystkie ciekawostki i przemyślenia z otwarcia sezonu.