Igrzyska olimpijskie. Kowalczyk, Stoch, Bródka, czyli do Soczi wiatr w plecy

Na igrzyska zawsze jechałam po wielkie wyniki. Teraz też nie uniknę presji - mówi Justyna Kowalczyk, mistrzyni olimpijska z Vancouver sprzed czterech lat. Za 99 dni początek igrzysk w Soczi.
Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone

- Pamiętam ten moment, gdy siedem lat temu Rosja dostawała igrzyska. Byłam akurat po pechowym sezonie. Ale miałam przekonanie, że akurat w Soczi będę w najlepszym momencie kariery. Dlatego ta olimpiada stała się dla mnie tak ważna - mówi Sport.pl Kowalczyk.

Ona nie zna igrzysk bez sukcesów: debiut w Turynie w 2006 roku zakończyła brązowym medalem, z Vancouver wróciła ze złotem i dwoma srebrami. A w programie Soczi jest jej koronna konkurencja - bieg na 10 km stylem klasycznym zaplanowany na 13 lutego.

- Propagandy sukcesu uprawiać nie będę. Na 10 km stylem klasycznym liczyć się będzie to, co pod butem, czyli smarowanie. W Soczi pogoda potrafi wariować, a na ostatnich mistrzostwach świata moje narty na styl klasyczny, mówiąc delikatnie, nie były najlepsze. Mam nadzieję, że to dodatkowo zmobilizuje moich serwismenów - tłumaczy Justyna.

W środę uśmiechnięta, w wysokich szpilkach, razem z drużyną skoczków była w studio TVP z okazji "studniówki" przed igrzyskami. Zamiast poloneza były wspomnienia wzruszającego finiszu na 30 km techniką dowolną w Vancouver, na którym Polka o ćwierć narty wyprzedziła Norweżkę Marit Bjoergen i zdobyła złoty medal, dopiero drugi w historii polskich sportów zimowych, 38 lat po Wojciechu Fortunie. - Kiedy mam słabszy dzień i nie chce mi się wyjść na trening, włączam sobie fragmenty tamtego biegu. Przechodzą mnie ciarki i reaguję emocjonalnie. Ale tego olimpijskiego złota nie widziałam od prawie czterech lat. Jak wszystkie leży na półce w domu w Kasinie - mówiła Kowalczyk.

Justyna, Kamil Stoch, tegoroczny mistrz świata z dużej skoczni w Val di Fiemme, oraz brązowa drużyna skoczków trenera Łukasza Kruczka to największe polskie nadzieje na medale w Rosji. Prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner widzi wprawdzie aż 12 medalowych szans, ale on akurat słynie z hurraoptymizmu. Sekretarz generalny PKOl Adam Krzesiński za sukces w Rosji uzna więcej niż cztery krążki. Już pierwszy weekend igrzysk będzie mocno trzymał w napięciu: Justyna w sobotę ma bieg łączony, skoczkowie w niedzielę zawody na normalnej skoczni.

Oprócz Justyny i skoczków szanse na medale mają panczeniści - Zbigniew Bródka, czyli zdobywca Pucharu Świata na 1500 m w poprzednim sezonie, oraz drużyna łyżwiarek, brązowych medalistek z Vancouver - oraz biatlonistki: wicemistrzyni świata w biegu pościgowym Krystyna Pałka i brązowa medalistka ze startu wspólnego na 12,5 km w Novym Meście Monika Hojnisz. Magdalena Gwizdoń wygrała w ostatnim sezonie zawody Pucharu Świata biatlonistek właśnie w Soczi. I zgłosiła się do sztafety biegaczek 4x5 km.

Pewne startu w sztafecie w Soczi są Kowalczyk, Kornelia Kubińska (daw. Marek) oraz Sylwia Jaśkowiec. Jedno miejsce jest wolne. - Inne dziewczyny trenujące w kadrze Ivana Hudacza też powinny dostać szansę. Muszą się zmierzyć i jeśli Magda będzie lepsza, wystartuje z nami w Rosji - mówiła w środę Kowalczyk, która kilka dni temu zakończyła przygotowania do sezonu olimpijskiego. Nazwała go sinusoidą. - Był optymizm, był pat, na przemian. Skończyło się najtrudniejsze siedem miesięcy w życiu - opowiadała w środę. - Liczę, że w odpowiednim momencie dyspozycja będzie taka, jaka ma być. Bo bywało mi ciężko, ale przełamałam się.

Bieg na 30 km klasykiem w Vancouver był ostatnim zwycięstwem Kowalczyk nad fenomenalną Bjoergen na wielkiej imprezie. Od tamtej pory Justyna czeka na złoto, a Bjoergen zdobyła w MŚ w Oslo i Val di Fiemme osiem tytułów. - Wielkiej napinki nie ma, bo to kolejny rok, w którym zdajemy sobie sprawę, jaka jest różnica w wyścigu naszych robótek ręcznych z ich machiną. To nie rezygnacja, tylko zdroworozsądkowe podejście. Na pewno się nie poddaję - mówiła Kowalczyk.

5 listopada Justyna wyjeżdża do Finlandii na treningi na śniegu. Sezon tym razem zaczyna się nietypowo: dopiero pod koniec listopada, od wyścigu etapowego Ruka Triple. Polka na pewno zrezygnuje ze startów w sprintach w Novym Meście na początku stycznia - po Tour de Ski jedzie na zgrupowanie wysokogórskie - oraz ze sprintu w Toblach na początku lutego. Ale na 10 km klasykiem we Włoszech pobiegnie. To będzie ostatnia próba przed igrzyskami.

Kamil Stoch nie boi się powiedzieć, że chce medalu w Soczi. - Ich zdobywanie to obowiązek każdego sportowca. Niczego nie obiecam, bo sport jest nieprzewidywalny. Ale z każdym rokiem robię postępy, wiem, że wciąż tkwią we mnie rezerwy. Wszyscy zrobiliśmy milowy krok do przodu. W czołowej dziesiątce letniego GP znalazło się aż trzech Polaków. Punkty zdobyło dziesięciu. Drużyna jest silna, nie skaczemy tylko dla siebie, ale wzajemnie się wspieramy, również poza zawodami - opowiada Stoch. Na skoczniach w Soczi nie startował, bo rok temu z powodu słabej formy na początku sezonu musiał zrezygnować z próby przedolimpijskiej. Ale próba odbyła się tylko na normalnej skoczni, na dużej nie skakał nikt oprócz Rosjan. - Wydaje mi się na zdjęciach i profilach bardzo podobna do tej z Predazzo - mówi "Gazecie" Stoch. A Łukasz Kruczek dodaje, że bardziej od podobieństwa do skoczni, na której Kamil zdobył złoto MŚ, cieszy go to, że tam też będzie wieczorny konkurs. - Czyli raczej nasze warunki, wiatr w plecy - mówi trener kadry. To będą pierwsze od 20 lat igrzyska bez Adama Małysza w olimpijskiej ekipie. I mimo odejścia Małysza pierwsze, w których medal drużyny będzie czymś więcej niż tylko mrzonką.

Igrzyska tylko w TVP

Na terenie Polski transmisje telewizyjne z Soczi będą wyłącznie w TVP, Eurosport nie kupił tym razem praw. Codziennie od 7 do 23 lutego kibiców czeka 180 godzin relacji w programach TVP1 (głównie skoki narciarskie oraz łyżwiarstwo szybkie) i TVP2 (przede wszystkim biegi narciarskie oraz biatlon). W TVP Sport będzie aż 350 godzin transmisji, w TVP Info 16 godzin.