Ostatnia szarża Bode Millera

Startuje alpejski Puchar Świata, ostatni z udziałem 36-letniego Amerykanina, który wrócił po roku jako chudszy o 7 kg, żonaty, tatuś dwójki dzieci. O swoim wielokrotnie operowanym kolanie mówi: - Prawie nie boli. To nowość. Transmisje z narciarstwa alpejskiego przez cały sezon w Eurosporcie
Amerykańscy dziennikarze go uwielbiają, bo zawsze powie coś ciekawego.

Przed inauguracją PŚ w Sölden czołówki zapewnił sobie atakiem na Władimira Putina. Prezydent Rosji wprowadził prawa dyskryminujące gejów, a Miller nazwał go "nietolerancyjnym ignorantem". Ale na nagłówki spokojnie zasłużyłby sam opis tego, co działo się z Millerem przez ostatnie 12 miesięcy.

Zaczęło się od operacji kolana, przez którą stracił cały sezon. Mówił, że nie była konieczna, bo z odłamkami pokruszonej kości w nodze - pozostałości po starym urazie - dało się jeździć, ale chciał zobaczyć, "jak to jest, gdy nie czuje się bólu". Potem poznał siatkarkę plażową Morgan Beck, która dała mu kosza na pierwszej randce, drugiej i trzeciej, ale on atakował do skutku. Po dwóch miesiącach wzięli ślub. Niedługo później Millerowi urodził się syn, ale nie ze związku z Morgan, ale z poprzedniego - z Sarą McKenna. O prawo do opieki musiał stoczyć z byłą partnerką batalię w sądzie. To drugie dziecko Millera, bo w Kalifornii mieszka pięcioletnia córka z jeszcze innego związku. Latem rodziną byłego mistrza świata i mistrza olimpijskiego, dwukrotnego zdobywcy Kryształowej Kuli, wstrząsnęła tragedia - umarł jego młodszy brat Chelone.

Życie pędzi tak szybko, że przepadł dawny wizerunek Millera rozrabiaki, potrafiącego jeździć na kacu i wlewać w siebie tequilę. - Znalazłem w życiu harmonię - mówi Amerykanin, który prowadzi teraz charytatywną fundację dla dzieci i wspiera paraolimpijczyków.

Przed sezonem schudł 7 kg, co wywołało obawy, że straci na prędkości w swojej koronnej konkurencji - zjeździe. - W Soczi jest trudna trasa, dużo zakrętów, prędkość to tylko część układanki - odpowiada Miller, który chce na swoich piątych igrzyskach zdobyć medal i zakończyć karierę.

W PŚ nie będzie jednak faworytem, a już na pewno nie w Sölden, gdzie trzeci raz w gigancie chce wygrać Ted Ligety. Amerykanin, przez lata w cieniu Millera, teraz jest w USA numerem jeden. W poprzednim PŚ zajął trzecie miejsce. Zapowiada dalszą ofensywę, o podium chce walczyć też w supergigantach i kombinacji. W Soczi mierzy w trzy złota, co może się udać, bo Amerykanie weszli w alians z Rosjanami. Uczą ich w swoim ośrodku w Copper Mountain, a w zamian mogli jeździć w Krasnej Polanie po olimpijskiej trasie.

Wśród faworytów PŚ tradycyjnie wymienia się Austriaków na czele z broniącym trofeum Marcelem Hirscherem, Norwegów z Akselem Lundem-Svindalem, po piętach mają deptać im Włosi, Francuzi. Na przedolimpijskie odrodzenie liczą Szwajcarzy, którzy poprzedni sezon mieli fatalny. Mimo dwóch mistrzów olimpijskich w kadrze - Didiera Defago (zjazd) i Carla Janki (gigant) - nie wygrali żadnych zawodów PŚ. W wielkiej debacie nad przyczynami zapaści najwięcej dostało się trenerom i doszło do precedensu - szkoleniem Szwajcarów zajmują się... Austriacy. Helweci najbardziej liczą na powrót Beata Feuza, wyśmienitego zjazdowca, który stracił poprzedni sezon przez kontuzję.

W Sölden nie wystartuje Lindsey Vonn. Amerykanka błyskawicznie doszła do siebie po zerwanych w lutym na MŚ więzadłach w kolanie. Chirurdzy i fizjoterapeuci z Kolorado dokonali cudu, bo Vonn w chilijskim Portillo jeździła już we wrześniu, siedem miesięcy od wypadku. Vonn przyjechała do Sölden, trenowała i sugerowała, że może wystartować, ale w środę zdecydowała, że na powrót do PŚ jest za wcześnie. Pojedzie za miesiąc w Beaver Creek.

Powrót Vonn wyczekiwany jest z kilku powodów. Po pierwsze, trwa odliczanie do pobicia przez nią rekordu Annemarie Moser-Proell 62 zwycięstw w PŚ. Brakuje już tylko trzech. Po drugie, Vonn wyrosła groźna konkurentka - Słowenka Tina Maze, która z ogromną przewagą wygrała klasyfikację generalną PŚ. Wszyscy są ciekawi, jak odpowie jej zdrowa Vonn. I po trzecie, paparazzi ostrzą sobie obiektywy na PŚ, bo liczą, że na zawodach u boku Lindsey będzie pojawiał się jej partner - golfista Tiger Woods.

- Faworytem PŚ jest broniący tytułu Hirscher, ale jeśli Ligety podciągnie się w konkurencjach szybkościowych, może mu zagrozić. Feuz po kontuzji to niewiadoma. Tak samo Miller, który spróbuje błysnąć w Soczi. Nie zaskoczy mnie za to, gdy przed igrzyskami objawi się jakiś mocny Rosjanin - mówi Marcin Szafrański, były olimpijczyk, komentator Eurosportu. - U kobiet faworytką jest Maze, Vonn będzie ją gonić, ale odpuszczenie Sölden to sygnał, że nie jest jeszcze w formie. Ciekawe, co pokaże młoda Amerykanka Mikaela Schiffrin, świetna slalomistka. Jeśli zacznie punktować w gigantach i supergigantach, może włączyć się do walki - dodaje Szafrański.

W Sölden wystartuje dwójka Polaków - Agnieszka Gąsienica-Gładczan i Michał Kłusak, ale szanse na punktowane miejsca mają minimalne.