PŚ w skokach. Piotr Żyła - as Głębczesteru i akrobata - czołowym skoczkiem świata?

17 marca 1996 roku swoje pierwsze zwycięstwo w karierze w zawodach Pucharu Świata odniósł Adam Małysz. Dokładnie 17 lat później, w tym samym miejscu, taki sukces odniósł Piotr Żyła. Kolejny podopieczny Jana Szturca pokazał, że kibiców potrafi porwać nie tylko sposobem bycia. Do Planicy pojechał z wiarą w kolejne sukcesy i z kilkoma flaszkami. W kwalifikacjach do piątkowego konkursu Żyła skoczył 194,5 m, zajął 15. miejsce i zakwalifikował się do zawodów.
- Kiedyś ktoś mówi: "ale znowu strzelił", od razu wiem, że chodzi o Piotrka i jego działalność w tzw. mediach elektronicznych - mówi Łukasz Kruczek. W Oslo trener kadry polskich skoczków utwierdził się w przekonaniu, że postępował słusznie, dając Żyle swobodę. W kolebce narciarstwa klasycznego 26-latek z Wisły udowodnił, że strzelić potrafi już również na skoczni.

Przeciwieństwo Stocha

- Muszę zobaczyć swój rekord z Vikersund [232,5 m, rekord Polski w długości lotu], żeby przypomnieć sobie, jak trzeba dojeżdżać do progu - mówił w lutym w Willingen. - Dobra, tak naprawdę nie dam rady, bo teraz w kółko oglądam Jurija Tepesa z Harrachova. Pięknie go wyniosło, a później jeszcze piękniej złożyło - dodawał ze śmiechem, wspominając zakończony twardym lądowaniem lot Słoweńca na 220. metr.

- Piotrek od zawsze mówi to, co myśli, ale dopiero w tym sezonie media to zauważyły i wykorzystały. On stał się medialną gwiazdą, ale na skoczni też jest coraz lepszy - przekonywał niedawno Adam Małysz. Jak widać, miał rację.

- Adam zna Piotrka bardzo dobrze, bo to nasz sąsiad. Wszyscy mieszkamy blisko siebie, z moim synem Piotrek był w szkole w jednej klasie, a już w drugiej klasie zaczął trenować w klubie - mówi Szturc.

Wujek i były trener wielkiego mistrza jest obecnie dla Żyły szkoleniowcem numer jeden. - Kiedy trzy lata temu został odsunięty od kadry, wrócił do współpracy ze mną. Wcześniej zalecenia były takie, żeby pracował tylko ze szkoleniowcami kadry. Łukasz Kruczek dał zawodnikom wolną rękę, no i Piotrek realizuje swój plan treningowy pod moim okiem z akceptacją Łukasza, którego podziwiam za taką otwartość - opowiada Szturc. - Naprawdę mało który trener potrafi posłać zawodnika po przyjeździe z zawodów na treningi do klubu. A Piotrek zawsze kiedy tylko wraca do Wisły, dzwoni do mnie i pyta, kiedy możemy razem poćwiczyć - dodaje.

O tym, że wyglądający na lekkoducha Żyła jest tak naprawdę bardzo pracowity i uparty, przekonują wszyscy, którzy dobrze go znają. - Od dawna wiemy, że lubi się pozytywnie nakręcać i przy okazji wytwarzać wokół siebie bardzo fajną atmosferę, ale też trzeba go docenić za to, jak pracuje - mówi Kruczek. - To jest chłopak, którego trudno wytrącić z równowagi, ma niesamowitą siłę woli i odporność psychiczną - dodaje Szturc.

Żyła to przeciwieństwo poukładanego Stocha. Mistrz świata z Val di Fiemme podkreśla, że dbając o swoje przygotowanie mentalne, często korzysta z pomocy psychologa Kamila Wódki. Żyła przyznaje, że tego nie potrzebuje.



Czas próby i zabawy

- Zobaczymy, jak będzie sobie radził teraz, kiedy będzie chciał potwierdzić sportową klasę. W Oslo wygrał w wielkim stylu, to nie był jeden przypadkowy skok. Ale prawda jest też taka, że on sam siebie nie widział tak wysoko. Na pewno po tym zwycięstwie czeka go trudniejszy okres - mówi Apoloniusz Tajner.

Żyła zdaje się w ten sposób nie myśleć. - Bardzo się cieszę, że teraz czeka nas Planica, bo tam jest najbardziej ekstremalna skocznia świata, a takie lubię najbardziej. Bardzo chcę na niej polatać - mówi.

W Słowenii Żyła ma ostatnie w tym sezonie zadanie do wykonania. Jakiś czas temu przyznał, że po zakończeniu sezonu będzie stawiał flaszki wszystkim, którym to obiecał. - Nie wiem, ile tych flaszek ze sobą do Planicy zabrał, ale tam zawsze po ostatnim konkursie poszczególne ekipy wystawiają swoje produkty regionalne. Alkohole też się podaje, więc Piotrek na pewno stanie na wysokości zdania - śmieje się Tajner. Na poczęstunek nie załapie się Thomas Morgenstern, który w Planicy nie wystartuje. Austriak przysłużył się Polakom podczas mistrzostw świata w Val di Fiemme, kiedy zauważył, że w konkursie drużynowym Anders Bardal niesłusznie dostał od sędziów punkty za start z obniżonej belki, przez co początkowo Norwegia znalazła się na podium kosztem zespołu Łukasza Kruczka. - Prawdę mówiąc, Morgenstern działał w swoim interesie, bo zwrócił sędziom uwagę w połowie zawodów, kiedy Norwegia jeszcze zagrażała Austrii. My na jego interwencji skorzystaliśmy przy okazji. Ale nieważne, Piotrek myśli niekonwencjonalnie, jestem przekonany, że coś wymyśli i do Morgensterna i tak dotrze - komentuje rozbawiony prezes PZN.

Po sezonie Żyła będzie się bawił na boisku. - Jest świetnym piłkarzem, reprezentuje nasze Głębce w lokalnych rozgrywkach dolin wiślańskich. Gdyby nie skoki, na pewno byłby piłkarzem, być może nawet którejś z drużyn ekstraklasy. Technikę ma naprawdę wspaniałą, kondycję znakomitą, jest szybki i zwrotny - opowiada Szturc. - Gram w Głębczesterze, więc muszę być dobry - żartuje sam Żyła. - Oczywiście jestem napastnikiem i zdobywam sporo goli - dodaje.

Żyła dobry jest nie tylko na boisku. - Kiedyś latałem szybowcem. Było super, szczególnie jak się zaczęły akrobacje - mówi. - O tak, Piotrek potrafi wykonywać różne ewolucje - zaświadcza Kruczek. A Szturc opowiada: - Czasem jak na dłuższym zgrupowaniu zdarzyło nam się pójść gdzieś, gdzie można było poskakać do wody, to z Piotrkiem można się było zakładać, czy zrobi jakieś wymyślne salto, i raz po raz przegrywać. Niesamowite salta kręcił, nawet takie ze śrubami.

Tuż po swoim zwycięstwie w Oslo Żyła o zawodach w Planicy mówił z niesamowitym ogniem w oczach. Przekonywał, że podobają mu się nawet uskoki na dojeździe do progu, a z lotów na tamtejszym mamucie cieszyłby się i wtedy, gdyby któryś z nich zakończył saltem. Do marzeń o spektakularnych upadkach po przeskakiwaniu skoczni Żyła przyznawał się już przed rokiem, gdy w Vikersund pobił rekord Polski w długości lotu. Teraz wreszcie jest w stanie lądować naprawdę daleko. Idealnie byłoby jednak, gdyby świetne loty nadal kończył tak klasycznymi lądowaniami jak te z Oslo. Wtedy mógłby wspólnie ze Stochem sięgać po kolejne medale. Na razie wspólnie zdobyli dwa - brąz w drużynie na mistrzostwach w Val di Fiemme i srebro również w zespole, na mistrzostwach świata juniorów w Rovaniemi w 2005 roku.

- Z jednej strony szkoda, że ten sezon już się kończy, ale jestem przekonany, że świetna dyspozycja naszych skoczków przeniesie się na kolejny. W tym olimpijskim, z igrzyskami w Soczi, nasi zawodnicy tez będą zachwycać - obiecuje Tajner.