Londyn 2012. Piłka ręczna. Złota Norwegia oklaskiwana nawet przez rywalki

Dwa lata temu zdobyły mistrzostwo Europy, przed rokiem - mistrzostwo świata. W Londynie obroniły olimpijskie złoto z Pekinu. - "Nasze piłkarki ręczne dominują jak nikt inny. Takiej drużyny nie było nigdy wcześniej" - cieszy się "Verdens Gang". Klasę szczypiornistek ze Skandynawii doceniają nawet ich rywalki. Pod koniec przegranego 23:26 finału zawodniczki z Czarnogóry klaskały, gdy Norweżki rozgrywały ostatnią akcję.
Kiedy rywalki oddawały Norweżkom cześć, na tablicy widniał wynik 25:23. Rozpędzone mistrzynie chyba nie zauważyły, że ekipa Czarnogóry już nie walczy i w ostatniej chwili jeszcze podwyższyły wynik.

- To fantastyczne. Nikt przed nami nie wygrał trzech wielkich imprez z rzędu. Dokonaliśmy czegoś wielkiego - cieszy się trener Thorir Hergeirsson, bodaj najbardziej popularny Islandczyk w Norwegii.

"Jesteśmy supermocarstwem i nikt tego nie zakwestionuje" - obwieszcza "Aftenposten". Dziennik podkreśla, że szczypiornistki nie zawiodły w przeciwieństwie do wielkiego Andreasa Thorkildsena. Mistrz olimpijski w rzucie oszczepem z Aten (2004 rok) i Pekinu (2008) w Londynie zajął dopiero szóste miejsce.

Z medalu cieszą się także w Czarnogórze, choć tamtejsze media twierdzą, że w finale Norweżki były traktowane szczególnie. "Nasze dziewczyny były odważne, rycerskie, walczyły jak lwice, ale Norweżki były uprzywilejowane. Sędziowskie błędy na ich korzyść były oczywiste" - pisze dziennik "Pobjeda", dodając że srebro ma złoty blask.

Pierwszy olimpijski medal w historii Czarnogóry świętuje cały kraj, a zespół oficjalnie docenili już prezydent i premier kraju.

Same zawodniczki, które po meczu długo świętowały sukces, przyznają, że czują się pokrzywdzone, ale też doceniają klasę Norweżek. - Jesteśmy małym krajem, ale chcemy sprawiedliwego traktowania. Z drugiej strony same popełniłyśmy wiele błędów, a Norwegia zagrała świetnie - podsumowuje jedna z liderek czarnogórskiej kadry, Bojana Popovic.