Londyn 2012. Jak Bolt bój o zwycięską pałeczkę stoczył

Usain Bolt zdobył w sobotę wieczór swój szósty złoty medal olimpijski, prowadząc jamajską sztafetę 4 x 100 do zwycięstwa i rekordu świata. Ale za metą niczym w reklamie karty Visa napotkał złośliwego sędziego, z którym początkowo przegrał bój o pałeczkę, by ostatecznie dostać ją na pamiątkę
Gdy Bolt minął metę, pieczętując czasem 36,84 nowy rekord świata, nie zdążył jeszcze zacząć czarować publiczności na trybunach i widzów przed telewizorami tradycyjnymi wygibasami i pozami zwycięzcy, gdy pani sędzia odbierająca pałeczki wyciągnęła rękę po jego. Bolt zręcznie ominął jednak jej dłoń i przyciskając pałeczkę do piersi pobiegł przed siebie. Ledwo zdążył owinąć się w jamajską flagę wraz z kolegą z teamu, Yohanem Blakiem, gdy sędzia techniczna podeszła do nich wsparta starszym kolegą w okularach i w ostrych słowach zażądała oddania pałeczki.

Bolt - pierwszy człowiek, który na dwóch kolejnych igrzyskach wygrał biegi na 100 i 200 m, zbaraniał. Jak to, ktoś śmie jemu, legendzie sprintu odebrać taką pamiątkę? Trudno było odczytać z ruchu warg jak argumentuje, żeby zostawiono go w spokoju, ale jako fan futbolu i Manchesteru United mógł powołać się na znany ze stadionów piłkarskich zwyczaj, że zawodnik, który zdobył hat-tricka w ważnym spotkaniu zatrzymuje szczęśliwą piłkę na zawsze. Jak zrobił choć Robert Lewandowski po zwycięskim finale Pucharu Niemiec przeciwko Bayernowi Monachium.

Jamajczyk proponował, że po prostu pokaże arbitrom pałeczkę, ale nie będzie się z nią rozstawać. Sędziowie byli jednak nieugięci. Mówili, że muszą zważyć i zmierzyć pałeczkę, by upewnić się, że jest przepisowa. Zrezygnowany Bolt zrobił wkurzoną minę, machnął ręką i zostawiając żółty plastik w ich rękach odszedł zrobić z kolegami rundę wokół stadionu olimpijskiego i szaleć z kibicami. Widzowie, którzy obejrzeli spór o pałeczkę na wielkich telebimach, przyjęli decyzję sędziów gwizdami i buczeniem. Tymczasem dziennikarze zaczęli zastanawiać się czy nie chodzi o coś więc niż tylko pomiar . Owen Gibson z "Guardiana" zasugerował na twitterze, że może sprytni organizatorzy igrzysk chcą wystawić pałeczkę na aukcję.

Inni zastanawiali się czy to przypadkiem nie jakiś element nowej reklamy sponsora Bolta, kręcony gdzieś z ukrycia kamerą. Przed igrzyskami i w ich trakcie telewizje obiegła reklamówka karty Visa, w której Bolt ściga się po ulicach Londynu z jednym z pasażerów samolotu, z którym wylądował w stolicy Wielkiej Brytanii. Rywal robi wszystko, żeby zostawić sprintera w tyle, a na końcu okazuje się... sędzią startowym zawodów. Ostatecznie Bolt po wielu perypetiach zdąża na start na Stadionie Olimpijskim. W sobotę też skończyło się happy endem dla Jamajczyka. Już po długim świętowaniu rekordu i zwycięstwa, gdy Bolt maszerował już do wyjścia do szatni, ktoś podbiegł do niego i wręczył pałeczkę. Złoty medalista zasalutował nią w kierunku trybun, na wszelki wypadek owinął jamajską flagą i uśmiechnięty od ucha do ucha, jak dzieciak, który znalazł pod choinką wymarzony prezent, zniknął w tunelu...