Londyn 2012. Afera w polskiej kadrze. Biegacze pobili się w łazience

Kamil Budziejewski, który pobił kolegę ze drużyny, został wyrzucony z kadry i zawieszony przez związek. Sztafeta 4x400 po wstrząsie nie zakwalifikowała się do finału, choć zabrakło niewiele.
- Liczyłem na wynik poniżej 3:02, który dałby nam awans - mówił trener Józef Lisowski. Jego biegacze osiągnęli czas 3:02,86, choć na ostatniej zmianie doszło do kolizji z Belgami. - To nam zabrało parę setnych części sekundy, ale przeglądaliśmy filmy z biegu, do złożenia protestu nie było podstaw.

Polacy przez pół godziny byli jednak w finale, bo zdyskwalifikowano sztafety Dominikany i Wenezueli. Ostatecznie sędziowie cofnęli jednak zawieszenie w przypadku tego drugiego kraju, co zepchnęło Polskę na dziewiąte miejsce.

Większy wstrząs niż brak awansu (Polacy zakwalifikowali się do igrzysk z 16. czasem) wydarzył się kilka dni wcześniej, gdy w wiosce olimpijskiej pobiło się dwóch zawodników - Kamil Budziejewski zaatakował 18-letniego juniora Patryka Dobka.

- Rozmawiałem o tym z Patrykiem. Mówił, że został zaatakowany przez Budziejewskiego, kiedy chciał skorzystać z jego łazienki, bo u Patryka nie było wody - opowiadał klubowy trener Dobka Krzysztof Szałach. - Chciał się wykąpać, ale do łazienki wpadł Budziejewski i kazał mu... Nie będę używał brzydkich słów, ale kazał mu opuścić łazienkę.

- Patryk coś odpowiedział i wtedy Budziejewski się na niego rzucił. Zaczął go nawet dusić - mówi Szałach.

Poproszony o komentarz Lisowski ważył słowa, ale przyznał: - Wydarzyła się nieprzyjemna sytuacja, po której, ze względów wychowawczych, odsunięty od zespołu jeden z zawodników. On, na własną prośbę, wrócił do kraju, jest już w Polsce - mówił trener.

Przed igrzyskami "Lisowczycy" pracowali nie tylko nad motoryką, ale także z psychologiem. - W sztafecie nie może być czterech indywidualistów tylko jeden, bardzo zgrany zespół. proc. Niech tylko każdy z nich odejmie sekundę od swojego najlepszego wyniku w biegu indywidualnym, a medal będzie w kieszeni - tłumaczył Lisowski.

Wczoraj, pytany o bójkę w drużynie, przyznał: - Jestem tym bardzo zawiedziony. To są już moje piąte igrzyska, nie sądziłem, że takie rzeczy mogą mi się podczas nich przydarzyć.

Lisowski dał do zrozumienia, że choć Budziejewski i Dobek w eliminacjach byliby poza startującą czwórką i nie mieliby wpływu na wynik, to jednak ich bójka poruszyła zespół: - Drużyna dwa dni temu się rozpadła, ale jednak w eliminacjach się zmobilizowała, powalczyła. Choć nie tak, jak się spodziewałem - zakończył doświadczony trener.

Dyrektor sportowy PZLA Piotr Haczek zapowiedział, że Budziejewskim zajmie się po igrzyskach związkowa Komisja Dyscyplinarna.