Londyn 2012. Zapasy. Medalistka z Pekinu: 90 proc. klamr to punkt, wcześniejszy przepis był bardziej sprawiedliwy

- Liczyliśmy na medale dziewczyn i była na to ogromna szansa. Zabrakło trochę szczęścia przy losowaniu, ale to błąd kosztował Monikę Michalik brąz. 90 procent klamr kończy się punktem, trzeba bardzo źle założyć uchwyt, by ją zepsuć - mówi Agnieszka Wieszczek-Kordus, brązowa medalistka w zapasach w stylu wolnym z igrzysk w Pekinie.
Agnieszka Wieszczek-Kordus nie zakwalifikowała się na igrzyska olimpijskie w Londynie. Walki reprezentantek Polski Moniki Michalik i Iwony Matkowskiej oglądała w domu. - Nie przypuszczałam, że starty Moniki i Iwony będą mnie kosztowały tyle zdrowia. Gdy nie walczy się samemu na macie, a dobrze życzy koleżankom, pozostaje wielka niemoc i skoki ciśnienia przed telewizorem. Obie dziewczyny mają zupełnie inne charaktery, do obu przed startem wysłałam smsa. Iwonie napisałam, by zrobiła najlepszą imprezę życia, w której wezmą udział wszyscy polscy kibice. Przez ostatni rok była prawie niepokonana, pewnie gdyby trafiła do górnej części drabinki miałaby łatwiej, bo tam bardzo mocna była tylko Japonka. Liczyliśmy na medale dziewczyn i była na to ogromna szansa. Może uda nam się w Rio, na razie szkoda tej szansy - opowiada.

Brązowa medalistka z Pekinu tak analizuje walkę o najniższy stopień podium Moniki Michalik: - Obie zawodniczki miały po jednej klamrze, więc było po równo, ale równie dobrze decydującą klamrę mogła wylosować Polka. Zabrakło trochę szczęścia, ale osobiście uważam, że o braku medalu zadecydował jeden błąd w drugiej rundzie. Monia zeszła do nogi rywalki i trzymała ją - a ja wiem, że umie trzymać mocno - ale przy wstawaniu podniosła zbyt tyłek do góry, pochyliła za bardzo głowę i Rosjanka skontrowała.

Trenująca w Grunwaldzie Poznań Agnieszka Wieszczek-Kordus ma mieszane uczucia co do losowania przymusowej klamry przy remisie. - Wiadomo, że gdy wylosuję klamrę, to uważam ten przepis za świetny, a gdy rywalka, jak w kwalifikacjach olimpijskich - za beznadziejny - śmieje się. - Tak naprawdę 90 procent klamr kończy się punktem, trzeba naprawdę bardzo źle zapiąć uchwyt, by jej nie wykorzystać. Przepisy zmieniały się wiele razy. Czy losowanie jest sprawiedliwe? Można całą walkę przechodzić na 0:0 i liczyć na szczęście. Z drugiej strony kiedyś sędzia za unikanie walki, czyli pasywność, kierował do przymusowego parteru, był też przepis o walce w ''stójce''. Wówczas arbiter mógł tak naprawdę sterować walką. Za bardziej sprawiedliwą uważam przymusową klamrę, ale w poprzedniej wersji, z tzw. z uchwytem krzyżowym - krzyżowaniem rąk na plecach. Wtedy szanse obu zawodników były dużo bardziej wyrównane niż teraz - twierdzi zapaśniczka.