Londyn 2012. Siatkówka. Skorek: Możliwe, że forma przyszła za wcześnie

0 : 3
Informacje
Turniej mężczyzn - Ćwierćfinały
Środa 08.08.2012 godzina 20:30
Wyniki szczegółowe
Wynik
Polska
0
Rosja
3
Składy i szczegóły
Polska
Nowakowski, Winiarski, Kurek, Bartman, Żygadło, Ignaczak, Możdżonek
Rosja
Chtiej, Grankin, Tietiuchin, Musierski, Michajłow, Wołkow, Obomoczajew
- Siatkarze nie mają świeżości, dynamiki i tej radości z gry, którą mieli w lipcu. Możliwe, że nasza forma przyszła za wcześnie. To ogromne rozczarowanie. Wszyscy w Polsce, nawet ludzie, którzy na co dzień nie są związani z dyscypliną, oczekiwali dobrego występu, medalu. Siatkarze ich zawiedli - mówi Edward Skorek, mistrz świata i olimpijski w siatkówce, później trener polskich klubów po porażce Polski z Rosją 0:3 w ćwierćfinale igrzysk olimpijskich w Londynie.
Łukasz Jachimiak: Co się stało z polskimi siatkarzami?

Edward Skorek: Zostali rozbici przez Rosjan. W żadnym z elementów nie podjęliśmy z nimi walki. Oni dominowali w zagrywce, w ataku, w bloku, a nawet w obronie. Rosjanie zagrali świetny mecz, potwierdzili, że są jednym z kandydatów do złota. Przykre, że nie sprawiliśmy im żadnych trudności. Po prostu nie istnieliśmy.

Dlaczego tak się stało, dlaczego w najważniejszym momencie graliśmy zupełnie inaczej niż w lipcowym finale Ligi Światowej?

- Widać, że jesteśmy w dołku. Sam początek olimpijskiego turnieju może jeszcze nie zapowiadał tego, co się w końcu stało, bo z Włochami zagraliśmy nieźle. Metamorfoza przyszła w meczu z Bułgarią. Już wtedy byliśmy bezradni, nie mieliśmy recepty na mocne zagrywki rywala. Później z Argentyną zagraliśmy poprawnie, ale spotkanie z Australią dawało wiele do myślenia. Przecież wygrywając startowalibyśmy do ćwierćfinału z pierwszego miejsca w grupie. A my skomplikowaliśmy sobie sytuację. Szanse na awans do czwórki zawaliliśmy sobie sami. To ogromne rozczarowanie, bo niedawno rzeczywiście graliśmy inaczej. Możliwe, że nasza forma przyszła za wcześnie, możliwe, że inne zespoły mecze przed igrzyskami traktowały mniej poważnie, że mocniej koncentrowały się na budowaniu dyspozycji dopiero na Londyn.

Z obozu naszej kadry dobiegały sygnały, że po Lidze Światowej zawodnicy wchodzą w kolejne ciężkie treningi, które mają sprawić, że ich forma jeszcze wzrośnie. Może, brzydko mówiąc, zostali zajechani?

- Trudno to oceniać, kiedy nie jest się na miejscu i nie obserwuje się wszystkiego z bliska. Sztab szkoleniowy cały czas monitoruje reakcje zawodników na trening. Ale z drugiej strony widać było, że zawodnicy nie mają świeżości, dynamiki i przede wszystkim tej radości z gry, którą mieli. Możliwe, że formę złapaliśmy za wcześnie i w tamtym okresie mieliśmy zdecydowaną przewagę nad innymi drużynami, bo te dopiero budowały swoją dyspozycję. Wielka szkoda, że tak wyszło. Wydawało się, że jest atmosfera w drużynie, że stworzył się fajny zespół, który wygrywa. Chociaż mnie martwiły niepotrzebne porażki jak choćby ta z Rosją na Pucharze Świata. W tie-breaku prowadziliśmy 14:9 i daliśmy sobie odebrać zwycięstwo. Wtedy wszyscy tłumaczyli, że wielkiej presji na zwycięstwo nie było, bo przecież już wcześniej zapewniliśmy sobie awans na igrzyska, a to było na Pucharze Świata najważniejsze. Tak nie można, w sporcie tak to nie działa. Jeżeli jest możliwość wygrania, to się wygrywa. Nie ma meczów nieważnych, wszystko zostaje w głowach chłopaków.

Myśli pan, że nasi siatkarze nie wytrzymali mentalnie?

- Pamiętam mecz z Rosją z 2006 roku, z mistrzostw świata w Japonii. Przegrywaliśmy 0:2, ich trener zmienił kilku zawodników, licząc na to, że już do końca będzie to mecz do jednej bramki. Raul Lozano szukając jakiegoś nowego rozwiązania wpuścił na boisko Grześka Szymańskiego i Piotrka Gruszkę. Byliśmy zdołowani maksymalnie, a oni odwrócili mecz. Tamto spotkanie na długo zostało w pamięci zawodników, bardzo wiele dla nich znaczyło, może teraz zawodnikom brakowało w głowach takiego meczu. Rosjan trzeba tłamsić, kiedy tylko się da. Wtedy łatwiej ich złamać w kolejnych spotkaniach. W ćwierćfinale igrzysk widać było, że oni nas się zupełnie nie bali. Mówimy, że ich atuty to blok, zagrywka i atak, tymczasem oni bronili dużo więcej piłek niż my. To my mieliśmy grać bardziej technicznie, kombinacyjnie, a było odwrotnie. Oni dominowali w polu, nawet ostatnia piłka była obroniona spod band, a my - jak w całym meczu - na moment wyłączyliśmy się z gry i obserwowaliśmy, jak Muserski przebija na stojąco, dając swojej drużynie ostatni punkt.

Dlaczego siatkarze się wyłączali? Nagle przestali w siebie wierzyć? Przecież sami zapowiadali, że jadą po medal. A może przytłoczyły ich nasze oczekiwania - mediów, kibiców?

- Tacy zawodnicy muszą zdawać sobie sprawę z tego, że igrzyska są raz na cztery lata i że są imprezą zupełnie inną niż wszystkie. Tam naprawdę trzeba wielkiej odporności, umiejętności odnalezienia się w tej całej otoczce, wśród tych wszystkich wydarzeń, które tam się dzieją. One na koncentrację wpływają bardzo źle. Będąc w wiosce olimpijskiej trzeba i umieć żyć normalnie, i jednocześnie umieć się od wszystkiego odciąć, wyłączyć. Ktoś zdobył medal, ktoś przegrał, ktoś miał kontuzję - tym wszystkim żyje cała polska ekipa i każdy jej zawodnik. Trudno to wytrzymać, a kiedy jedzie się będąc jednym z faworytów, to jest jeszcze trudniej. My pojechaliśmy po tym jak Jurek [Hubert Wagner] zapowiedział, że jego interesuje tylko złoto. Czyli mieliśmy jeszcze trudniej niż podopieczni Andrei Anastasiego, bo oni aż takiego celu sobie nie stawiali, mówili tylko o medalu. Przyjadą bez niego i to jest porażka polskiej siatkówki.

I całego sportu, bo w wiosce olimpijskiej, o której pan mówi, wielu naszych sportowców z innych dyscyplin w siatkarzach widziało pewniaków do olimpijskiego podium.

- Wcale się temu nie dziwię, bo od wielu lat nasza dyscyplina ma ogromne środki na to, żeby się przygotowywać, realizować swoje zadania. Wiele dyscyplin nie ma takich możliwości. Zresztą, zostawmy pieniądze. Siatkarze cieszą się ogromnym zainteresowaniem mediów i publiczności, a to napędza koniunkturę. Za moich czasów w kadrze nie było nawet masażysty. Nie skarżę się, po prostu takie były czasy, nie chcę mówić, że obecna kadra powinna osiągnąć nie wiadomo co. Ale nie może pękać. Myśmy trenowali po osiem godzin dziennie, bo przepisy były takie, że mecze mogły trwać i po trzy godziny. Teraz wszyscy w Polsce, nawet ludzie, którzy na co dzień nie są związani z siatkówką, jeszcze dużo bardziej niż kiedyś oczekiwali dobrego występu, medalu. Siatkarze ich zawiedli.