Londyn 2012. Kolarstwo. Zjednoczone królestwo na dwóch kółkach

Gdyby brytyjscy kolarze byli państwem, zajmowaliby jeszcze dziś rano dziewiąte miejsce w klasyfikacji medalowej, przed Australią, Japonią i Hiszpanią. - Nie mamy magicznych kół, mamy świetny system i ludzi - mówi Chris Hoy
Jest pewnie tylko kwestią czasu, gdy brytyjczycy postawią mu pierwszy pomnik. 36-letni Szkot we wtorek zdobył swój szósty złoty medal na igrzyskach. Zaczął jeszcze w Atenach w 2004 r., trzy złota dorzucił w Pekinie, teraz dwa kolejne. Specjalista od jazdy na torze został najbardziej utytułowanym brytyjskim sportowcem. Na szyi wioślarza Steve'a Redgrave'a wisiało pięć złotych medali. W środę Hoy trafił na okładki wszystkich gazet.

Brytyjscy kolarze - wśród nich także zwycięzca szosowej czasówki Bradley Wiggins - w klasyfikacji medalowej zajęliby siódme miejsce, ale jeśli policzyć tylko krążki wywalczona na torze, też byliby w czołówce. Na 10 konkurencji w welodromie, nie wygrali tylko trzech. Na 45 rozegranych wyścigów, zwyciężyli w 34. Z dwunastoosobowej ekipy torowców tylko Jess Varnish nie stanął na podium. Rywali zmiażdżyli - druga w klasyfikacji Australia zdobyła cztery krążki, w tym jedno złoto. Niemal 20 proc. wszystkich brytyjskich medali zdobyli torowcy.

Prawdopodobnie rozmiary brytyjskiego triumfu byłby jeszcze pokaźniejsze, ale Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) po igrzyskach w Pekinie zmieniła przepisy. Nie pozwala już dwóm zawodnikom z tego samego kraju startować w tej samej konkurencji. Brytyjczycy skarżyli się, że to prawo wymierzono specjalnie w nich, ale i tak sięgnęli po siedem złotych medali, tyle samo co w Pekinie.

Dziś są potęga, kiedyś na dwóch kółkach praktycznie nie istnieli. Hoy wspominał, że w 1996 r. jeżdżąc na zawody musiał podpisywać nazwiskiem swój kombinezon, a potem zwrócić go, żeby mógł z niego korzystać inny kolarz.

Zbawcą kolarzy okazał się Peter Keen, były trener świetnego czasowca Chrisa Boardmana. - Dajcie więcej pieniędzy, a zrobię z kolarstwa dyscyplinę przynoszącą medale - mówił w 1996 r., gdy został dyrektorem sportowym British Cycling. Pewnie nikt by go nie usłyszał, gdyby nie klęska Brytanii na igrzyskach w Atlancie. Rząd zaczął szukać sposobu, jak odbudować wyczynowy sport. I usłyszał Keena, który miał już gotowy plan.

Za pieniądze pochodzące z National Lottery zaczął sprowadzać australijskich i niemieckich trenerów (Hoya trenuje do dziś Niemiec Jan van Eijden), remontować tory, szkolić kolarzy, a także przejmować najzdolniejszych sportowców z innych dyscyplin. Rebecca Romero jeszcze w 2005 r. na MŚ w Gifu startowała w wioślarskiej czwórce. W Pekinie zdobyła złoto na kolarskim torze.

- Keen wiedział, że po igrzyskach w Atlancie, gdy powstał pomysł innego finansowania sportu, trzeba to wykorzystać. Że kilka medali, może rozpędzić śnieżną kulę, która da więcej pieniędzy, a potem jeszcze więcej sukcesów - opowiadał Hoy. Pomysły Keena kontynuował jego następca - Dave Brailsford, o którym środowy "Times" napisał, że jest największym wizjonerem i najskuteczniejszym menedżerem brytyjskiego sportu. Brailsford rozwijał wciąż tor, ale stworzył też zawodową grupę Sky, z zamiarem ekspansji na szosę i wygrania Tour de France. Dziś Brytania ma na szosie mistrza świata, mistrza olimpijskiego i tytuł w Tour de France na dokładkę.

"Jeśli bijesz na kolarskim torze Francuzów, dla których to jest narodowy sport, wiesz, że dobrze się sprawiłeś. Jeśli Francuzi, nie mogąc się pogodzić z porażką, oskarżają cię o oszustwo, wiesz, że sprawiłeś się świetnie" - napisał "Guardian".

Isabelle Gautheron, dyrektor francuskiej ekipy w Londynie, zarzucała, że koła brytyjczyków wzbudzają podejrzenia, że nie wyglądają tak samo, jak innych ekip, i że rywale dziwnie szybko chowają je do pokrowców. - Jak to możliwe, że zyskali aż tyle ułamków sekund - pytała. Jeszcze na kwietniowych MŚ Francuzi z Brytyjczykami czasem zwyciężali.

Brailsford zażartował wtedy, że "tajemnicą naszych kół jest to, że są okrągłe", co wywołało wściekłość francuskiej prasy. Zaczęła się nagonka, jak na Tour de France, gdzie trójkolorowi przegrywają od lat, a potem u wszystkich widzą nielegalny doping.

Diabeł tkwi jednak prawdopodobnie w pieniądzach - Brytyjczycy mieli ponad 50 mln funtów na przygotowania, najwięcej ze wszystkich, oraz w szczegółach. - Żeby być najlepszym, musisz pokonać rywali w najdrobniejszym detalu, musisz skumulować wszystkie drobiazgi na swoją korzyść - to ulubione powiedzonko Brailsforda. Szczegóły to rzeczywiście jego konik - kolarze mieli np. "gorące majtki" - jak przezwała je prasa - specjalne spodenki rozgrzewające mięśnie ud, wzorowane na ocieplanych pokrowcach do opon w F1. Brytyjczycy przed igrzyskami, a więc w PŚ i MŚ jeździli też... na gorszym sprzęcie niż w Londynie. Ich rowery - ważące na olimpiadzie po 6,8 kg (sama rama waży 1,4 kg!) - były wcześniej o 200 gram cięższe, niektóre części z włókien węglowych zastąpiono bowiem aluminiowymi. - Nie chcieliśmy rozpieścić kolarzy, najlepszy sprzęt dostali na najważniejsze zawody - mówił Brailsford. Kolarze mieli też nowatorskie kombinezony, oraz inaczej wyprofilowany przedni widelec w ramie, ale dziennikarze mówią, że tak naprawdę nikt nie wie, co było decydujące. - Wszystko na raz, drobiazgi, ludzie - podkreślają.

- Kolarstwo to nie tylko trening, ale też technologia, pomysły, nieustające próby w tunelach aerodynamicznych. Ci, którzy nas dziś atakują, po prostu zaniedbali te elementy. Pieniądze nie są najważniejsze, trzeba umieć rozmawiać z ludźmi i szukać najlepszych rozwiązać metodą prób i błędów - podkreślił Boardman, były mistrz świata i olimpijski, pracujący dziś także w British Cycling.

- Brytyjczycy zawsze mają najnowszy sprzęt, my dostajemy go później - wzdychał Kevin Sireau, francuski kolarz, choć British Cycling zarzeka się, że wszystkie części były do kupienia na stronie internetowej, bo takie są przepisy UCI.

Przyszłość jest piękna. Poza 36-letnim Hoyem medale zdobyła też 20-letnia Laura Trott i 24-letni Jason Kenny, a na stronie internetowej British Cycling najczęściej klikanym linkiem jest "Znajdź klub kolarski koło domu".