Londyn 2012. Chińczyk wstydzi się medalu

Wstydzi się i przeprasza. Za srebro. Za wielkim murem trwa spór o olimpijską ?obsesję złota?.
W poniedziałek tuż po zdobyciu wicemistrzostwa olimpijskiego medalu sztangista Wu Jingbiao wyglądał na załamanego. W państwowej telewizji CCTV przeprosił naród.

- Jest mi wstyd, bo przyniosłem hańbę ojczyźnie, chińskiej reprezentacji w podnoszeniu ciężarów i wszystkim, którzy mnie wspierają - powiedział. I złożył głęboki ukłon.

Brytyjska agencja Bloomberg pisze, że w chińskim sporcie "niezdobycie złota w konkurencji, w której jest się faworytem, to śmiertelny grzech". Ta obsesja wygrywania nie narodziła się wczoraj. Gdy biegacz Zhu Jianhua przywiózł w 1984 r. z Los Angeles nie złoto, lecz brąz, rozgniewany tłum wybił mu szyby w domu.

Dziś w gazetowych i portalowych tabelach z aktualną liczbą medali zdobytych przez rodaków Chińczycy biorą pod uwagę wyłącznie złote. Srebro i brąz nie mają znaczenia, bo politycznie ważny jest tylko wyścig ze Stanami Zjednoczonymi w olimpijskiej klasyfikacji generalnej, w której liczą się przede wszystkim triumfy.

"Gorączkę złota" nakręcają rządowe media, dla których sens zawodów w Londynie, podobnie jak wcześniej w Pekinie, sprowadza się do udowodnienia, że Chiny są lepsze od Ameryki. - Udział w zawodach sportowych stał się wielką inspiracją w walce z biedą i izolacją - pisze anglojęzyczny "Global Times", który potępia krajowych krytyków medalowej manii jako letnich patriotów. Podobne stanowisko zajmują władze sportowe. Zastępca szefa komitetu olimpijskiego Xiao Tian powiedział publicznie, że w Londynie chińscy zawodnicy znajdują się pod presją oczekiwań całego kraju.

Morderczy wyścig jest też głęboko zakorzeniony w azjatyckiej mentalności. Już w dzieciństwie zaczyna się tam walka o pierwszą lokatę w testach, egzaminach, konkursach. Jeśli się nie uda, rodzice tracą twarz.

Coś się jednak zmienia: w internecie rozgorzała debata na temat obsesji złota, której cztery lata temu nie było. Cieszenie się sportem dla sportu oraz zrozumienie dla przegranych to znak, że Chińczycy uwalniają się od kompleksów i czują się coraz bardziej obywatelami świata.

Wystarczy zajrzeć właśnie do sieci, z której korzysta 538 mln obywateli. Gdy w ubiegłą sobotę po zawodach ze strzelania z karabinu reporter CCTV minął bez słowa zdobywczynię brązu Yu Dan i podszedł do złotej medalistki Yi Siling, blogerzy nie zostawili na nim suchej nitki. - Ta miła i spokojna dziewczyna, która odeszła na bok bez słowa, zapłaciła za kruchą próżność narodu - napisał Weibo, użytkownik chińskiego Twittera (zachodnia strona jest zablokowana).

Wagi symbolu nabrało zdjęcie umieszczone na blogu przez bardzo popularnego aktora Chena Kuna. Sfotografował się on z tenisistą, który odpadł w eliminacjach. - Złoto to nie wszystko. Zawodnicy reprezentują siebie i nas niezależnie od tego, czy mogą zdobyć złoto. Jeśli go nie zdobędą, też zasługują na nasze poparcie. Nie rańcie braci i sióstr, którzy ćwiczą ciężko na salach treningowych od bardzo młodego wieku! - apelował aktor.