Londyn 2012. Zapomnijcie o Boracie, Kazachstan rządzi

Nie jest do końca jasne, czy sportowców napędza końskie mięso, import Chińczyków, czy petrodolary prezydenta Nazarbijewa, ale w 10 dniu igrzysk wyprzedzali w klasyfikacji medalowej Rosjan, Niemców i Australijczyków.
Szósty złoty medal, wywalczony w niedzielę wieczorem w trójskoku przez Olgę Rypakową, która pokonała m.in. faworyzowane Ukrainki, zbiegł się z informacją, że bank centralny Kazachstanu obniżył bazową stopę procentową do najniższego poziomu w historii. Kraj położony na baryłce ropy i największych na świecie złożach uranu ma najniższą od lat inflację, tempo wzrostu PKB w zeszłym roku dobiło do rekordowych 7,5 proc. Obniżka stóp ma rozhulać wzrost gospodarczy napędzany wysokimi cenami ropy jeszcze mocniej.

Sportowcy na igrzyskach też hulają całkiem nieźle. Zdobyli sześć złotych medali (ani jednego w innym kolorze) i w klasyfikacji medalowej w 10 dniu zajmowali siódme miejsce. Za Kazachami byli m.in. Rosjanie, Niemcy i Australijczycy z zaledwie jednym złotym medalem.

Nie wiadomo, czy powoduje to klątwa filmu o Boracie, czy jakieś inne czynniki, ale w Londynie sukcesy kazachskiego sportu są jednak na razie mało doceniane. Zwycięstwo kolarza Aleksandra Winokurowa w wyścigu szosowym przyjęto jako przypadkowe, niespodziewane. Głównym faworytem był król sprinterów Tour de France Brytyjczyk Mark Cavendish. Niektóre tabloidy pisały, że Kazach przechytrzył, czy wręcz oszukał rywali - sugerowano, że mógł zmówić się z kolegami z innych drużyn przeciwko Wyspiarzom, bo w przeszłości był już przyłapany na ustawieniu kolarskiego wyścigu.

Ciężarowiec Ilia Ilin to chodząca legenda podnoszenia ciężarów, niepokonany dotąd w zawodach rangi mistrzowskiej (trzy tytuły mistrza świata, dwa olimpijskie złota). W dwuboju w Londynie uzyskał aż 418 kg, bijąc kilkakrotnie rekord świata. Wymazał m.in. dwunastoletni rekord Szymona Kołeckiego w podrzucie, który wynosił 232 kg. Ciężary podnosi ze swobodą i uśmiechem na twarzy, w kraju ma status celebryty. Po jego zwycięstwie na pierwszy plan zagraniczne media też wysunęły jednak kontrowersję, a dokładnie... końskie mięso, które ciężarowiec zjada podczas przygotowań. " Końskie mięso napędza Kazachstan" - pisały gazety. - Końskie mięso jest bardzo dobre i daje dużo siły - mówił Ilin.

Gdy w podnoszeniu ciężarów wygrały Maiya Maneza i Zulfia Chinshanlo, przedstawicielki dungańskiej mniejszości, chińska agencja Xinhua zagrzmiała już nie na żarty: " To są Chinki, nasze zawodniczki, ukradliście je!". Trochę później, gdy Kazachowie wyprzedzili w klasyfikacji medalowej Rosjan, tym drugim też przypomniało się, że Winokurow, to przecież ich rodak, a nie żaden Kazach. - Ale to my wyszkoliliśmy tych sportowców, za nasze pieniądze! Czemu dopiero teraz sobie o nich przypomnieliście - odpowiadał zdenerwowany Aleksiej Kruszkow z kazachskiego ministerstwa sportu.

Pieniądze, rzeczywiście grają pewną rolę. Prezydent Nursułtan Nazarbijew to wielki fan sportu. Jego głównym hobby jest co prawda tenis. Swego czasu, zdenerwowany słabymi wynikami, po prostu kupił kadrę tenisistów złożoną z kilku Rosjan (m.in. Jarosławy Szwedowej), Bułgarki i polskiego trenera Tomasza Iwańskiego, żeby zawojować Wielkie Szlemy. Morze petrodolarów płynie też równolegle w stronę innych dyscyplin z szansami na medale - kolarstwa, ciężarów, zapasów, czy boksu. - Do obiektów sportowych w Kazachstanie ciężko porównywać cokolwiek na świecie. Na sport idą tam gigantyczne, niewyobrażalne pieniądze - mówił już kilka lat temu " Gazecie" Tomasz Iwański.

Warto się pocić i męczyć, bo za złoty medal olimpijski Nazarbijew obiecał każdemu po 250 tys. dolarów. Nie wiadomo tylko co spotka tych ze 118 sportowców, którzy oczekiwań nie spełnią. - Będę was wszystkich bardzo uważnie obserwował - mówił bowiem na pożegnaniu ekipy olimpijskiej pan prezydent.

W Pekinie Kazachowie zdobyli 13 medali, ale tylko dwa złote. W Londynie już się więc poprawili, ale to nie koniec, bo w zapasach i boksie czekają jeszcze na kolejne wielkie sukcesy.