Londyn 2012. Zapasy: Janikowski nikogo się nie boi

Trenują go Ryszard Wolny i Włodzimierz Zawadzki, a z wsparciem do Londynu poleciał Andrzej Wroński. Trio, które wspólnie zdobyło dla polskich zapasów cztery złote medale olimpijskie ma w poniedziałek poprowadzić do takiego samego sukcesu Damiana Janikowskiego. - Oni dają mi dobre rady. Wiem, co zrobić, żeby wygrać - przekonuje 23-latek, który w dorobku ma już tytuły wicemistrza świata i Europy.
Na mistrzostwach świata wywalczył pięć medali w tym dwa złote, na mistrzostwach Europy - osiem, aż cztery razy stając na najwyższym stopniu podium. Przed czterema laty, w Pekinie, świętował olimpijski brąz - oto wizytówka pierwszego rywala Polaka. W poniedziałek o godz. 14. na drodze Janikowskiego do 1/8 finału i wielkich marzeń stanie Nazmi Avluca. Doświadczony, 36-letni Turek wygląda na bardzo groźnego rywala. - E tam, nie ma się czego bać - zaskakuje Wroński.

Wiceprezes Polskiego Związku Zapaśniczego nie bawi się w dyplomację. Do Londynu wysłał tylko dwóch zapaśników i dwie zapaśniczki, ale przekonuje, że mała grupa dużo może.

- Łukasz Banak [walczy w kategorii 120 kg, także w poniedziałek] zaskoczył nas zdobywając olimpijską kwalifikację. Dla niego celem będzie miejsce w ósemce. Iwona Matkowska i Monika Michalik mają powalczyć o medale, ale najwięcej oczekujemy od Damiana. To nasz lider - tłumaczy dwukrotny mistrz olimpijski.

Janikowski w Londynie debiutuje na igrzyskach, ale przekonuje, że tremy nie ma. - Chcę poprawić wyniki z ostatnich dużych imprez - deklaruje odważnie.

- Naprawdę stać go na to. Skoro był na podium mistrzostw świata i Europy, to teraz też ma duże szanse na medal. Nawet na ten najważniejszy. Wierzę w Damiana i bardzo mu kibicuję - mówi nasz wicemistrz olimpijski w rzucie dyskiem, Piotr Małachowski, który tak jak Janikowski na co dzień broni barw Śląska Wrocław.

- Dla Damiana to idealny klub. Tak naprawdę już chyba ostatni w kraju z sekcją zapaśniczą z prawdziwego zdarzenia - mówi Wroński.

Śląsk to klub wojskowy, a obowiązki etatowego żołnierza Janikowskiego są proste - ma walczyć i wygrywać. Oczywiście na macie.

W Londynie najtrudniejsi do pokonania mają być ci, których Polakowi nie udało się przechytrzyć w decydujących walkach o medale mistrzostw świata i Europy, a więc Białorusin Alim Selimau i Bułgar Christo Marinow. - W sumie jest z pięciu mocnych zawodników, na których trzeba się szczególnie zmobilizować. I Damian się zmobilizuje. To mocny, już doświadczony i utytułowany chłopak. Nikogo się nie boi. Liczy na medal, wie że musi wygrywać. Wyleje sporo potu w swoich walkach i będzie dobrze - obiecuje Wroński. Trzymamy za słowo.