Londyn 2012. Tenis. Sensacja w męskim finale - Federer bez tytułu.

Murray rozbił wczoraj Federera w jednostronnym finale 6:2, 6:1, 6:4. Po ostatniej piłce w biurze prasowym igrzysk usłyszeliśmy głośne ?Yeeeeees!". To krzyczeli brytyjscy dziennikarze, a może cała Wielka Brytania? W tej konkurencji złotego medalu na pewno się nie spodziewali.
0 : 3
Informacje
Gra poj. M - Finał
Niedziela 05.08.2012 godzina 15:00
Wyniki szczegółowe
1 S
2 S
3 S
Wynik
Roger Federer (Szwajcaria)
2
1
4
0
Andy Murray (Wielka Brytania)
6
6
6
3
Właściwie nie wiadomo dlaczego Szwajcar zagrał tak fatalnie. W półfinale stoczył maratoński pojedynek z Argentyńczykiem Juanem Martinem del Potro, triumfował dopiero po 4 godz. i 25 minutach (w trzecim secie 19:17). Mówił jednak później, że zmęczenie nie miało znaczenia, chwalił głównie Murraya, choć gołym okiem dało się zauważyć, że Federer nie był na korcie sobą. Popełniał bardzo dużo prostych błędów, nie pomagał mu serwis, nie umiał przebić się przez obronę Szkota, choć cały czas starał się atakować. Wyglądało to trochę jak jednostronne finały Federera z Rafaelem Nadalem z Rolanda Garrosa sprzed kilku lat. Ale byliśmy w Londynie, a Nadal na igrzyska nie przyjechał.

Murray zaimponował serwisem, świetnie się ruszał, ale główną przyczyną jego zwycięstwa było to, że po raz pierwszy w ważnym meczu wytrzymał ciśnienie. - Szanse się wyrównują, bo on wygrał 17 Wielkich Szlemów, a ja żadnego, ale w olimpijskim finale singla nie występował dotąd żaden z nas - stwierdził Murray, który przegrał cztery dotychczasowe finały Szlema, w tym trzy właśnie z Federerem.

Roger mówił po ostatniej piłce, że ten turniej kosztował go za dużo od strony emocjonalnej. W finale rzeczywiście nie wytrzymał ciśnienia. Olimpijskie złoto w singlu to - poza Pucharem Davisa - jedyne trofeum, którego jeszcze nie zdobył. Presja była ogromna, narastała powoli od czterech lat, od momentu, gdy sensacyjnie w Pekinie przegrał w ćwierćfinale z Jamesem Blakiem. 30-letni Federer do igrzysk w Rio już nie dociągnie, to była ostatnia szansa. Startował jako murowany faworyt, miesiąc temu w finale Wimbledonu zdmuchnął Murraya z kortu. Jego głowa nie udźwignęła tego ciężaru.

W jakiejś drobnej cząstce, pozostanie sportowcem nie do końca spełnionym. Oddałby pewnie Szkotowi nawet trzy Szlemy, za ten jeden złotym medal.

Murray się jednak nie zamieni. O nim tego samego powiedzieć nie można. Dla niego złoto jest największym sukcesem i daje nadzieję. - Przełamałem się, teraz czas na Szlema, wiem, że potrafię - mówił szczęśliwy.

Brąz zdobył Del Potro, który pokonał 7:5, 6:4 Serba Novaka Djokovicia.

Więcej o: