Londyn 2012. Boks. Wieczór bokserskich skandali. Dyskwalifikacje, zmiany werdyktów

Noc z środy na czwartek na bokserskiej hali w Londynie obfitowała w skandale. Zdyskwalifikowany został irański bokser Ali Mazaheri, który prowadził na punkty z Kubańczykiem Jose Larduetem. Zmieniono również werdykt pojedynku Japończyka Satoshiego Shimizu i Azera Magomeda Abdulhamidova.
Ali Mazaheri został zdyskwalifikowany w II rundzie walki w kategorii do 91 kg po trzech bardzo szybko po sobie następujących ostrzeżeniach w walce z Kubańczykiem (Irańczyk prowadził na punkty). Nie podał ręki rywalowi i niemieckiemu sędziemu Frankowi Scharmachowi. Pożegnał się z trenerami rywala. Hala buczała, gdy był dyskwalifikowany, a gdy schodził z ringu kibice krzyczeli: Ali, Ali!

- To było ustawione. Mogłem z łatwością zdobyć brąz. We wcześniejszych walkach pokazałem się z dobrej strony - powiedział po walce Mazaheri.

Satoshi Shimizu przegrał z zawodnikiem Azerbejdżanu Magomedem Abdulhamidovem w 1/8 finału kategorii do 56 kg w bardzo dziwnych okolicznościach. Rywal padał sześć razy w ostatniej rundzie na "deski", by przetrwać rundę i wygrać (wiedział, że prowadzi na punkty). Walkę sędziował sędzia z Turkmenistanu, który pomagał Azerowi urwać jak najwięcej czasu.

Azer w ostatniej rundzie padał na deski po bardzo słabych ciosach i eksperci zgodnie stwierdzają, że była to gra na czas. Skompromitowali się również sędziowie, którzy tę rundę, mimo olbrzymiej przewagi Shimizu ocenili na remis.

Shimizu złożył odwołanie od wyniki, a AIBA zdecydowała, że Japończyk awansował, mimo że przegrał, bo sędzia powinien przerwać walkę.

- Byłem zszokowany tuż po walce, gdy zobaczyłem wyniki. Upadł tyle razy. Dlaczego nie wygrałem? Nie rozumiem. W Pekinie też nie byłem zadowolony z sędziów. Nie wiem co mam robić - mówił Japończyk tuż po walce.