Londyn 2012. Jeszcze się tam żagiel bieli, czyli medale wciąż realne

Od pierwszego dnia igrzysk olimpijskich wyczekujemy medalu niemal w każdej konkurencji. Nadzieje szybko weryfikuje rzeczywistość. Inaczej jest w żeglarstwie. Tam wciąż jesteśmy faworytami do medali. Poziom trzymają Mateusz Kusznierewicz i Dominik Życki w klasie Star oraz windsurferzy Zofia Noceti-Klepacka i Przemysław Miarczyński. Bo wieje!
Wojciecha Młynarskiego, do napisania piosenki "Jeszcze się tam żagiel bieli'' zainspirowały kobiety, wypatrujące powrotu bliskich z morza. Teraz każdy kibic wypatruje medalu. I akurat tych wywalczonych na akwenie w Weymouth możemy się spodziewać. Dlaczego?

Najważniejsze - wieje!

Jak twierdzi dyrektor sportowy Polskiego Związku Żeglarskiego Tomasz Chamera nasi mistrzowie operowania żaglem mocno uzależnieni są od silnych podmuchów. "Słabe wiatry, mocne prądy morskie, które sprawiają, że pływa się jak na rzece, mgła, duchota oraz algi" - tak akwen w Pekinie, przed poprzednimi igrzyskami charakteryzował Kusznierewicz. To nie była jego bajka jednak razem z Życkim zdołali przypłynąć na 4. miejscu. Słabo wiało również windsurferom więc Miarczyński był dopiero 16 a Noceti-Klepacka znalazła się poza strefą medalową.

W Weymouth mają za to głównie idealne warunki. Wiatr na poziomie 16-20 węzłów, czyli mocne podmuchy (choć oczywiście zdarza się i słabe 13 węzłów). - To są warunki dla Przemka - zapewnia Piotr Myszka, lider światowego rankingu windsurferów w klasie RS:X, który właśnie z Miarczyńskim przegrał eliminacje olimpijskie (w żeglarstwie może startować tylko jedna załoga reprezentująca dany kraj), ale towarzyszył koledze podczas treningów już w Weymouth, tuż przed igrzyskami. - W Pekinie była katastrofa, bo jechałem jako brązowy medalista mistrzostw Europy i wicemistrz świata, a zająłem odległe, 16. miejsce. Po prostu przedobrzyłem. Za ciężko trenowałem, nie trafiłem ze sprzętem, nie dopisała pogoda. Wszystko poszło nie tak jak trzeba - mówi Miarczyński.

Podobnie jest z Noceti-Klepacką, która nie ukrywa, że im większa fala tym lepsze ściganie. Wtedy to liczą się wyczucie i umiejętności, a to są atuty warszawianki.

Jak w domu

- Czujemy się tu jak u siebie w domu, akwen jest nawet trochę podobny do Pucka, gdzie trenujemy czy Sopotu. Pływa mi się tu bardzo dobrze - powiedział Sport.pl Miarczyński.

Weymouth jest przede wszystkim akwenem świetnie przystosowanym do żeglowania, gdzie już od dawna odbywają się zawody. Nie jest tylko stworzony na igrzyska tuż przed ich startem. To tu wygrywała już Noceti-Klepacka, która dobitnie udowadniała rywalkom, że ich miejsce jest za jej plecami.

Akwen w Weymouth chwali sobie w poprzednich latach Kusznierewicz i Życki. Reprezentanci w klasie Star przyznają, że nigdy nie byli jeszcze w takiej formie jak w tym roku. Wszystko podporządkowali startowi w Londynie, ponieważ jest on dla nich pożegnaniem z olimpijskim żeglarstwem.

- Razem z Dominikiem wykonaliśmy kawał solidnej pracy, przygotowując się do tego startu. Mamy bardzo dobry sprzęt, znakomity zespół trenerski, wiedzę na temat akwenu i doświadczenie, które postaramy się dobrze wykorzystać. Przed nami ciężka walka z mocnymi przeciwnikami. Za rywali mamy najlepszych żeglarzy świata. Szczególnie ciężko będzie pokonać Anglików i Brazylijczyków, którzy od dwóch lat wygrywali większość regat. W tak wyjątkowej imprezie, jaką są igrzyska olimpijskie, wszystko może się jednak wydarzyć - mówi Kusznierewicz.

- Ona codziennie przepływa w Weymouth około tysiąca kilometrów. Na igrzyskach spodziewam się perfekcyjnej jazdy z jej strony - mówił jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji trener Noceti-Klepackiej Witold Nerling.

Windsurferzy mieli jednak jedno utrudnienie. Podczas igrzysk olimpijskich pływają na nie swoim sprzęcie. Dostarczyli im go organizatorzy. Dobór sprzętu odbył się poprzez losowanie. Na szczęście nasi deskarze jeszcze na niego nie narzekali.

Bez stresu

Wszyscy Polacy, którzy walczą o medale, to światowa czołówka. Do tego mają już ze sobą wielokrotne występy na igrzyskach. Tak więc stresu związanego z tą imprezą być nie powinno. Do tego Noceti-Klepacka, Miarczyński i Życki jak niczego innego pragną medalu olimpijskiego.

Tylko Kusznierewicz wie jak smakuje sukces osiągnięty podczas takiej imprezy. Z Atlanty w 1996 roku przywiózł złoto, z Aten w 2004 roku brąz. Emocjonowanie się ich startami jest więc uzasadnione. Mamy zawodników klasowych, którzy rozpoznawani są na całym świecie. I pamiętajmy: jeden słabszy występ nie przekreśla ich szans na medal. Wszyscy płyną w 11 wyścigach. Miejsce, które zajmują, to są ich punkty. Po 10 wyścigach dodajemy pozycje, odejmujemy tę najsłabszą i mamy sumę eliminacji. 11 wyścig to finał. W nim uzyskane miejsce mnożymy razy dwa. Dodajemy do sumy eliminacji i mamy ostateczny wynik zawodów. Żeglarz, który zbierze najmniej punktów wygrywa.

Obecnie Kusznierewicz z Życkim zajmują 5. miejsce (po sześciu wyścigach). Miarczyński jest wiceliderem, a Noceti-Klepacka czwarta (oboje po czterech startach).