Londyn 2012. Siatkówka. Nie ma broni na Polaków

1 : 3
Informacje
Turniej mężczyzn - Grupa A
Wtorek 31.07.2012 godzina 12:30
Wyniki szczegółowe
1 Set
2 Set
3 Set
4 Set
Wynik
Polska
22
27
25
23
1
Bułgaria
25
29
13
25
3
Składy i szczegóły
Polska
Skład: Nowakowski, Winiarski, Kosok, Zagumny, Kurek, Jarosz, Bartman, Kubiak, Ruciak, Żygadło, Ignaczak, Możdżonek
Bułgaria
Skład: Bratoev, Skrimov, Dimitrov, bratoev, Nikolov, Yosifov, Salparov, todorov, Aleksiev, Penchev, Nikolov, Sokolov
- Urozmaicone systemy gry, perfekcja, zmienność zagrywki - od silnej do taktycznej, świetni zmiennicy - to wszystko atuty Polaków, przeciwko którym mało kto jest w stanie wyciągnąć równie rażącą broń - mówi o siatkarskiej reprezentacji Polski Ryszard Bosek, mistrz olimpijski sprzed 36 lat. We wtorek o 12:30 siatkarze zagrają z Bułgarią w drugim meczu olimpijskiego turnieju.
Jak oceniasz szanse siatkarzy? Dyskutuj na FORUM »

Przemysław Iwańczyk: Da się znaleźć jakieś mankamenty w grze Polaków przeciwko Włochom na inaugurację turnieju olimpijskiego?

Ryszard Bosek: Poza momentem, kiedy Włosi "pokąsali" nas zagrywką, nie było takich. Zresztą to jedyne, co nasz rywal był w stanie zrobić. Urozmaicone systemy gry, perfekcja, zmienność zagrywki - od silnej do taktycznej, świetni zmiennicy - to wszystko atuty Polaków, przeciwko którym mało kto jest w stanie wyciągnąć równie rażącą broń. Co ciekawe, dawały one znać o sobie w chwilach, kiedy biało-czerwoni już wysoko prowadzili i mogli zadowolić się rozmiarami wygranej, pozwolić na dekoncentrację. Nasz zespół właśnie wtedy - kiedy meczu teoretycznie nie można było już przegrać - najmniej chętnie oddawał punkty i pokazał najbardziej desperackie akcje w obronie. Miałem wrażenie, że bardziej niż rywalowi chcieli sobie udowodnić, jak świetną są drużyną. To znakomite przesłanie na dalszą część turnieju.

Polacy grają na tak wysokim poziomie, że trudno z niego drastycznie zjechać w dół. Żeby z nimi wygrać, trzeba by mieć na igrzyskach rywala o wiele, wiele silniejszego. Proszę zwrócić uwagę na pewność w każdym ruchu - czy to zawodników, czy trenera. Wszyscy zachowywali się bardzo spokojnie, nawet jeśli iskrzyło pod siatką, nasi nie dali się wciągnąć w przepychanki, zachowali koncentrację do końca.

Forma na tak długich turniejach powinna rosnąć aż do finału. Jeśli Polacy zagrali tak fenomenalnie na inaugurację, to nie ma powodu do obaw, że powietrze z nich szybko uleci?

- Wspaniałą dyspozycję Polacy prezentują od finału Ligi Światowej. Tam przez cały turniej nie mieli słabego momentu. Trudno było przyczepić się do czegokolwiek, nie było elementu, w którym odstawaliby od rywali - przewyższali ich tak naprawdę w każdym. W niedzielę podczas meczu z Włochami już zacząłem myśleć, czy nie jesteśmy jak Brazylijczycy, którym można było wyłączyć światło w hali, a oni wciąż graliby tak samo dobrze. Doszliśmy już do perfekcji, więc jeśli mamy jakiś problem, to taki, jak utrzymać tę dyspozycję.

Zaniepokoiłem się tylko na chwilę - kiedy trener Andrea Anastasi powiedział po Memoriale Wagnera, że drużyna kończy z siłownią, bo na tym padli poprzednicy Włocha. Na szczęście w niedzielę w rozmowach z siatkarzami dowiedziałem się, że był to tylko blef - drużyna wciąż podnosi ciężary. Ulżyło mi, bo jeśli taką drogę obrał trener, musi być konsekwentny do końca, nie może szukać świeżości, bo wtedy zespół szybko padnie. To jedna z żelaznych zasad przygotowania - tzw. siłę w treningu można zmienić, ale nie można jej odstawić.

Systemy gry, przygotowanie kondycyjne mamy dopracowane do perfekcji. Jeśli coś złego może się przydarzyć, to tylko na poziomie emocji.

Czyli dobrze, że tak mocnego rywala mieliśmy na początku?

- Tak, tym bardziej że na początku meczu trema dawała znać o sobie, zwłaszcza u zawodników, którzy igrzysk nie przeżyli - Zbyszka Bartmana, Bartka Kurka. Egzamin zdała reszta grupy, bardziej doświadczeni zawodnicy. W Michała Winiarskiego Włosi serwowali, a on nic sobie z tego nie robił. Jeszcze niedawno miał kłopoty z barkiem, a atakował "po kierunkach", jakby mu nic nie dolegało. Młodsi próbowali mu dorównać, wejść w grę, i to się udało. Więc i pod tym względem jesteśmy mocni.

Skąd taka metamorfoza Łukasza Żygadły, który z gracza drugoplanowego stał się prawdziwym liderem drużyny?

- Pamiętajmy, że to nie pierwsza jego impreza reprezentacyjna. Ma ogromne doświadczenie i nie ma już problemów z grupą. Proszę mnie dobrze zrozumieć: to wyjątkowy profesjonalista i wyjątkowo dobry człowiek, a przez to bardzo wygodny dla innych członek drużyny. Długo pozostali zawodnicy zrzucali swoje niepowodzenia właśnie na niego. Inni zawodzili, a wszystko skupiało się na nim. Paweł Zagumny sobie na to nie pozwalał i takich problemów nie miał.

Dzięki obecnym trenerom to się zmieniło. Wszyscy akceptują się ze wszystkimi mankamentami, nikt nikomu nie czyni wyrzutów, a jeśli ktoś zepsuje akcję, nie szuka winnych, tylko bije się w pierś. Zresztą w tej drużynie przestało mieć znaczenie, kto zawinił - od momentu, kiedy akcja jest przegrana, myśli się o następnej.

Łukasz odnajduje się w takich warunkach znakomicie, tym bardziej że czuje taktykę i realizuje ją w detalach jak mało kto. Oczywiście może się zdarzyć, że rywal rozpracuje grę Łukasza, ale wtedy mamy fantastyczną alternatywę - Zagumnego. On jest jak muzyk jazzowy, który stosuje się do ogólnych zasad, ale wybiera grę bez nut. Cały świat chciałby mieć tak różnorodną dwójkę rozgrywających.

To będzie powtórka z waszej wagnerowskiej epoki?

- Dwie różne siatkówki, dwa różne światy. Anastasi nigdy nie będzie Hubertem Wagnerem, a siatkarze nie staną się nagle podobni do mojego pokolenia. Analogie nie są potrzebne, poza tą, żeby znów było złoto.