Londyn 2012. Siatkówka. W formie, gotowi

- Od lat jesteśmy zespołem numerem 1, przywozimy medale z najważniejszym imprez - mówią siatkarze, którzy w niedzielę inaugurują igrzyska arcyważnym meczem z Włochami. Czy wygrają grupę, ćwierćfinał, przywiozą medal? Pierwszy mecz naszej reprezentacji w niedzielę o 23. Relacja Z Czuba i Na Żywo na Sport.pl.
O rozczarowaniu występem piłkarzy na Euro pozwolili zapomnieć siatkarze, którzy w lipcu wygrali Ligę Światową. A że zwycięzcy tych rozgrywek - Brazylijczycy w 2004 i Amerykanie w 2008 roku - zdobywali następnie złoto igrzysk, to Polacy usłyszeli setki podobnych pytań: czy zdobędziecie w Londynie złoto?

Siatkarze i trener Andrea Anastasi byli stanowczy, ale cierpliwi. "Nie porównujemy się do złotej drużyny Wagnera, piszemy własną historię". "Nie boimy się nikogo, ale medalu obiecać nie możemy".

Chwaląc powściągliwość i koncentrację siatkarzy, nie można jednak odmówić racji pytającym. Polacy z Anastasim stanęli na podium czterech kolejnych światowych imprez, w tym roku wygrali 18 z 20 spotkań, czterokrotnie pokonali w spotkaniach o stawkę Brazylijczyków, co wcześniej nie udawało się przez 10 lat. Kiedy mierzyć w złoto igrzysk, jeśli nie teraz?

Kadra Anastasiego ma wiele atutów - Włoch nie zdołał zebrać najlepszych siatkarzy, ale ma takich, którzy skoczą za nim w ogień. Sam bywa wirtuozem myśli taktycznej i pomaga drużynie podczas spotkań. Polacy coraz lepiej zagrywają, dzięki czemu lepiej blokują. Wierzą w siebie i nie panikują w zaciętych końcówkach. Słabości przekuli w atuty.

Jak przełożyć to na sukces w Londynie? - Najważniejszy będzie ćwierćfinał - powtarzają siatkarze. I choć być może nie wypada tak pisać, bo sport bywa przewrotny, to ich miejsce w ćwierćfinale jest pewne. Z grupy, w której są też Włosi, Argentyńczycy, Bułgarzy, Australijczycy i Wielka Brytania, wyjdą cztery drużyny. - Jeśli to się nie uda, to, z całym szacunkiem dla rywali, będzie kompromitacja - mówi Zbigniew Bartman, atakujący reprezentacji.

Polacy wychodzili z grupy osiem lat temu w Atenach i cztery lata temu w Pekinie, ale w Grecji nie sforsowali wielkiej Brazylii, a w Chinach po zaciętym spotkaniu ulegli 2:3 Włochom, przegrywając tie-break 15:17. Dlatego teraz, choć siatkarze powiedzą, że nie boją się nikogo, tak ważne jest zajęcie pierwszego miejsca w grupie, które daje teoretycznie słabszego rywala z dużo silniejszej grupy B, gdzie grają Brazylia, Rosja, USA, Serbia, Niemcy i Tunezja. Ważne jest wywalczenie pierwszego, ale już nie drugiego miejsca, bo zmieniony system rozgrywek stanowi, że zespoły, które zajmą miejsca drugie i trzecie zostaną dolosowane do tak samo sklasyfikowanych drużyn w drugiej grupie. Innymi słowy - w ćwierćfinale mogą spotkać się ekipy, które zajmą drugie miejsca w swoich grupach.

Traf chciał, że o pierwszym miejscu w "polskiej" grupie zadecyduje prawdopodobnie już niedzielny mecz (początek o 21.00), w którym Polacy spotkają się z Włochami. - To bardzo dobry zespół. Ma mocną zagrywkę, świetnych atakujących, dobrego rozgrywającego, blok... Drużyna kompletna - mówi polski rozgrywający Łukasz Żygadło. Włosi powiedzieliby zapewne to samo o Polakach.

W Pekinie minimalnie lepsi byli Włosi, ale przez kolejne cztery lata, targani problemami, tylko raz stanęli na podium wielkiej imprezy, podczas gdy biało-czerwoni uczynili to pięciokrotnie. Polacy są dobrej formie, Włosi swojej nie ujawnili - gdy grupa Anastasiego zwyciężała w Lidze Światowej, rodacy trenera Polaków przegrywali z Francją i ledwie dawali radę Korei Południowej. Odpuścili więc rozgrywki i wybrali inny system przygotowań.

Ostatnio Włosi bez straty seta wygrali sparing z Serbią, ale Michał Łasko, włoski atakujący polskiego pochodzenia, przyznaje: - Mecz z Polską będzie bardzo trudny. Dla nas lepiej byłoby grać go później, bo brak nam ogrania.

Żygadło: - W tym roku rozegraliśmy dużo ważnych meczów i jesteśmy gotowi na to spotkanie. Wygrana z Włochami dobrze ustawiłaby nas, jeśli chodzi i o miejsce w grupie, i o nasze głowy.

Głową Polaków jest jednak Anastasi, jeden z najlepszych fachowców na świecie, który cztery lata temu tak manipulował taktyką Włochów, że z drużyny rozbitej kontuzjami i podstarzałej zrobił półfinalistę igrzysk. Teraz Anastasi przeszedł z ziemi włoskiej do Polski, gdzie ma głodny sukcesu, ale doświadczony, czwarty najstarszy zespół turnieju (średnia to 27,5 roku). Najstarsi Włosi - 30,5 roku.

Czy to dobrze, że już pierwszy mecz na igrzyskach jest tak istotny? - Nie wiem, zobaczymy po - przyznaje Żygadło. - Włosi będą najpoważniejszym kandydatem do wygrania igrzysk, więc wygrana z nimi dobrze ustawiłaby nas, jeśli chodzi o miejsce w grupie i nasze głowy.

- Jesteśmy w formie, jesteśmy gotowi - dodaje polski rozgrywający.

Mecze Polaków: Włochy (29.07, 21), Bułgaria (31.07, 12.30), Argentyna (2.08, 17.45), Wlk. Brytania (4.08, 12.30), Australia (6.08, 10.30). Ćwierćfinały 8 sierpnia, półfinały 10 sierpnia, finał - 12 sierpnia, ostatniego dnia igrzysk.