Londyn 2012. Matkowski: Igrzyska i Wimbledon to dwa inne światy

- Organizacji nie ma co porównywać do Wimbledonu. To inny poziom. W Wimbledonie w kilka godzin po treningu dostajemy z powrotem uprane ubrania, a w stołówce jest duży wybór ciepłych posiłków. Tutaj wciąż są tylko zimne kanapki - mówi korespondentowi Sport.pl w Londynie deblista Marcin Matkowski.
Igrzyska są także na Facebooku! Zobacz komu kibicują redaktorzy Sport.pl

Jakub Ciastoń: W I rundzie rywalizacji deblistów zmierzycie się z Hiszpanami Davidem Ferrerem i Feliciano Lopezem. To chyba trudne losowanie - Ferrer to piąta rakieta świata w singlu, Lopez deblowy partner Rafaela Nadala, uznana firma w deblu.

Marcin Matkowski: - Na igrzyskach właściwie nie ma słabych rywali, może para słowacka nieco odstaje od reszty, ale poza tym, wszyscy prezentują wysoki poziom. Lopez świetnie serwuje, dobrze gra woleje, Ferrer to świetny singlista, bardzo dobrze returnuje, ale to rywale absolutnie w naszym zasięgu. Gramy na trawie, więc mamy nadzieję, że serwis nam pomoże. Jeśli pokażemy nasz najlepszy tenis, a taką mamy nadzieję, powinniśmy ich pokonać.

Żałujecie, że nie możecie pójść na ceremonię otwarcia igrzysk?

- Bardzo, ale tak się niefortunnie złożyło, że poza Agnieszką Radwańską, która będzie niosła flagę, prawie cała nasza tenisowa reprezentacja gra w sobotę. Zostajemy na Wimbledonie, powrót po ceremonii były zbyt późno, nie chcemy ryzykować, że wpłynie to na mecz. Przyjechaliśmy tu po medal, a nie na ceremonię otwarcia.

Turniej jest na kortach Wimbledonu, ale to jednak zupełnie inna impreza niż ten sprzed trzech tygodni.

- Czuć, że trawa jest wolniejsza. Od początku mówiło się, że tak może być, że wszystkie te zabiegi regeneracyjne mogą ją zwolnić. Organizacji nie ma co porównywać do Wimbledonu. To inny poziom. W Wimbledonie w kilka godzin po treningu dostajemy z powrotem uprane ubrania, a w stołówce jest duży wybór ciepłych posiłków. Tutaj wciąż są tylko zimne kanapki. Warunki nieco spartańskie. Niektórzy olimpijczycy z innych dyscyplin są zachwyceni organizacją igrzysk, my mamy trochę inne porównanie. Wimbledon, to jednak Wimbledon, ciężko mu dorównać.

Kolorystyka ci się podoba? Zastąpienie zielonego purpurą?

- Nie mam jakiegoś sentymentu do koloru kortu. Może jak kiedyś dojdziemy do finału Wimbledonu to się zmieni. Jeśli chodzi o kolor strojów to zagramy na biało z czerwonymi wstawkami. Na "normalnym" Wimbledonie musielibyśmy być cali na biało.

Jak się czujesz w roli taty, twoja córka Maja urodziła się w grudniu.

- Bardzo dobrze. Majka świetnie rośnie. Straszono mnie, że ojcostwo wpłynie negatywnie na karierę, ale nic z tych rzeczy. Kiedy jestem w domu Majka daje się wyspać mamie i tacie, więc nie narzekamy. Pierwszy wyjazd z tatą na turniej planujemy w listopadzie na Masters do Londynu, o ile się zakwalifikujemy.

Agnieszka uzależnia start w mikście od tego, czy wcześnie odpadnie z singla lub debla. Z kim powinna go zagrać, jeśli tak się stanie?

- W grę wchodzę tylko ja i Mariusz [Fyrstenberg], bo Łukasz Kubot ma za niski ranking. Zdamy się na wybór Agnieszki, nie będziemy jej przekupywać cukierkami (śmiech). Ten mikst to naprawdę duża szansa na medal, bo jest tylko 16 par. Jasne, niektóre pary są piekielnie mocne, z doświadczenia wiem, że mikst to jest jedna wielka niewiadoma. Np. na Rolandzie Garrosie Serena Williams i Bob Bryan odpadli w I rundzie. Wszystko może się zdarzyć.