Londyn 2012. Niezłe losowanie Agnieszki Radwańskiej

Flaga waży cztery kilogramy, poradzi sobie pani? - pytali dziennikarze. - A co, aż tak marnie wyglądam? - odparła ze śmiechem tenisistka, największa gwiazda polskiej reprezentacji w Londynie.
Kilka kamer, kilkudziesięciu dziennikarzy, a pośrodku ona, uśmiechnięta, z pomalowanymi na biało-czerwono paznokciami, w koszulce z orłem na piersi - tak wyglądała czwartkowa konferencja prasowa z Agnieszką Radwańską.

Polka zaczęła od tego, że choć nie ma jeszcze planu gier, to już wie - dostała nieoficjalny sygnał od Międzynarodowej Federacji Tenisowej - że jej mecz I rundy zostanie wyznaczony na niedzielę. Weźmie więc na pewno udział w piątkowej ceremonii otwarcia jako chorąży i wyprowadzi na stadion polskich sportowców.

- To wielkie wyróżnienie. W klątwy chorążych nie wierzę, nawet jakbym miała przegrać w I rundzie, to za cztery lata z przyjemnością znów poniosę flagę - powiedziała Agnieszka, która przez dwa pierwsze dni mieszkała w wiosce olimpijskiej razem z tenisistkami stołowymi i wioślarkami, ale przeniosła się już do wynajętego przez PKOl i PZT domu przy kortach. - W wiosce jest fajnie, można pogadać z innymi sportowcami, ale jednak trening najważniejszy, a stanie w korkach zabiera dużo czasu - mówiła Polka, która tylko w tym roku wygrała trzy turnieje WTA i zarobiła 3 mln dol.

Druga rakieta świata w I rundzie zagra z Niemką Julią Goerges, 24. tenisistką WTA, rywalką z niezłym serwisem, grającą dość ofensywny, ale w sumie prosty tenis. Polka pokonała ją w tym roku dwukrotnie - w Australian Open i Dubaju. - Może być trudny mecz, w Dubaju grałyśmy finał, co pokazuje, że Niemka słaba nie jest - mówiła Radwańska. Dalej niż do I rundy myślami wybiegać nie chciała.

Wylosowała jednak nieźle - po Goerges może ją czekać mecz z Varvarą Lepchenko (USA, 41), a w 1/8 finału powtórka z ćwierćfinału Wimbledonu z Marią Kirilenko (Rosja, 15). Ze wszystkimi ostatnio wyłącznie wygrywała. Schody zaczną się być może od ćwierćfinału, gdzie Polka jest na kursie kolizyjnym z Czeszką Petrą Kvitovą (6), byłą mistrzynią Wimbledonu, przeciwniczką silniejszą fizycznie, wyjątkowo stylem gry Radwańskiej niepasującą (bilans 0-3). Nie wiadomo jednak, czy Czeszka do tej fazy w ogóle dotrwa. W przeciwieństwie do Polki w tym roku co rusz przytrafiają jej się wpadki. W półfinale Radwańska może zmierzyć się z Marią Szarapową (Rosja, 3), którą ograła w marcu w finale w Miami. Dwie najtrudniejsze rywalki - Serena Williams i Wiktoria Azarenka - znalazły się w drugiej połówce drabinki. Polka może z nimi zagrać dopiero w finale.

- Miałam trzy tygodnie przerwy, ale trenowałam, nic mnie nie boli, czuję się w niezłej formie. Niecierpliwie czekam na pierwszy mecz - stwierdziła Radwańska.

W Wimbledonie trzeba grać na biało, na igrzyskach nie. Agnieszka zdradziła, że postawiła na ciemnoniebieski strój z jaskrawymi pomarańczowymi wstawkami i obowiązkowym "Poland" na plecach. - Wimbledon niby ten sam, trawa ta sama, ale jednak jest zupełnie inaczej, zmienili się ludzie z obsługi - mówiła Radwańska, dając do zrozumienia, że wolała tych z Wimbledonu.

Urszula Radwańska w I rundzie zagra z Niemką Moną Barthel (38), ale jeśli wygra, wpada na Serenę Williams. W deblu siostry też nie miały szczęścia - w II rundzie wpadają na rozstawione z jedynką Amerykanki Liezel Huber i Lisę Raymond. Agnieszka potwierdziła, że ewentualna szybka porażka w singlu lub deblu spowoduje, że zgłosi się do miksta. Może to zrobić najpóźniej we wtorek. Jej partnerem może być Marcin Matkowski lub Mariusz Fyrstenberg. Łukasz Kubot ma za niski ranking.