Sport.pl

Londyn 2012. Włoszczowska: To cholerny pech

PRZEGLĄD PRASY. - Kiedy się przewróciłam, poczułam ból i spojrzałam na nogę... Już wtedy pogodziłam się z tym, że z igrzyskami koniec. Jestem więc gotowa na tę informację, chociaż oczywiście mam jeszcze nadzieję - mówi o swoim wypadku w ?Przeglądzie Sportowym? Maja Włoszczowska. Wicemistrzyni olimpijska w kolarstwie górskim w piątek doznała poważnej kontuzji nogi
Do wypadku doszło podczas przedolimpijskiego zgrupowania we włoskim Livigno. Pierwsza diagnoza mówi o ciężkim zwichnięciu i złamaniu jednej z kości śródstopia. Zawodniczka trafiła do włoskiego szpitala, ale wczoraj wieczorem miała polecieć do Katowic, gdzie zająć się jej stopą ma dr Krzysztof Ficek. Występ Włoszczowskiej na igrzyskach stoi pod ogromnym znakiem zapytania, ale do tej pory nie został wykluczony.

- To cholerny pech. Na jednym z zakrętów podcięło mi koło. Nic niezwykłego, ale musiałam się podeprzeć. Podwinęło mi stopę i przekręciło ją o jakieś sześćdziesiąt stopni - mówi o swoim wypadku Włoszczowska na łamach "Przeglądu Sportowego". - Miałam łzy w oczach, ale bardziej z bólu niż psychicznego cierpienia - dodaje.

Zawodniczka przyznaje, że już czuje się lepiej. - Zdecydowanie złagodniał ból. Wcześniej miałam nogę na wyciągu z wsadzonym prętem, żeby się dobrze "ułożyła". I to nie było przyjemne. Teraz włożyli ją w gips i jest nieźle - opowiada. Włoszczowska przyznaje, że wciąż wierzy w występ na igrzyskach. O wszystkim prawdopodobnie zdecyduje badanie tomografem. Jeśli okaże się, że ma zerwane więzadła, na igrzyska nie pojedzie. - Kość, która jest złamana nie jest aż tak bardzo istotna, da się chyba ją ustabilizować i jakoś pojechać. Natomiast z zerwanymi więzadłami nie ma już żadnych szans - mówi zawodniczka.

Wyścig kobiet w kolarstwie górskim na igrzyskach zaplanowano na 11 sierpnia.



Więcej o: