Sport.pl

Wielki dramat wicemistrzyni olimpijskiej. W Londynie bez Włoszczowskiej?

Maja Włoszczowska, zeskakując z roweru na treningu we Włoszech, poważnie zwichnęła prawą kostkę, ma też złamaną kość śródstopia i być może naderwane więzadło. W poniedziałek rozstrzygnie się, czy pojedzie na igrzyska, ale szanse są minimalne.
Włoszczowska była uznawana za kandydatkę do medalu. Cztery lata temu w Pekinie zdobyła srebro, w 2010 r. wywalczyła tytuł mistrzyni świata, rok temu z MŚ przywiozła srebrny medal, od lat utrzymywała się w ścisłej czołówce.

Do fatalnej kontuzji doszło w Livigno, gdzie 28-letnia kolarka przebywała na ostatnim zgrupowaniu przed środowym wylotem do Londynu. - Maję wyniosło na jednym z zakrętów i żeby się nie przewrócić, zeskoczyła z roweru, ale tak nieszczęśliwie podparła się nogą, że doznała kontuzji. Poza tą kostką nawet się nie podrapała - opowiadał PAP zasmucony Marek Galiński, trener Włoszczowskiej.

Polka trafiła do włoskiego szpitala, gdzie nastawiono jej zwichniętą nogę, a potem unieruchomiono ją na wyciągu i wykonano pierwsze badania. - To klasyczny uraz w kolarstwie górskim. Niektórzy zapominają, że w tym sporcie poza jazdą na rowerze trzeba też bardzo dużo biegać w trudnym terenie. Doszło do zwichnięcia stawu skokowego i złamania piątej kości śródstopia - opowiada Sport.pl dr Robert Pietruszyński, lekarz PZKol.

W niedzielę późnym wieczorem (a jeśli nie, to w poniedziałek rano) Włoszczowska miała przylecieć do Katowic prywatnym samolotem swojego głównego sponsora Dariusza Miłka, właściciela firmy CCC, a stamtąd trafić do Bierunia do kliniki dr. Krzysztofa Ficka specjalizującego się w urazach kolarzy, od lat współpracującego PZKol i zespołem Włoszczowskiej. Ficek przeprowadzał w przeszłości zabieg m.in. u Anny Szafraniec.

W poniedziałek mają być przeprowadzone kluczowe badania - rezonans magnetyczny i być może tomografia. - Dopiero one pokażą charakter uszkodzenia, do jakiego doszło w więzadłach. Od tego będzie zależało dalsze leczenie, a także to, czy jest jeszcze szansa wyjazdu na igrzyska - podkreśla dr Pietruszyński. - Jeśli więzadła są zerwane, to po herbacie - wzdychał trener Galiński.

Zerwanie oznacza operację i wielomiesięczną przerwę w startach, przy naciągnięciu i naderwaniu można próbować leczenia zachowawczego, ale rehabilitacja to też kwestia tygodni. W Polsce w weekend pojawiały się optymistyczne głosy, że jeśli więzadła ocalały, to Włoszczowska przez trzy tygodnie się wykuruje i w Londynie pojedzie. - To są życzenia. Mamy za mało informacji. To jest poważny uraz. Nie wiemy np. także, jak dokładnie wygląda to złamanie kości. Poczekajmy. Gdyby Maja nie pojechała, to byłaby wielka strata. Takiej zawodniczki zastąpić się nie da - mówi dr Pietruszyński.

Bardzo sceptyczny jest dr Ficek. - Więzadła to tylko jeden z czynników. Uraz jest bardzo poważny. Złamanie kości jest wielofragmentowe, doszło do uszkodzenia tkanek miękkich. Masywność tego urazu każe skupić się raczej na razie na powrocie do chodzenia. Start za trzy tygodnie? Zdroworozsądkowo - wykluczony, teoretycznie - możliwy, ale raczej nie należy o tym myśleć - powiedział Sport.pl dr Ficek.

Jeśli spełni się najczarniejszy scenariusz i Włoszczowska do Londynu nie pojedzie, PZKol może w ostatniej chwili wysłać w jej miejsce inną zawodniczkę. Na liście rezerwowej są Paulina Gorycka i Anna Szafraniec. Trenerem tej pierwszej jest Andrzej Piątek, były szkoleniowiec Włoszczowskiej, skonfliktowany ostatnio z władzami związku. - Paula wygrała z Anią w tym roku trzy razy i mam nadzieję, że w takim przypadku to będzie miało znaczenie, a nie polityka związku - powiedział nam Piątek. Jego zdaniem Gorycka już wcześniej mogła zakwalifikować się do kadry (poza Włoszczowską jest w niej jeszcze Aleksandra Dawidowicz), ale PZKol nie brał jej pod uwagę, bo formalnie wciąż była juniorką.

PZKol na wtorek zwołał konferencję prasową, na której oficjalnie poinformuje o wynikach badań Włoszczowskiej i ewentualnie o tym, kto ją zastąpi w Londynie.



Londyn 2012. Wybierz miss polskiej kadry »


Więcej o: