Sport.pl

Londyn 2012. Mauer-Różańska: Medal na celowniku

W 1996 roku, na igrzyskach w Atlancie, Polska świętowała złoty medal już po pierwszej konkurencji. Zdobyła go Renata Mauer-Różańska, wygrywając strzelecką rywalizację w karabinie pneumatycznym. 28 lipca, pierwszego dnia igrzysk w Londynie, w jej ślady może pójść Sylwia Bogacka. - Polki mają wielkie szanse na olimpijski krążek. Są w stanie strzelać na najwyższym światowym poziomie - przekonuje złota i brązowa medalistka igrzysk w Atlancie oraz zwyciężczyni igrzysk w Sydney
Łukasz Jachimiak: Na 12. polski medal olimpijski w strzelectwie sportowym czekamy od 12 lat. Wśród czterech zawodniczek, które będą reprezentowały Polskę na igrzyskach w Londynie jest taka, którą stać na nawiązanie do pani sukcesów?

Renata Mauer: W najlepszej dyspozycji jest Sylwia Bogacka. Na mistrzostwach Polski, które odbyły się pod koniec czerwca, wygrała wszystkie trzy konkurencje, w których startowała, osiągając bardzo dobre wyniki. Swoich rekordów życiowych nie biła, ale choćby kiedy strzelałyśmy w konkurencji karabin sportowy 3x20 strzałów, na strzelnicy panowały bardzo złe warunki. Wiał bardzo mocny wiatr, dlatego wyników nie da się porównać z takimi, jakie osiąga się w warunkach bezwietrznych i przy idealnym oświetleniu. U nas wystarczy często zmieniające się światło, na przemian chmury i słońce oraz silne podmuchy wiatru, żeby wystąpiły duże problemy z celowaniem i spadek poziomu rywalizacji.

Na pewno może pani przewidzieć poziom walki w karabinie pneumatycznym.

- Zgadza się. Z karabinków pneumatycznych strzela się w zamkniętych pomieszczeniach, bo dystans do tarczy wynosi tylko 10, a nie 50 metrów. Tam warunki zawsze są optymalne, dlatego uważam, że poziom tej konkurencji na igrzyskach będzie bardzo wysoki. Trzeba będzie strzelić minimum 397 punktów, żeby dostać się do finału. To bardzo dużo, bo rekord świata i zarazem wynik idealny to 400 punktów na 400 możliwych. W tej konkurencji wystartują dwie nasze dziewczyny i muszę powiedzieć, że zarówno Sylwię Bogacką, jak i Paulę Wrońską stać na tak znakomite wyniki. Bogacka niedawno zdobyła 399 punktów. Problem w tym, że na najwyższym, światowym poziomie poza nimi strzela jeszcze z 15 kobiet z innych krajów, a o medale walczyć będzie tylko najlepsza ósemka.

Poza Bogacką i Wrońską w Londynie zobaczymy jeszcze tylko Beatę Bartków-Kwiatkowską i Agnieszkę Nagay. W sumie nasz kraj będzie reprezentowany w zaledwie czterech z aż 15 konkurencji. Dlaczego o tak dużo medali nie powalczymy większą grupą?

- Niestety, w świecie poziom strzelectwa z każdym rokiem rośnie szybciej niż w Polsce. Jedną z przyczyn naszych kłopotów jest słaba dostępność do najlepszego sprzętu i serwisu. Jeżeli w Polsce zawodnikowi zepsuje się karabin, to żeby go naprawić, musi jechać do Niemiec lub na ważne międzynarodowe zawody , bo dopiero tam może skorzystać z serwisu. Tydzień przed mistrzostwami Polski zepsuł mi się karabin pneumatyczny. Nie miałam czasu, żeby pojechać do Niemiec, w Polsce nikt nie był w stanie mi go naprawić, więc musiałam odkurzyć swój stary karabin i z niego strzelać. Efekt to dopiero piąte miejsce w zawodach. Najlepsi na świecie takich problemów nie mają, bo cały sprzęt mają dopracowany idealnie, na wszelkie usterki reagują błyskawicznie, ponieważ serwisy mają na miejscu. Poza tym Polski Związek Strzelectwa Sportowego nie ma pieniędzy na to, by regularnie wymieniać broń zawodnikom, dlatego dłużej korzystamy z tego samego sprzętu niż światowa czołówka. Wystarczy spojrzeć po sąsiedzku, na Niemców. Oni poza najlepszą bronią mają też mnóstwo udogodnień do niej, specjalnego, innego niż podstawowe oprzyrządowania . Jak się wzbogaci broń o kilka drogich dodatków, to łatwiej o odpowiednią postawę, o stabilność. Innym łatwiej dopasować więc broń do zawodnika. Naszym trenerom trudniej jest to osiągnąć i dlatego u nas zawodnicy osiągają wysokie wyniki po dłuższym okresie treningów niż w tych krajach, które mają najliczniejsze reprezentacje na igrzyska.

Kiedy pani zdobywała olimpijskie laury, sprzętowo nie odstawała pani od rywalek?

- Kiedyś nie było takich pomysłów jak dziś. Obecnie katalogi są bardzo bogate w przeróżnego rodzaju ciekawe rozwiązania. Stosuje się bardzo wydatne, ale działające krótko lufy do karabinów, różnego rodzaju akcesoria do celowania takie jak iris blendy, czyli specjalne przesłony ze zmienną średnicą i zmiennymi filtrami różnokolorowymi. To są przyrządy bardzo delikatne. Wystarczy, że coś dostanie się do takiej iris blendy, a już mogą zarysować się szkiełka i wtedy ona nie nadaje się do użytku. Koszt nowej to ponad 100 euro. Ale tak naprawdę kupić można wszystko poza jednym. To czas na trening.

Ile pieniędzy trzeba wydać, żeby skompletować najlepszy sprzęt?

- Mi pomógł związek, który zakupił mi dobry karabin kulowy. Naprawdę nie mogę narzekać na brak zainteresowania moim wyposażeniem ze strony federacji. Pretensje o jakieś braki mogę mieć jedynie do samej siebie, bo już kilka razy podejmowałam decyzję o zakończeniu kariery i nie chciałam w siebie inwestować. Jeżeli jednak zdecyduje się na kontynuowanie kariery, to trochę rzeczy będę musiała wymienić. Na pewno kurtkę strzelecką, bo w niej z czasem zmienia się elastyczność materiału, staje się ona coraz bardziej miękka i słabiej trzyma postawę. Będę też musiała kupić inną ostrogę do karabinu. Ostroga to taki metalowy przyrząd, który zastępuje stopkę karabinu. Ta stopka znajduje się na końcu karabinu, przykłada się ją do barku. Dzięki ostrodze karabin stabilniej się trzyma. Kupić będę musiała też iris blendy, bo przez te, które mam, już nie widzę dobrze. No i do wiatrówki trochę straciłam zaufanie. Zepsuła mi się przed ważnymi zawodami i nie można jej było w kraju naprawić, a powinna być niezawodna. Dzięki temu, że miałam starą, mogłam wystartować, w przeciwieństwie do koleżanki, której zepsuło się urządzenie spustowe w pistolecie. Gdyby zdarzyło się to podczas zawodów wysokiej rangi za granicą, obie awarie można byłoby szybko usunąć. Ale o tym już mówiłam. Sumując, czeka mnie spory wydatek.

Porównywalny np. z takim na średniej klasy auto?

- Gdyby trzeba było kupić wszystko od zera, mniej więcej tyle by to kosztowało, może trochę mniej. Na szczęście większość z potrzebnego wyposażenia już mam, więc nie będzie to aż tak wielki wydatek. Trochę żałuję, że nie zdecydowałam się na zmiany wcześniej. Myślałam, że może już dam sobie ze strzelaniem spokój, ale za bardzo lubię strzelać, żeby tak zrobić.

No właśnie - mówi pani "jeżeli będę strzelała". Dlaczego "jeżeli"?

- Bo w moim życiu dzieje się wiele różnych rzeczy [Mauer wykłada na dwóch wrocławskich uczelniach, jest też radną miasta, działa w dwóch komisjach Polskiego Komitetu Olimpijskiego i - co dla niej najważniejsze - wychowuje dwójkę dzieci], a często jedna aktywność wyklucza drugą. Chciałoby się robić wszystko, ale cały czas nie wiem czy dam radę to pogodzić.

W Atlancie zdobyła pani złoto i brąz, w Sydney kolejne złoto, ale wiele razy powtarzała, że chciałaby spróbować powalczyć o kolejny olimpijski medal. Igrzyska w Rio de Janeiro w 2016 roku to wystarczająca motywacja, by dalej strzelać?

- Tak sobie myślę, że córka ma już 16 lat, więc nie potrzebuje ode mnie tak dużo czasu, jak kiedyś. Synek ma trzy lata i od września idzie do przedszkola. Mam nadzieję, że zaaklimatyzuje się w nim dużo szybciej niż córka. Ona ryczała przez pół roku, a ja chodziłam do tyłu (śmiech). Jak nie będę musiała przechodzić tego samego po raz drugi, to kiedy syn będzie spędzał czas w przedszkolu, ja będę mogła zająć się swoim treningiem bardziej profesjonalnie niż ostatnio. Muszę sprawdzić, na ile uda mi się wszystko poukładać, no i zainwestować w sprzęt.

Wspomniała pani o swojej córce. Urodziła ją pani zaledwie kilka miesięcy przed swoimi wielkimi sukcesami w Atlancie.

- Zgadza się, Natalka przyszła na świata 23 lutego 1996 roku, a w lipcu zaczęły się igrzyska.

Domyślam się, że walka o wyjazd do Atlanty i później olimpijskie przygotowania nie były dla pani łatwe, dlatego proszę powiedzieć, jak pani odbiera pomysł Nur Suryani Mohamed Taibi, a więc zawodniczki z Malezji, która w Londynie wystartuje w ósmym miesiącu ciąży.

- W ósmym miesiącu? Na pewno w ósmym?

Tak, termin porodu ma wyznaczony na 2 września.

- W jakiej konkurencji ona wystartuje?

W karabinie pneumatycznym, a kwalifikację zdobyła także w trzech postawach, ale z tego startu zrezygnowała, uznając, że duży brzuch za bardzo by jej przeszkadzał.

- Czyli w moim konkurencjach. Powiem szczerze, że sobie tego nie wyobrażam. Kiedy byłam w ciąży z Natalką, to startowałam do piątego miesiąca i radziłam sobie bardzo dobrze. Później zrezygnowałam, bo ruchy dziecka uniemożliwiały spokojne strzelanie. Nie wiem, jak ona założy spodnie strzeleckie, bo przecież w ósmym miesiącu ciąży rozsuwają się biodra, nie wiem też, jak zapnie kurtkę strzelecką. Naprawdę sobie tego nie wyobrażam. Na pewno będę kibicowała nie tylko naszym zawodniczkom, ale i tej dziewczynie. Strasznie się biedna poświęca i jestem dla niej pełna podziwu. Oby tylko nic jej się nie stało. Żeby przypadkiem nie urodziła na igrzyskach, bo podczas startów olimpijskich przeżywa się naprawdę wielkie emocje.

Dobrze życzyć będzie pani pewnie także strzelcom z Mongolii, którzy do igrzysk szykowali się na wrocławskiej strzelnicy, podobno jednej z najlepszych na świecie?

- Od kilku lat we Wrocławiu czynna jest całoroczna strzelnica. Mamy halę, w której możemy strzelać na odległość 50, 25 i 10 metrów. To znaczy, że możemy trenować zawsze, bez względu na pogodę. Dlatego przyjeżdża do nas coraz więcej zawodników. Poza trójką z Mongolii przez miesiąc trenowała u nas olimpijka z Singapuru, byli też zawodnicy z Armenii, Ukrainy i bodajże z Azerbejdżanu .

Czyli bazę na zgrupowania mamy? No bo chyba w strzelectwie formy nie trzeba szukać na dalekich wyjazdach?

- Jeśli chodzi o samą strzelnicę, to wystarcza nam ta, którą mamy we Wrocławiu. Koszt budowy takiej strzelnicy jest bardzo wysoki, dlatego cieszymy się, że mamy w kraju chociaż jedną, bo do niedawna nie było żadnej. Poza tym jeździmy jeszcze na zgrupowania kondycyjne, zazwyczaj w polskie góry - do Zakopanego albo do Szczyrku.

Po co strzelcom zgrupowania kondycyjne?

- Po sobie mogę powiedzieć, jak są ważne. Jeszcze na samo strzelanie ostatnio znajdowałam czas, trenowałam późnymi wieczorami. Ale na profesjonalny trening ogólnorozwojowy czasu mi nie wystarczyło. A on jest bardzo potrzebny, bo im wyższy poziom wytrenowania, tym niższe tętno spoczynkowe. W strzelectwie dochodzi do bardzo silnych emocji, więc tętno bardzo wzrasta. I pewne jest, że lepiej, kiedy ono rośnie z niższego pułapu, bo wtedy łatwiej dać z nim sobie radę. Dlatego strzelcom zaleca się sporty aerobowe, jak bieganie, bieganie na nartach, jazda na łyżwach, łyżworolkach, pływanie. My naprawdę musimy poprawiać ogólną wydolność organizmu.

Więcej o: