PKOl prosi państwo o pieniądze na olimpiadę. Igrzyska za tydzień...

Na tydzień przed rozpoczęciem igrzysk Polski Komitet Olimpijski otrzyma od państwa bezprecedensową zapomogę 600 tys. zł, żeby dopiąć budżet i wysłać sportowców do Londynu. - Spokojnie, zaraz będziemy mieć wielkiego sponsora - mówią w PKOl
Kilka dni temu PKOl przysłał do ministerstwa sportu wniosek o dofinansowanie wyjazdu 401-osobowej ekipy do Londynu - 218 zawodników i 183 osób towarzyszących. Ministerstwo poprosiło o dodatkowe dokumenty, ale - jak twierdzi wiceminister Jacek Foks - na pewno do pierwszej wielkiej fali odlotów olimpijczyków w przyszłym tygodniu pieniądze zostaną przelane na konto PKOl. Formalnie takie wsparcie jest możliwe dzięki zapisowi w ustawie o sporcie sprzed dwóch lat. Ale to sytuacja bez precedensu od upadku komunizmu - PKOl po 1989 r. nie prosił o pomoc finansową z budżetu.

Adam Krzesiński, sekretarz generalny PKOl, twierdzi, że komitet jest "w miarę stabilny finansowo" i że nie chodzi o to, że brakuje pieniędzy na zapłacenie faktur. - Jesteśmy bodaj jedynym komitetem olimpijskim w Europie, który dotąd nie korzystał z pomocy państwa - mówi "Gazecie" Krzesiński. - Państwo finansuje starty sportowców w mistrzostwach świata, Europy i innych zawodach, więc dlaczego nie miałoby wziąć na siebie części kosztów wyjazdu najważniejszej drużyny, czyli olimpijskiej - dodaje. Według niego te 600 tys. zł to tylko zabezpieczenie, choć jednocześnie nie wyklucza, że z takiej pomocy PKOl będzie korzystał w przyszłości.

Głównym zadaniem PKOl według statutu jest "zapewnienie uczestnictwa reprezentacji na igrzyskach olimpijskich". Budżet olimpijskiej wyprawy to ok. 10 mln zł, przy czym koszt wysyłki jednego reprezentanta - razem z jego strojem, zakwaterowaniem i biletem lotniczym - to ok. 15-17 tys. zł. Do tego dochodzą koszty wysłania 183 osób towarzyszących, w tym trenerów, lekarzy, ale też działaczy, a także nagrody itd. Roczny budżet PKOl w roku letnich igrzysk to w sumie ok. 18-20 mln zł. Resztę pochłaniają inne imprezy (np. igrzyska młodzieży), nad którymi komitet ma patronat i bieżąca działalność.

Dotąd PKOl był finansowany wyłącznie z programów sponsorskich. Igrzyska są prestiżową i ekskluzywną marką. Za prawo do wykorzystania blasku pięciu kółek olimpijskich sponsorzy na świecie są gotowi płacić grube pieniądze - globalni sponsorzy Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego dają co roku ok. 100 mln dol. Szacuje się, że 11 największych partnerów MKOl wpłaca w sumie ponad 1 mld dol.

Sponsorami PKOl, którzy składają się na 10 mln budżet wyjazdowy, są głównie polskie firmy z różnych branż: Totalizator Sportowy, Kompania Piwowarska, Orlen, Orange, Tauron. Oprócz nich są partnerzy , którzy dostarczają stroje, zapewniają samochody i przelot ekipy, opiekę medyczną i patronat medialny.

Strumień pieniędzy nie jest już jednak tak szeroki, jak kiedyś. Już kilka miesięcy temu Krzesiński mówił, że kryzys gospodarczy dotarł też do PKOl, właśnie poprzez mniejsze wpływy od sponsorów. Mówił to przy okazji ogłoszenia wysokości mniejszych niż w poprzednich igrzyskach nagród za medale. W tym roku za złoty medal sportowiec dostanie 120 tys zł, 80 tys. za srebro, 50 tys. za brąz. W Pekinie za złoto było 200 tys. zł i samochód osobowy, 150 tys. za srebro i 100 tys. za brąz. Nawet osiem lat temu w Atenach było więcej - 120 tys. zł i samochód za złoto.

Partnerzy też nie traktują już PKOl tak jak kiedyś. Na przykład LOT w poprzednich igrzyskach brał na siebie całość kosztów podróży. Teraz oferuje tylko zniżkowe bilety.

Kryzys to jedno, ale nasi rozmówcy wskazują, że poprzednikom szefa PKOl Andrzeja Kraśnickiego łatwiej było zapewnić większe wpłaty sponsorów, ze względu na ich pozycję w polityce i biznesie. - Stefan Paszczyk miał otwarte drzwi do ówczesnego prezydenta i zarazem człowieka sportu Aleksandra Kwaśniewskiego, którego jeden telefon mógł skłonić prezesa takiej czy innej firmy, niekoniecznie spółki skarbu państwa, do zainwestowania pieniędzy. Następca Paszczyka, Piotr Nurowski, miał wielkie wpływy biznesowe i umiał je wykorzystać - mówi jeden z naszych rozmówców, który chciał pozostać anonimowy.

Kraśnicki takich atutów nie ma. Jako działacz sportowy został wprowadzony na polityczne salony przez Krystynę Łybacką, ministra edukacji sportu w rządzie SLD - oboje działali w Poznaniu. Gdy Nurowski zginął w katastrofie smoleńskiej, Kraśnicki jako wiceprzewodniczący pełnił jego obowiązki, a potem - trochę z braku lepszych kandydatów - pozostał prezesem po wyborach.

- Znak olimpijski jest trudnym towarem dla sponsorów - mówi inny nasz rozmówca. - Wzmożone zainteresowanie pojawia się tak naprawdę raz na kilka lat. Ciężko jest to dobrze sprzedać.

Już w poniedziałek PKOl ma ogłosić jednak kolejnego sponsora, podobno bardzo mocnego. Usłyszeliśmy nawet, że może to być największy kontrakt w historii PKOl. Nieoficjalnie mówi się, że gdyby nie przeciągające się negocjacje, zapomoga z ministerstwa nie byłaby w ogóle potrzebna.