Londyn 2012. 40 funtów za mecz Egiptu z Białorusią? Nie, dziękuję

Organizatorzy igrzysk w Londynie wycofali ze sprzedaży pół miliona biletów na mecze piłki nożnej i będą zmniejszać trybuny na stadionach.
Część gazet pisze, że to pierwsza poważna porażka organizatorów, którzy liczyli, że sprzedadzą bilety na wszystkie konkurencje igrzysk. Przeliczyli się, bo ogromnej części biletów na piłkę nożną nie chce kupić nikt. Najtrudniej było zapełnić Millennium Stadium w Cardiff i Hampden Park w Glasgow, gdzie z 250 tys. biletów na wszystkie mecze udało się znaleźć chętnych na 80 tys.

Doskonale sprzedały się mecze drużyny brytyjskiej, w której zagra m.in. walijska gwiazda Manchesteru United Ryan Giggs, a także Brazylii czy Hiszpanii oraz spotkania w Londynie, gdzie grają głównie gospodarze, a potem odbędzie się faza pucharowa, ale chętnych, by zainwestować 40 funtów w bój Egiptu z Białorusią w Szkocji było już niewielu.

74,5-tysięczny obiekt w Cardiff zapełni się tylko raz, gdy Brytyjczycy zmierzą się z Urugwajem. Na innych meczach górna część trybun zostanie w ogóle zamknięta, podobnie ma być w Glasgow, Manchesterze, Newcastle i Coventry.

Komitet organizacyjny (Locog) twierdzi, że 1,6 mln sprzedanych już biletów to więcej niż na niedawnym Euro 2012, ale stadiony w Polsce i na Ukrainie były mniejsze niż brytyjskie kolosy, które w wielu przypadkach nie zapełnią się nawet w połowie.

Zbyt wysokie ceny biletów na mało atrakcyjne mecze to tylko jedna z przyczyn słabej sprzedaży. Po raz kolejny potwierdziło się, że futbol na igrzyskach jest traktowany przez fanów z przymrużeniem oka. Poza mocnymi sportowo i marketingowo reprezentacjami są też egzotyczne średniaki - np. Gabon i Honduras. W turnieju rywalizują drużyny do lat 23, uzupełnione jedynie trzema zawodnikami starszymi. Hiszpanie mają Juana Matę, Urugwajczycy - Luisa Suareza, Brazylijczycy - Neymara. Gdyby nie takie gwiazdy, bilety sprzedawałyby się pewnie jeszcze gorzej. MKOl i FIFA od dawna spierają się o to, jak pogodzić swoje interesy. Udział kilku starszych gwiazd to kompromis wywalczony przez MKOl. Stadionów jednak nie zapełnia.

- Biletów na piłkę nożną jest najwięcej, dlatego ich sprzedaż to zawsze duże wyzwanie. My poradziliśmy sobie i tak dużo lepiej niż nasi poprzednicy - stwierdził Sebastian Coe, szef Locog.