Londyn 2012. Hoogenband: Phelps pokona Bolta

- Pamiętam wyścig na 200 m stylem zmiennym. Lochte wygrał, bijąc rekord świata. Wtedy popatrzyłem na twarz Phelpsa i zobaczyłem wściekłość - tak Pieter van den Hoogenband wspomina ubiegłoroczne mistrzostwa świata w pływaniu w Szanghaju. Trzykrotny mistrz olimpijski uważa, że na igrzyskach w Londynie Michael Phelps przyćmi nie tylko Ryana Lochtego, ale też Usaina Bolta. Do walki o olimpijskie laury ekspert Eurosportu typuje naszego Konrada Czerniaka, a kciuki trzyma za Otylię Jędrzejczak. - Wierzę, że ona przygotuje coś wspaniałego, na co z przyjemnością będzie można popatrzeć - mówi były rekordzista świata na 100 i 200 m stylem dowolnym
Łukasz Jachimiak: Polscy pływacy nie są potęgą i olimpijskich zawodów w Londynie nie zdominują, ale może coś ciekawego powiesz mi również o nich, a nie tylko o Michaelu Phelpsie i innych gwiazdach?

Pieter van den Hoogenband: Znam waszych pływaków i chętnie porozmawiam o moich przyjaciołach z Polski. Słucham pytań.

Widzisz kogoś z naszej kadry w gronie faworytów do podium?

- Oczywiście, przecież wasze pływanie ma swoją tradycję i na każdych zawodach walczycie o najwyższe miejsca. Na pewno także w Londynie włączycie się do medalowej rywalizacji. A właśnie - na kogo wy sami najmocniej liczycie?

Naszym liderem jest w tej chwili Konrad Czerniak. Co możesz o nim powiedzieć?

- To bardzo dobry i naprawdę wyjątkowo utalentowany pływak. No i jego trenerem jest mój stary kolega Bartek Kizierowski. Gdzie oni teraz pracują? W USA?

W Hiszpanii, a w grupie Kizierowskiego jest też m.in. Otylia Jędrzejczak.

- Świetnie, że powstała mocna grupa. Jeśli będziecie pracować w taki sposób, to wkrótce z każdych igrzysk będziecie przywozić po kilka medali.

Wróćmy do Czerniaka, bo tak naprawdę w Londynie tylko on jest naszym pewniakiem do podium. A to dlatego, że przed rokiem na mistrzostwach świata w Szanghaju w wyścigu na 100 m stylem motylkowym przegrał jedynie z Michaelem Phelpsem.

- Pamiętam, że szczególnie w półfinałach wyglądał na pełnego wigoru, wtedy miał czas minimalnie gorszy od Phelpsa, a ja typowałem, że będzie miał medal. To naprawdę świetny chłopak, w Londynie ma duże szanse na podium, a może nawet wywalczy złoto.

Nie wierzysz w Phelpsa? Przed mistrzostwami świata w Szanghaju twierdziłeś, że zawody zdominuje multimistrz olimpijski, ale Phelps znalazł się w cieniu Ryana Lochtego. Spodziewasz się, że i w Londynie Phelps nie zachwyci?

- Kiedy oglądałem ostatnie mistrzostwa, nie miałem wątpliwości, że to Lochte jest ich gwiazdą. I to była niespodzianka. Dobrze pamiętam wyścig na 200 m stylem zmiennym. Lochte go wygrał, bijąc rekord świata. Wtedy popatrzyłem na twarz Phelpsa i zobaczyłem wściekłość. Lochte ukradł mu show. To było coś, co Phelpsa zmotywowało do pracy nad formą na igrzyska. Myślę, że on właśnie czegoś takiego potrzebował.

Czyli uważasz, że Phelps nie poprzestanie na 14 złotych medalach olimpijskich, jakie zdobył do tej pory?

- Na pewno zostanie człowiekiem, który będzie miał najwięcej olimpijskich medali w historii [teraz ma ich 16, lepsza jest tylko Larysa Łatynina, gimnastyczka ze Związku Radzieckiego, która na olimpijskim podium stawała 18-krotnie]. Myślę, że w bezpośredniej walce o miano najlepszego pływaka igrzysk pokona Lochtego. On jest bardzo doświadczony, ma świetnego trenera, obaj wiedzą, co zrobić, żeby sięgać po kolejne sukcesy. Wygra też dlatego, że chce się zrewanżować za porażkę z Szanghaju. Jestem przekonany, że przez ostatni rok strasznie ciężko pracował. Spodziewajmy się więc, że zabierze nas do świata fantastycznych wyników. Może dać nam nowe rekordy. Jestem przekonany, że jego występy w Londynie będę pamiętał do końca życia.

Na który z tych występów czekasz najbardziej? Gdzie według ciebie padną rekordy świata, o które ciężko, odkąd pływacy nie mogą startować w zaawansowanych technologicznie kostiumach?

- Bardzo mocno nastawiam się na 200 m stylem zmiennym. Już o tym dystansie mówiliśmy. Lochte pobił rekord świata, więc Phelps zrobi wszystko, żeby mu go odebrać. Poza tym mam wielką nadzieję, że rekord padnie na 100 metrów stylem dowolnym. W konkurencji, w której czułem się najlepiej, bliski najlepszego wyniku w historii [46,91 s popłynął w 2009 roku Brazylijczyk Cesar Cielo Filho] jest James Magnussen. Pływa fantastycznie, sposób, w jaki radzi sobie z presją, a także jego siła i świetna technika robią na mnie naprawdę duże wrażenie. Dla mnie rekordem świata długo był wynik 47,84 s, bo ten czas został osiągnięty w normalnym stroju [Hoogenband ustanowił go w 2000 roku, na igrzyskach olimpijskich w Sydney, a szybciej popłynął dopiero osiem lat później Alain Bernard, ale Francuz startował w stroju, który dziś jest zakazany]. Magnussen popłynął już nawet szybciej w Szanghaju, startując w sztafecie osiągnął czas 47,49 s. Byłoby miło, gdyby teraz był jeszcze szybszy.

W Pekinie na 100 m stylem dowolnym wygrał Alain Bernard. Teraz wystąpi tylko w sztafecie na tym dystansie. To chyba jedno z większych rozczarowań?

- Byłem bardzo zaskoczony, kiedy okazało się, że w krajowych eliminacjach Bernard nie zdobył prawa obrony olimpijskiego złota. Kiedy zdobywasz mistrzostwo, to powinieneś bronić tytułu, a on teraz nie ma na to najmniejszych szans. Na pewno jednak Bernard będzie bardzo ważny dla swojej sztafety, dobrze, że popłynie chociaż w niej.

W Londynie nie zobaczymy też twojego wielkiego rywala Iana Thorpe'a. Australijczyk próbował wrócić, ale nie zakwalifikował się do swojej reprezentacji.

- Dla mnie to bardzo duży zawód. My się przyjaźnimy, bardzo dobrze mu życzę i mocno liczyłem na to, że w Londynie będę mógł mu kibicować. Ale pływanie takie właśnie jest - Thorpe nie jest już tak szybki jak kiedyś, dlatego jego miejsce w kadrze zajęli zwyczajnie lepsi koledzy jak choćby Magnussen. Oni bardziej zasłużyli na miejsce w drużynie. W tej sytuacji trzeba szukać pozytywów. Na przykładzie Thorpe'a można udowodnić, że pływanie to bardzo ciężki sport, w który trzeba się bardzo mocno zaangażować. Ian był świetny przez wiele lat, ale chyba dobrze widzieć, że nawet pływacy z absolutnego szczytu potrzebują wielu godzin treningów, by znów być w dawnej, dobrej kondycji. Że to nie przychodzi tak łatwo, że tu prostego powrotu nie mają nawet najwięksi mistrzowie.

Naszą pływaczką wszech czasów jest Otylia Jędrzejczak. Według ciebie stać ją jeszcze na powrót do czołówki?

- Mam nadzieję, że tak. Ona przebyła bardzo długą drogę i jest niezwykle twarda. Ta dziewczyna wie, co znaczy prawdziwa walka i na pewno bardzo ciężko trenuje. Wierzę, że w Londynie znów będzie w dobrej formie, że przygotuje coś wspaniałego, na co z przyjemnością będzie można popatrzeć. Naprawdę jej występów oczekuję z niecierpliwością.

Cztery lata temu w Pekinie była w formie, ale zajęła dopiero czwarte miejsce. Tak jak ty.

- Tak, dobrze to pamiętam (śmiech). I mówię ci, ta dziewczyna jeszcze ma szansę, bo to naprawdę fantastyczna zawodniczka.

Komu dajesz większe szanse w wyścigu o miano największego bohatera igrzysk - Phelpsowi czy Usainowi Boltowi?

- Myślę, że gwiazdą będzie Phelps. Uważam tak nie dlatego, że jestem byłym pływakiem, ale dlatego, że kiedy patrzę na sposób biegania Bolta, to nie widzę już tego, co widziałem, kiedy pokonywał wszystkich w Pekinie. Jego konkurenci jak Yohan Blake czy Walter Dix są coraz bliżej. Oczywiście Bolt nadal jest najlepszy, ale już aż tak bardzo nie dominuje. A Phelps jest naprawdę bardzo zmotywowany, na pewno zdobędzie kilka złotych medali i zrobi to w wielkim stylu. Jest przekonany, że stać go na niesamowite wyniki.