Siatkówka. Ireneusz Mazur: Medal siatkarzy w Londynie realny

Ta kadra to zbiór osobowości, które mają ogromną potrzebę zwyciężania, nakręcają się na treningach, na meczach i same sobie narzucają tempo i cele - mówi Ireneusz Mazur, były trener reprezentacji
Łukasz Cegliński: Czy Polska znalazła patent na Brazylię?

Ireneusz Mazur: O patencie mówić nie można, ale niewątpliwie Polacy otrząsnęli się z tego niewygodnego przekonania, że z Brazylią nie można wygrać. Jarzmo porażek długo ciążyło, ale już go nie ma. Trzeba jednak zauważyć, że o ile oba zespoły budują formę na igrzyska, to Brazylijczycy są w trudniejszej sytuacji. Przed Ligą Światową trenowali krótko i traktują ją jako przygotowania. W Katowicach grali bez Giby i Vissotto, a na dodatek po długiej przerwie wraca Ricardo. Brazylia długo szukała jego następcy, ale po kilku latach wciąż była w martwym punkcie. Znów więc sięgnęła po niego. Widać, że dopiero odbudowuje swój styl. My potrafimy ostatnio wykorzystać ich problemy.

W jaki sposób?

- W Spodku wpływ na wynik miała atmosfera. To ważne, ale oczywiście trzeba jeszcze grać. I Polacy grali - po pierwsze, mieli bardzo wyrównaną szóstkę. Jeśli następowało jakieś zachwianie, to trener Andrea Anastasi szybko reagował, wprowadzając Michała Kubiaka za Bartosza Kurka i Grzegorza Kosoka za Marcina Możdżonka. Te zmiany dały drużynie kopa. Po drugie, świetnie grał atakujący Zbigniew Bartman. Po trzecie, wiadomo, że Brazylijczycy są mistrzami gry obronnej, ale my w niedzielę w tym elemencie z nimi nie przegraliśmy. Dzięki Michałowi Winiarskiemu momentami ich przewyższaliśmy. Do tego wykorzystaliśmy grę z kontry.

A zagrywka? Jakub Jarosz, Bartman i Winiarski w kluczowych momentach serwowali asy.

- Nie da się przewidzieć tak świetnej zagrywki w każdym meczu. W niedzielę to się udało, każdy ze zwycięskich, zaciętych setów kończyliśmy punktującą zagrywką lub asem. Ale ile w tym było szczęścia, a ile już reguły - trudno powiedzieć. Brazylia też ma potencjał do takiej gry, ale w niedzielę to Polacy byli skuteczniejsi.

W Spodku wiele mówiło się o skutecznym systemie gry, który wprowadził Anastasi. Na czym on polega?

- Najprościej? Jest to system wygrywania. Reprezentacja to zbiór osobowości, które mają ogromną potrzebę zwyciężania. To niby podstawowa cecha każdego sportowca, ale w praktyce bywa z tym różnie. Bartman, Kurek, Łukasz Żygadło i każdy kolejny siatkarz tworzą grupę, która się nakręca na treningach, na meczach. Nie uznają świętości, nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Umiejętne podsycanie emocji przez sztab szkoleniowy sprawia, że ta grupa sama sobie narzuca tempo i cele.

Anastasi w poprzednim sezonie trzykrotnie poprowadził zespół na podium wielkich imprez, ma pełne prawo wytyczania kierunku. Na zasadzie: "Pokazałem wam, jak można wygrywać. Zaufajcie mi, idźcie za mną, dojdziemy do sukcesów". Siatkarze za nim idą.

Co jest wizytówką zespołu?

- Zmienność zagrywki, rytm gry, taktyka - one w zespołach ze światowej czołówki są do siebie zbliżone. Różnice polegają na jakości wykonawców oraz na połączeniu ich w drużynę. Na każdej pozycji mamy zawodnika, a nawet zawodników na wysokim poziomie techniczno-taktycznym, o dobrych warunkach fizycznych, z ogromną potrzebą wygrywania. Niektórych nie bałbym się nazwać wybitnymi. A liderzy - Bartman, Kurek czy Winiarski - rosną w trakcie spotkań.

Da się porównać kadry Raula Lozano, Daniela Castellaniego i obecną trenera Anastasiego?

- Ta obecna nie miała jeszcze momentu słabości. Nie wiemy, jak w takiej sytuacji by zareagowała. Reprezentacja się rozwija - każdy trener wnosił różny rodzaj pracy, preferował inne relacje z zawodnikami i osiągał dobre wyniki. Ale niezależnie od zmian, od wzlotów i upadków, ta reprezentacja ciągle idzie do góry. Budowanie zwycięskiego zespołu wygląda trochę jak drążenie tunelu w skale - najpierw trzeba się wwiercić, potem drążyć, a na końcu przebić na drugą stronę. I każdy etap wymaga trochę innej pracy, innego podejścia.

Co mogą osiągnąć Polacy w Londynie?

- Mają potencjał do walki o medale - dla drużyny jest to cel numer jeden. Nie marzenie, tylko realne założenie. Zdobyć medal będzie bardzo trudno, ale uważam, że ta grupa - jeśli nie będzie problemów z kontuzjami i innych zawirowań - ma na to dużą szansę.