Pływanie. Usielski: Wynik Otylii będzie zauważony

Po pływackich mistrzostwach Polski, które we wtorek zakończyły się w Olsztynie, pewnych miejsca w kadrze na igrzyska w Londynie jest tylko siedmiu zawodników. Minimum wyznaczonego przez Polski Związek Pływacki nie wypełniła m.in. Otylia Jędrzejczak. Jednak mistrzyni olimpijska z Aten, z 2004 roku, odpowiednio szybko w tym sezonie już popłynęła, choć nie w wyznaczonych przez związek zawodach. Czy to wystarczy, by nasza gwiazda znalazła się w kadrze na Londyn? - Na pewno wynik Otylii będzie zauważony - mówi prezes Polskiego Związku Pływackiego, Krzysztof Usielski.
Łukasz Jachimiak: Na mistrzostwach Polski w Olsztynie Otylia Jędrzejczak nie uzyskała minimum olimpijskiego wyznaczonego przez Polski Związek Pływacki. Mimo to trudno wyobrazić sobie kadrę na Londyn bez naszej najlepszej pływaczki w historii. Kiedy dowiemy się czy Jędrzejczak pojedzie na swoje czwarte igrzyska?

Krzysztof Usielski: Procedura zatwierdzenia składu będzie trwała. 17 maja zbierze się zarząd Polskiego Związku Pływackiego i przygotuje propozycję składu. Jednak jego zatwierdzenie nie leży w naszych kompetencjach. Propozycja zarządu trafi do Polskiego Komitetu Olimpijskiego i do Ministerstwa Sportu i Turystyki. Zarząd PKOl ostateczny skład zatwierdzi chyba na początku lipca

Jaka będzie ta propozycja?

- Na razie nie mogę na ten temat mówić. Proszę o cierpliwość do 17 maja.

Rozumiem, że nie może pan wypowiedzieć się za cały zarząd, ale prywatnie uważa pan, że Otylia zasługuje na to, by pojechać na kolejne igrzyska?

- Nie, nie, prywatnie też nie chcę nic mówić. Proszę zaczekać do 17 maja, wtedy będzie oficjalne stanowisko związku.

W marcu, na zawodach przedolimpijskich w Londynie, Otylia osiągnęła czas lepszy o ponad sekundę od wyznaczonego przez związek minimum. Chyba warto o tym pamiętać?

- Na pewno ten wynik jest zauważony i będzie zauważony. Norma została zrobiona na poważnych zawodach, więc to na pewno jest ważne. Ale w tej chwili w tej sprawie nic więcej nie mogę powiedzieć.

Po ostatniej imprezie, na której polscy pływacy mogli kwalifikować się do olimpijskiej reprezentacji, pewnych udziału w igrzyskach jest tylko siedmiu pływaków. Cztery lata temu w Pekinie mieliśmy 17-osobową kadrę.

- Ale jeszcze trwa procedura kwalifikacji sztafet. Sztafety 4 x 200 stylem dowolnym u kobiet i mężczyzn na razie zajmują miejsca premiowane występem w Londynie, ranking się zamyka z końcem maja, także trzymamy kciuki, nerwów dużo już nie zostało, a szanse są. Jeśli byłyby te dwie sztafety czy chociaż jedna, to skład się zwiększy.

Gorzej, że sztafetę kobiet tak naprawdę trudno byłoby utworzyć, biorąc pod uwagę fakt, że żadna z nich nie uzyskała indywidualnej kwalifikacji na igrzyska.

- Rzeczywiście nie jest to dobra sytuacja. Ale sztafety tym się charakteryzują, że startują w nich zawodnicy, którzy indywidualnie nie osiągają wielkich sukcesów, a jednak w drużynie pływają lepiej. Niewiele jest krajów na świecie mających zespoły składające się z samych gwiazd. Najsilniejsze federacje mają taki luksus, ale jest ich tylko kilka, a pozostałe, tak jak my, dysponują wyrównanymi składami i na tym bazują.

Polskie pływanie ma kłopoty, ale mimo wszystko mamy nadzieje na lepszy występ zawodników niż w Pekinie.

- O liczbie zawodników już mówiliśmy, ale nie wchodząc w szczegóły, żeby nie zapeszyć, chcę powiedzieć, że wierzę w poprawę wyniku z Pekinu. Tam mieliśmy miejsce czwarte, szóste, ósme. Jestem przekonany, że teraz będzie lepiej. Medal jest sprawą najważniejszą i jest bardzo poważna szansa na ten medal.

Liczy pan na Konrada Czerniaka?

- Z rankingów wynika, że jest faworytem do medalu, tak też oceniają sytuację fachowcy. Wszyscy widzą, że on jest w formie, oby podczas zawodów to potwierdził.

Paweł Korzeniowski zapowiada, że on też stanie na podium. Na mistrzostwach Polski wielkiej formy nie pokazał.

- On od dłuższego czasu przygotowuje się, realizując indywidualny program, trenuje bardzo solidnie, a powiedziałbym, że te mistrzostwa jednak były dla niego zastrzykiem optymizmu. Na ostatniej zmianie sztafety mężczyzn 4 x 200 m stylem dowolnym popłynął bardzo mądrze, jak przystało na doświadczonego zawodnika i do tego bardzo skutecznie. Wtedy powiało optymizmem. Nawet ci, którzy wcześniej sceptycznie przyglądali się jego przygotowaniom i startom, w tym momencie patrzyli na niego z uznaniem. Liczymy, że spokojne przygotowania w ciszy, bez fajerwerków, dadzą bardzo dobry start olimpijski.

W Mateusza Sawrymowicza, którego w Olsztynie nie było, też pan wierzy?

- Nie potrafię ocenić go od strony sportowej. Mam z nim codzienny kontakt, ale od dwóch lat przygotowuje się z dala od nas, w innym systemie. Jednak to zawodnik doświadczony, ufamy i jemu, i jego trenerowi. Jest bardzo ambitny, po mistrzostwach Europy w Szczecinie, gdzie miał bardzo dobry występ [zdobył złoty medal], wrócił do USA znakomicie umotywowany, dlatego myślę, że jest na dobrej drodze do wysokiej formy w Londynie. W tej chwili trenuje w Los Angeles, a wkrótce dołączy do Pawła Korzeniowskiego na zgrupowanie wysokogórskie w Arizonie. W takim zgrupowaniu uczestniczył już w zeszłym sezonie, dało bardzo dobry efekt, teraz powinno być podobnie. W ogóle ci zawodnicy, którzy są pewni startu w Londynie, są już bardzo doświadczeni, zmotywowani, także jestem przekonany, że zrobią wszystko, żeby przygotować najwyższą formę.

A co z tymi niepewnymi? Związek zgłosi ich do kadry 17 maja i aż do lipca będą musieli żyć w niepewności, czekając na ostateczną decyzję PKOl?

- Każdy przypadek jest inny, trochę niepewności będzie. Jak zgłosimy skład, będziemy się spotykali z różnymi gremiami konsultacyjnymi. Nie będzie tak, że nagle jakieś zaskakujące rzeczy będą się działy podczas zarządu PKOl, bo byłoby to niepoważne. Wszystko będzie skonsultowane, przygotowane, więc my się będziemy wcześniej przybliżali do tego ostatecznego składu.

Krótko mówiąc, PKOl raczej zdaje się na opinię związków i przychyla się do tego, co związki proponują?

- Tak to wygląda.

Igrzyska Olimpijskie w Londynie » - zobacz specjalny serwis Sport.pl