Londyn 2012. Żeglarstwo. Szukając dobrego wiatru

- Prędkość, akcja, nieprzewidywalność, niebezpieczeństwo - tak klasę 49er opisuje trener kadry Paweł Kacprowski, olimpijczyk z Sydney w 2000 r.
O tym, kto pojedzie do Londynu, zadecyduje rywalizacja między trzema polskimi załogami w trojgu tegorocznych regat.

W pierwszym etapie - regatach Pucharu Świata 43. Trofeo Princessa Sofia na Majorce - najlepiej żeglowali Łukasz Przybytek i Paweł Kołodziński, którzy zawody ukończyli na dziewiątym miejscu. Marcin Czajkowski i Jacek Piasecki - to oni, zajmując w mistrzostwach świata 12. miejsce, wywalczyli awans na igrzyska dla Polski - w dwóch ostatnich wyścigach rundy finałowej popełnili błąd, który kosztował ich karę falstartu. Regaty ukończyli na 18. pozycji.

Trwają regaty w Hyeres we Francji, gdzie oprócz zespołów Przybytek - Kołodziński i Czajkowski - Piasecki wystartują też Tomasz Januszewski i Jacek Nowak.

Liczyć się jeszcze będą majowe mistrzostwa świata w chorwackim Zadarze. Najlepsza polska załoga tych trojga regat pojedzie do Londynu, a właściwie do Weymouth, gdzie odbędzie się olimpijska rywalizacja.

Anna Bartosiewicz: Łódka klasy 49er uznawana jest za najszybszą i najefektowniejszą z klas olimpijskich, za Formułę 1 żeglarstwa. Na czym polega jej specyfika?

Paweł Kacprowski: To jacht, który przyciąga uwagę. Nawet gdy stoi wyciągnięty na brzeg, zaciekawia wyglądem. Niezwykle wąski kadłub z dziwnymi skrzydłami - podwójnym trapezem. Na wodzie dochodzą do tego ogromne kolorowe żagle. Dodatkowo 49er łatwo się przewraca w bardzo spektakularny sposób.

Ta skrzydlata konstrukcja to ogromne prędkości. Jakie umiejętności muszą przyswoić zawodnicy, którzy chcą się ścigać się na 49erze?

Trzeba poświęcić mnóstwo czasu na trening. Żeglowanie na 49erze to współczesny sport w pełnym tego słowa znaczeniu. Trzeba mieć dobre warunki fizyczne, być sprawnym, silnym, mieć koordynację ruchową. Tu jest prędkość, dynamika, nieprzewidywalność, akcja i niebezpieczeństwo.

Obecnie w Polsce ściga się zaledwie kilka 49erów. W kadrze narodowej są tylko trzy zespoły. Jak wygląda przyszłość tej klasy u nas?

Chętnych do żeglowania na tej łódce jest dużo więcej niż sprzętu, jaki mamy w kraju. Niestety, nie należy on do najtańszych. Ale jest nadzieja, że tych jachtów na naszych wodach będzie przybywać. 49er to jedna z najszybciej rozwijających się klas we współczesnym żeglarstwie, dlatego już dziś ma zagwarantowany udział w igrzyskach olimpijskich w 2016 roku w Rio de Janeiro. Zainteresowanie stale rośnie. O to nam chodzi.

Jak wypadają Polacy na tle światowej konkurencji? Jak pan ocenia poziom rywalizacji w klasie 49er podczas regat Pucharu Świata na Majorce?

Wiele państw tak jak my ma teraz wewnętrzne eliminacje, inne kraje w maju walczyć będą o prawo startu w Londynie. Poziom i emocje są bardzo wyśrubowane. Cieszy mnie, że zawodnicy 49er Team Polska pływają szybko i coraz częściej kończą wyścigi z przodu stawki.

Na mistrzostwach świata w Perth kwalifikację olimpijską dla kraju wywalczyli Marcin Czajkowski i Jacek Piasecki. Natomiast na Majorce lepiej żeglowali Łukasz Przybytek i Paweł Kołodziński. Trwają regaty PŚ w Hyeres, niedługo finisz zmagań o paszport na igrzyska. Jak układa się współpraca między zawodnikami?

Od dwóch lat trzy załogi trenują razem. Od początku przygotowywałem ich na to, że przyjdzie czas, kiedy będą musieli rozstrzygnąć między sobą, kto będzie reprezentował tę grupę na igrzyskach. Mimo że konkurują o ten zaszczyt, to na każdym treningu jesteśmy wspólnie.

Atuty naszych zawodników?

W każdych warunkach potrafią żeglować szybko i skutecznie. Myślę, że z każdym wyścigiem będą nabierać pewności.

Marcin Czajkowski dwukrotnie startował w igrzyskach na 49erze. W 2004 roku w Atenach zajął 18. miejsce, w 2008 w Pekinie był 16. Natomiast jego załogant Jacek Piasecki to medalista mistrzostw świata i Europy juniorów w klasie Formuła Windsurfing oraz w Windsurfingu Zimowym. Pomysł zamiany deski na jacht zrodził się w 2010 roku. Jak układa się współpraca w tak oryginalnie dobranym zespole?

Skojarzenie tych dwóch osób było ryzykownym posunięciem. Już różnica wieku mogła być kłopotem [Marcin ma 30 lat, Jacek - 19]. Jacek jest jednak sportowcem o nieprzeciętnych zdolnościach, a Marcin doświadczonym zawodnikiem. Uważam, że wspólnie mogą wiele osiągnąć. Obaj włożyli ogrom pracy w trening.

Na desce Jacek nie miał partnera. Tu konieczna jest współpraca. Poza tym żeglowanie na 49erze to inny wysiłek niż w windsurfingu. Jak Jacek radził sobie z przyswojeniem tajników żeglugi? Co pozwoliło im razem z Marcinem wywalczyć kwalifikację olimpijską dla kraju?

Jacek ma niezwykłe zdolności ruchowe, czuciowe. Wiele lat spędził na wodzie, odnosząc sukcesy. Ale faktycznie, 49er to inna bajka. Na początku młodemu chłopakowi brakowało siły, ale odpowiedni trening i godziny spędzone na wodzie zrobiły swoje. Jacek mimo wieku ma w sobie sportowego ducha, duży spokój, pewnego rodzaju dojrzałość, której brakuje jego rówieśnikom.

W sezonie 2009-10 współpracował pan z Bawarską Federacją Żeglarską, trenując głównie załogę 49era. Czy można porównać zgrupowania organizowane w Niemczech do tych, na które wyjeżdżają Polacy?

Pracując w Bawarii, nie miałem obowiązków związanych z organizacją zgrupowań, transportem sprzętu. Wszystko to leżało w gestii Bawarskiej Federacji lub zawodników. Ja pakowałem torbę i dolatywałem na miejsce zgrupowania. Tylko czasem musiałem w czymś pomóc. Teraz mam dużo więcej obowiązków. A co do samych zgrupowań, to nie ma różnicy. Ja decydowałem, co i jak robiliśmy, więc praca była solidna. Wiele zależy od zawodników, na ile są zdeterminowani. W Polsce mamy wspaniałych ludzi, którzy są równie zdolni jak ci za granicą. Tylko właściwe podejście, wytrwałość, cierpliwość są potrzebne, aby doprowadzić ich do dobrych wyników.

Z Marcinem Czajkowskim rywalizował pan ostro o prawo startu na igrzyskach w Atenach w 2004 r. Jak układają się dziś wasze relacje?

Traktuję go jak każdego zawodnika. Nie zawsze wszystko idzie, jak należy, czasem trzeba sobie pewne rzeczy wyjaśnić i przedyskutować. Tak samo jest z Łukaszem, Pawłem, Tomkiem czy Jackami.