Sport.pl

Podnoszenie ciężarów. Choroś: W kadrze nie ma konfliktów

- Między mną a zawodnikami nie ma żadnych animozji - mówi trener męskiej reprezentacji Polski w podnoszeniu ciężarów. Na rozpoczynających się w poniedziałek w Turcji mistrzostwach Europy nie wystąpią największe gwiazdy polskiej sztangi.
Łukasz Jachimiak: Trener kadry kobiet Ryszard Soćko zabiera na Mistrzostwa Europy wszystkie najlepsze zawodniczki, a w pana ekipie nie ma liderów. Dlaczego?

Mirosław Choroś: My inaczej przygotowujemy się do igrzysk . U dziewczyn występ w Turcji jest traktowany jako etap przygotowań do startu w Londynie. Natomiast najlepsi faceci przygotowują się do igrzysk bezpośrednio, szykując formę tylko raz - na początek sierpnia. Dlatego te mistrzostwa nie były uznane dla nich za etap przygotowań.

Pięć miejsc z sześciu jakie pańska kadra ma zagwarantowane w Londynie jest zajętych przez zawodników, których nie będzie w Turcji. Ci, którzy jadą na mistrzostwa Europy, mają szanse na przyzwoite wyniki?

- Miejmy nadzieję, że te pięć miejsc będzie zajętych, że faworyci dotrwają przede wszystkim bez kontuzji i będą w dobrej formie, ponieważ oni w Londynie mogą walczyć o wysokie miejsca. Ci, którzy jadą do Turcji, będą walczyć o zakwalifikowanie się do reprezentacji olimpijskiej. Jadą zaprezentować się jak najlepiej.

Prezes związku Zygmunt Wasiela raczej w tę ekipę nie wierzy. Mówi, że nie podoba mu się skład kadry na mistrzostwa.

- Prezes dba o dobro związku, chce jak najwięcej medali. Natomiast my, trenerzy, ze szkoleniowego punktu widzenia uznaliśmy, że tak doświadczeni i znający swój fach sztangiści nie muszą się przecierać i udowadniać swej wartości w tym okresie. Mamy listy startowe mistrzostw Europy i nie ma na nich praktycznie żadnego pretendenta do medalu w Londynie. Tak więc cała Europa szykuje się jak my, co potwierdza słuszność przyjętej przez nas koncepcji.

Skoro obsada będzie słaba, dlaczego prezes się martwi? Nasi dublerzy powinni walczyć o medale z dublerami gwiazd z innych krajów.

- Obsada nie będzie słaba, bo są kraje, które mogą wystawić bardzo mocne drugie czy nawet trzecie reprezentacje. Na przykład Rosjanie zgłosili zawodników, z których pewnie żaden nie pojedzie na igrzyska, ale uzyskiwane przez nich rezultaty są niewiele gorsze od tych, jakie osiągają ci najlepsi. Zgłoszony do startu w kategorii 105 kg Dawid Bedzhanyan pobił ostatnio rekord świata w podrzucie. My mamy młodych zawodników. Wszyscy którzy pojadą do Turcji, do kadry przyszli w ciągu ostatniego roku, dwóch, góra trzech lat. Kiedy obejmowałem stanowisko trenera po igrzyskach w Atenach, jednym z moich priorytetów było zbudowanie nowej, młodej reprezentacji.

Stworzył pan kadrę, ale nie odpowiada pan za jej najlepszych zawodników. Dołęga, Zieliński, Kasabijew - oni trenują z innymi szkoleniowcami.

- No cóż, mamy klub Londyn, różne są o nim opinie. W każdym razie tym najlepszym stworzono optymalne warunki, by ich start w Londynie był medalodajny. Każdy zawodnik mógł wskazać swojego trenera, lekarza, masażystę. Ja to wszystko koordynuję, razem trenujemy na zgrupowaniach. Kadra jest jedna, wszystkim zależy na dobrym występie w sierpniu.

Czyli pomaga pan na przykład Dołędze i jego trenerowi?

- Pomagamy sobie nawzajem. Na ostatnich mistrzostwach świata Marcin nie startował, ale był z nami, by wspomóc młodszych kolegów. Po mistrzostwach Europy będziemy na zgrupowaniach razem, stworzymy większy sztab szkoleniowy. Nie widzę w tym nic złego, wręcz przeciwnie.

Jak odnoszą się do pana zawodnicy? Szymon Kołecki wypowiada się o panu niepochlebnie. - Między mną a zawodnikami nie ma żadnych animozji. Kołecki niejednokrotnie publicznie stwierdzał, że w Polsce według niego nie ma ani jednego dobrego trenera. Obiektem jego ataków nie jestem tylko ja. Kiedyś zebrał wokół siebie kilka osób z którymi występował przeciwko mnie. Po kilku miesiącach pozostał sam.

Po Londynie prezes Wasiela zapowiada ocenę systemu, w którym zawodnicy prowadzeni są przez różnych szkoleniowców i nawet na zgrupowaniu kadry nie podlegają jej trenerowi. Będzie wprowadzony przymus pracy na obozach reprezentacji z panem?

- Prezes Wasiela jako członek zarządu PKOl często wspomina o ocenie tego systemu, czyni to niejako z urzędu i ma na myśli wszystkie dyscypliny olimpijskie. Na pewno chce zweryfikować pracę i zasady funkcjonowania klubu Londyn pod kątem kolejnych igrzysk. Na ten temat na pewno będą dyskusje. Natomiast jeśli chodzi o drugą część pytania, to nigdy tak nie było, żeby ktoś musiał ze mną współpracować. W klubie Londyn zawodnik oficjalnie ma swój osobno finansowany sztab, a wszyscy pozostali mają swoich trenerów klubowych, którzy ich wychowali, pracowali z nimi wiele lat. W ramach każdego zgrupowania mamy zapewnione środki na pobyt tych trenerów. Praca na kadrze jest ściśle powiązana z pracą w klubie, bo wszystkim nam chodzi o dobro zawodnika.

Trener nie ma autorytetu i doświadczenia, ale sztangiści zdobędą olimpijskie medale - twierdzi Szymon Kołecki »


Więcej o: