Sport.pl

Zbigniew Boniek o Galerii Sławy: Sztuką w sporcie jest wygrać, a nie tylko być dobrym

- Sportowców, którzy skończyli kariery, szanuję za to, co w nich osiągnęli, a nie za to, jacy byli. My w Polsce lubimy mówić o kimś: ?O, jaki to jest dobry sportowiec! O, jaki to znakomity zawodnik!?. Ale na koniec rachunek jest prosty - jak nic nie wygrałeś, to nie masz, czego schować do gabloty, nie masz, czym się szczycić - tak wyróżnienia Galerii Sławy komentuje dla Sport.pl były wybitny piłkarz Zbigniew Boniek.
W poniedziałek do Galerii Sławy Polskiego Sportu dołączyło dziesięć osób: Leszek Blanik, Adam Małysz, Justyna Kowalczyk, Otylia Jędrzejczak, wioślarze Adam Korol, Marek Kolbowicz, Michał Jeliński, Konrad Wasielewski (czwórka podwójna) oraz Robert Sycz i Tomasz Kucharski (dwójka podwójna wagi lekkiej). W gronie kandydatów byli także m.in. Jerzy Dudek, Małgorzata Glinka, Robert Kubica czy Agnieszka Radwańska.

Łukasz Cegliński: Czy jest pan zaskoczony czyjąś obecnością, bądź nieobecnością w tym gronie?

Zbigniew Boniek: Nie śledziłem i nie śledzę takich wyróżnień, ale cieszę się, że zostali wyróżnieni ci, których pan wymienił. Choć mam wrażenie, że kapituła konkursu może wyróżniać tylko tych, którzy osiągnęli sukces na igrzyskach. Wtedy wiadomo, że niektórzy sportowcy nie mogą być wyróżniani. Ale powtarzam, cieszę się z tych, którzy zostali uhonorowani i nie widzę powodu, by patrzeć na te wybory krytycznie.

W regulaminie konkursu PKOl napisał, że chodzi o rodzaj i wagę wyników sportowych, walory osobowe i promowanie własnej dyscypliny sportu, postawę fair-play danego zawodnika i zasięg społeczny uprawianej dyscypliny sportu. W gronie 39 kandydatów, z których wybierano wyróżnionych, byli sportowców, którzy na igrzyskach nie startowali lub sukcesów na nich nie odnieśli. Czy medal igrzysk jako główne kryterium, to dobry pomysł?

- Ja uważam, że to, co się w sporcie liczy, to są medale i zwycięstwa. Nikt nigdy nie powinien porównywać popularności Leszka Blanika, którego lubię i szanuję, z popularnością Jurka Dudka, bo ta zawsze będzie po stronie Dudka. Ale Dudek medalu, a tym bardziej medalu olimpijskiego, nie zdobył. Sportowców, którzy skończyli kariery, szanuję za to, co w nich osiągnęli, a nie za to, jacy byli. My w Polsce lubimy mówić o kimś: "O, jaki to jest dobry sportowiec! O, jaki to znakomity zawodnik!". Ale na koniec rachunek jest prosty - jak nic nie wygrałeś, to nie masz, czego schować do gabloty, nie masz, czym się szczycić. Sztuką w sporcie jest wygrać, a nie tylko być dobrym. W przypadku wyróżnień, o których mówimy, absolutnie podzielam zdanie kapituły. Cieszę się, że rozdając nagrody premiuje się ludzi, którzy mają takie osiągnięcia.

Kilka lat temu opowiadał pan, jak włoscy inżynierowie opowiadali panu na przykładzie telemetrii, jak wyjątkowo szybkim kierowcą jest Robert Kubica. I ten Kubica awansował do światowej czołówki sportu na całym świecie. Podobnie można określić karierę Agnieszki Radwańskiej. Czy takie rzeczy powinno się brać pod uwagę przy wyróżnieniach sportowców?

- Kubica i Radwańska są bliscy światowej czołówki, są znakomici, zarabiają ogromne pieniądze, mają wielką popularność, mają wszystko. Ale, niestety, tak spektakularnych wyników, które można byłoby porównać z medalem olimpijskim, nie mają. Życzę Robertowi i Agnieszce, żeby wygrali mistrzostwo świata czy Wielkiego Szlema, ale na razie nie traktujmy ich osiągnięć jako wykładnika, jako czegoś, co powinno ich z miejsca uprawniać do miejsca w Galerii Sław. Szanujmy wszystkich dobrych sportowców, ale trzymajmy się kryterium wynikowego, bo - jak mówiłem - po zakończeniu kariery to ono jest wymierne. Albo, jeśli chcemy wyróżniać nie tylko za wyniki, stwórzmy inną galerię czy np. ścianę zasłużonych w ministerstwie sportu, gdzie wyróżniani byliby sportowcy, którzy promowali Polskę na całym świecie. Inne kryteria, inni zawodnicy, wszystko jasne. I wtedy znalazłoby się miejsce nie tylko dla Radwańskiej czy Kubicy, ale także Tomasza Golloba, który medalu olimpijskiego nie zdobędzie nigdy, a świetnymi wynikami rozsławił Polskę w Skandynawii czy na Wyspach. On tam jest wielką marką.

10 lat temu podobna kapituła wybrała najlepszych 20 polskich sportowców XX wieku. Był w niej jeden piłkarz - Kazimierz Deyna. Można się zastanawiać, dlaczego nie było w niej pana.

- Bo ja nie mogłem w niej być. Nie byłem na olimpiadzie i nie zdobyłem medalu.

Ale grał pan trzykrotnie na mistrzostwach świata, zdobył pan na nich trzecie miejsce, grał pan w słynnym Juventusie Turyn, zdobył pan Puchar Europy.

- Mówię szczerze i z pokorą - nie mam żadnych zastrzeżeń do wyborów, nie mam pretensji, że nie zostałem wyróżniony.

Powtórzmy pytanie: czy kult medalu olimpijskiego, jako największego wyróżnienia w sporcie, jest słuszny?

- No, to nie jest takie proste, bo to zależy od dyscypliny. W mojej piłce nożnej medal igrzysk znaczenie ma bardzo małe. Kult medalu olimpijskiego jest słuszny wtedy, kiedy mamy pewność, że jego zdobycie oznacza bycie najlepszym na świecie w danej dyscyplinie sportu. W piłce tak nie jest, w nią na igrzyskach grają drużyny młodzieżowe. Można się zastanawiać jak porównać olimpijskie złoto Polaków z 1972 roku z trzecim miejscem mistrzostw świata z 1974. Ja szalałem i płakałem z radości przy jednym i drugim, ale nie ulega wątpliwości, że sukces odniesiony na mistrzostwach świata był dużo ważniejszy.

A czy zwycięstwo w Lidze Mistrzów, po finałowym meczu, w którym Jerzy Dudek był bohaterem Liverpoolu, to więcej niż złoty medal Blanika w niszowej dyscyplinie?

- Trudno to porównać, ale moim zdaniem, to nie jest więcej. Dla mnie więcej osiągnął Blanik. Proszę spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie: kto był lepszym piłkarzem - Włodzimierz Lubański czy Kazimierz Deyna? Obaj grali na innych pozycjach i inaczej interpretowali piłkę. Już tu jest trudno o jednoznaczną odpowiedź, a co dopiero w pańskim pytaniu. Blanik wygrał swoją dyscyplinę na igrzyskach i w jednym konkretnym dniu na najważniejszej światowej imprezie był najlepszy ze wszystkich. Liga Mistrzów to świetne rozgrywki drużynowe dla klubów z Europy w sporcie drużynowym, znakomity spektakl, ale wygrywając ją nie jesteś jednak najlepszy ze wszystkich. Możemy się w ten sposób spierać i zastanawiać długo, ale najlepiej zawsze pamiętać o kryteriach, które przede wszystkim bierzemy pod uwagę.

Więcej o: