Polscy "dominatorzy" mimo nieobecności Adama Korola wywalczyli kwalifikację olimpijską

Polska czwórka podwójna awansowała do finałowego wyścigu wioślarskich mistrzostw świata w słoweńskim Bledzie i zapewniła sobie kwalifikację olimpijską. Półfinał najbardziej przeżywał nieobecny w Bledzie Adam Korol.
Wioślarz AZS AWFiS Gdańsk musiał zrezygnować ze startu w mistrzostwach świata z powodu groźnej kontuzji kręgosłupa. Oznaczało to, że po raz pierwszy od 2005 roku na najważniejszej imprezie sezonu "dominatorzy" pojawili się w niepełnym składzie. Obok Marka Kolbowicza, Michała Jelińskiego i Konrada Wasielewskiego do Bledu pojechał Piotr Licznerski, który zastąpił Korola w roli szlakowego (czyli tego, który siedzi w pierwszej "dziurze").

Z Korolem w składzie Polacy pewnie walczyliby o medal, pod jego nieobecność celem numer 1 stało się wywalczenie kwalifikacji olimpijskiej do Londynu, którą dawało minimum 11. miejsce. Dla "dominatorów" wykonanie tego zadania byłoby formalnością, jednak przy zmianie zawodnika i to tuż przed mistrzowską imprezą, pozostawała niepewność. O wszystkim miał decydować wczorajszy wyścig półfinałowy. Miejsce w pierwszej trójce gwarantowało Polakom awans do finału i równocześnie olimpijską przepustkę. - Jezu jak się dziś denerwowałem, od rana nie mogłem usiedzieć w miejscu, ja właściwie startowałem razem z nimi - mówi Korol, który wyścig półfinałowy oglądał w telewizji. - Mało tego w trakcie wyścigu byłem na telefonie z Kajtkiem Broniewskim [były znakomity polski wioślarz, medalista olimpijski z Barcelony], który nie mógł oglądać wyścigu i poprosił mnie o relację na żywo. Darłem się do słuchawki niemiłosiernie, na szczęście na końcu mogłem krzyknąć "jest!" - ze śmiechem opowiada już spokojny Korol.

Jego koledzy wpadli na metę na 3. miejscu, niecałe pół sekundy przed Brytyjczykami (wygrali Chorwaci przed Rosjanami). - To był dobry wyścig, przez moment nawet w nim prowadziliśmy. Co prawda z Brytyjczykami wygraliśmy minimalnie, ale jeszcze mniejsza była różnica między nami a drugimi Rosjanami [dokładnie 0,1 s], więc równie dobrze mogło być jeszcze lepiej. Spadł mi z serca wielki kamień i co ważne dostałem ogromnego pozytywnego kopa w walce z kontuzją. Z każdym dniem czuję się coraz lepiej, choć do pełnej sprawności jeszcze daleko. Najważniejsze, że mamy kwalifikację do Londynu i w spokoju będziemy mogli przygotowywać się do igrzysk. Mówię będziemy, bo mocno wierzę, że wrócę do pełni zdrowia i razem z kolegami powalczę o obronę złotego medalu z Pekinu - podkreśla Korol.

Wyścig finałowy (oprócz Polaków, Chorwatów i Rosjan wystąpią w nim Niemcy, Australijczycy oraz Włosi) odbędzie się w sobotę o godz. 12.39. Transmisja w TVP Sport i Eurosporcie 2.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »