Hokejowe MŚ. Znamy już pary ćwierćfinałowe, wielka klęska Słowaków

Kanada z Rosją i Czechy z USA to najciekawsze pary 1/4 finału rozgrywanych na Słowacji hokejowych Mistrzostw Świata. W pozostałych dwóch Finowie zmierzą się z Norwegami, a Szwedzi z reprezentacją Niemiec. Drużyną, która jak do tej pory na tym turnieju rozczarowała najbardziej, są zdecydowanie gospodarze.

Od lat hokejem rządziła tak zwana "Wielka Siódemka", w skład której wchodziły tradycyjnie USA, Rosja, Kanada, Słowacja, Czechy, Szwecja i Finlandia. Tymczasem nigdy jeszcze pozycja gospodarzy tegorocznych MŚ w tym doborowym gronie nie była tak słaba. Ostatni raz w ćwierćfinale mistrzostw grali oni cztery lata temu. W roku 2008 musieli nawet bronić się przed spadkiem do Dywizji I, w której gra między innymi Polska, co wystarczająco źle świadczy o poziomie tych rozgrywek - w końcu używając słowa '"Polska" mówimy tutaj o kraju, gdzie w przeciwieństwie do zwariowanej na punkcie hokeja Słowacji, sportem tym interesuje się wyłącznie garstka fanatyków.

Podczas MŚ 2011 gospodarzom nie pomógł nawet prawdopodobnie najlepszy skład na turnieju, w którym stare wilki opromienione blaskiem złotego medalu z 2002 roku - takie jak Miroslav Satan, Jozef Stumpel, Ladislav Nagy czy Lubos Bartecko dostały wsparcie od nowego zaciągu wprost z NHL. Marian Hossa (Chicago Blackhawks), Marian Gaborik (New York Rangers), Jaroslav Halak (St. Louis Blues) i Milan Jurcina (New York Islanders) karnie stawili się na wezwanie trenera reprezentacji Glena Hanlona.

Zabrakło jedynie kapitana Boston Bruins, ponaddwumetrowego Zdeno Chary oraz Andreja Meszarosa z Philadelphia Flyers, których po drugiej stronie oceanu zatrzymały playoffs NHL. "Straty w ludziach" Słowaków były jednak zdecydowanie najmniejsze spośród wszystkich czołowych reprezentacji. Dodatkowo mieli być oni niesieni huraganowym dopingiem miejscowych kibiców, dla których mistrzostwa we własnym kraju zapowiadały się na wielkie wydarzenie. Tym większe, że, jak wierzyli, zakończone upragnionym i oczekiwanym od dziewięciu lat złotym medalem.

Słowacy idą na dno, ale strategia była dobra

Tymczasem wszystko poszło nie tak. Po pierwszym, wygranym 3:1 meczu ze słabą Słowenią, przyszła seria czterech porażek, wszystkich jedną bramką - kolejno z Niemcami (3:4), Rosją (3:4), Czechami (2:3) i Finlandią (1:2). Zwycięstwo nad Danią 4:1 w meczu, którego jedyną stawką była kolejność na dwóch ostatnich, niepremiowanych awansem miejscach w grupie, nie otarło łez słowackich kibiców. Ich goryczy dopełnia fakt, że w decydujących meczach z Czechami i Finlandią Słowacy oddawali rywalom inicjatywę i wydaje się, że sami zneutralizowali swój największy atut, jakim są rewelacyjni napastnicy.

Jako głównego winowajcę kibice wskazują trenera Glena Hanlona, który jako były bramkarz preferuje raczej defensywny styl gry. Kanadyjski szkoleniowiec po meczu z Finlandią nie uciekał przed odpowiedzialnością, ale mimo wszystko bronił swojej taktyki. - Nasza strategia nie była przyczyną porażki. Strategia była dobra - zapewniał. Faktem jest jednak, że w meczu ze swoimi dużo bardziej utytułowanymi sąsiadami z Czech Słowacy zagrali jak zawsze przeciw swoim arcyrywalom czyli bojaźliwie i cofnięci do defensywy, która akurat nie miała być i nie była na tych mistrzostwach ich najmocniejszą stroną. Spotkanie z Finami było dla nich już klasycznym ''do or die'', pojedynkiem, który wygrać musieli i to dodatkowo w regulaminowym czasie gry. I choć gospodarze mistrzostw prowadzili przez większość meczu 1:0, to Suomi byli groźniejsi, grali z większym zaangażowaniem i oddawali więcej strzałów, z których dwa w końcu znalazły drogę do bramki strzeżonej przez Jaroslava Halaka.

Klątwa gospodarzy

Wprawdzie tradycją stało się już, że gospodarze nie sięgają po tytuł, a ostatnią reprezentacją, która wygrała na własnym lodzie było ZSRR w roku 1986, ale rzadko zdarzają się im też tak spektakularne klęski jak tegoroczny występ Słowaków. Podobna sytuacja przytrafiła się 11 lat temu Rosjanom. W składzie Sbornej pojawiły się wtedy takie nazwiska jak Paweł Bure, Aleksiej Jaszyn, Aleksiej Żamnow, Walery Kamenski czy Siergiej Gonczar. Tak naszpikowana gwiazdami kadra zajęła jednak w St. Petersburgu dopiero 13. miejsce, przegrywając z drużynami, z którymi przegrywać Rosjanie raczej nie zwykli, a już na pewno nie w takim składzie i w tak krótkich odstępach czasu (2:3 ze Szwajcarią, 2:3 z Łotwą i 0:1 z Białorusią). Na tych samych mistrzostwach Słowacy doszli do finału, a najlepszym strzelcem turnieju został Miroslav Satan, który w dziewięciu meczach strzelił aż 10 bramek, dorzucając do tego jeszcze dwie asysty.

Po klęsce AD 2000 Rosjanie się jednak podnieśli. Słowacy zaś, chociaż w porównaniu z mistrzostwami w 2010, które skończyli na 12. miejscu poprawili się o dwie pozycje, na pewno nie będą rozpatrywać tego wyniku w kategoriach jakiegokolwiek progresu. Ich ostatnie wyniki nie napawją optymizmem tym bardziej, że słowacka kadra do lat 18 spadła właśnie do światowej drugiej ligi hokeja. Na rozgrywanych niedawno w Niemczech mistrzostwach globu wygrała zaledwie jedno z pięciu spotkań, przegrywając między innymi 1:8 z USA i 2:6 z Norwegią. Ciężko zatem powiedzieć, żeby przyszłość tamtejszego hokeja rysowała się w różowych barwach.

Pary ćwierćfinałowe:

Czechy - USA

Szwecja - Niemcy

Finlandia - Norwegia

Kanada - Rosja

Riemsdyk  ? wzmocni drużynę USA

Więcej o: