Poznajcie nowego Czerkawskiego. Oto... Karolina z Bytomia

Polski hokej doczekał się talentu na skalę Mariusza Czerkawskiego! Nasza nadzieja ma osiemnaście lat, gra na prawym ataku, w każdym meczu strzela po kilka bramek i właśnie doprowadziła swój zespół do tytułu mistrzowskiego. Nazywa się Karolina Późniewska.

Lodowisko w Bytomiu mogłoby posłużyć bardziej jako zabytek niż miejsce rozgrywania meczów. Obiekt zwany przez kibiców "Stodołą" to śląski biegun... zimna, bo panują w nim rekordowo niskie temperatury. Lodowisko i tak jest w miarę przyjemne w porównaniu z barakami służącymi jako szatnie. Najgorszy jest panujący w nich smród. Ciężko tam wytrzymać dłużej niż kilka minut. - W hali rzeczywiście jest zimno. Dziewczyny z innych drużyn często narzekają, że chyba w niej zamarzną. Tylko my umiemy w niej grać. A szatnie? Ten smród trochę mnie odrzuca, ale jeśli posiedzi się tam trochę dłużej, to można się nawet przyzwyczaić - uśmiecha się Karolina Późniewska, która jest... królową "Stodoły".

Częściej się biją

- To nasza gwiazda. Potrafi sama znokautować rywali! - cmoka z zachwytu Sławomir Budziński, trener żeńskiej drużyny Polonii Bytom. - Bez dwóch zdań: to najlepsza polska hokeistka - dodaje Adam Fras, prezes klubu.

W zakończonym niedawno sezonie Polskiej Ligi Hokejowej Kobiet, Późniewska po raz kolejny biła strzeleckie rekordy. W 17 meczach zdobyła 67 bramek i zaliczyła 16 asyst. - Karolina od trzech lat, czyli od początku istnienia PLHK, wygrywa klasyfikację bramkową i kanadyjską - podkreśla Budziński.

18-letnia Karolina tylko się rumieni, gdy słyszy te zachwyty. - Szkoda, że nasze mecze ogląda tak mało osób. Przeważnie tylko znajomi i rodzina. A przecież nasze spotkania często są ciekawsze niż pojedynki w lidze męskiej. Dziewczyny są bardziej waleczne i za wszelką cenę chcą wygrać. Przez to częściej się też... biją - uśmiecha się hokeistka, która w Bytomiu znana jest jako "Kała". - Wszyscy tak do mnie mówią. Nawet rodzice i nauczyciele. Brzmi może trochę śmiesznie, ale wolę jak się do mnie zwracają w ten sposób niż po imieniu - wyjaśnia

Późniewska trenuje hokej od 10 lat. - Lalki Barbie nigdy mnie nie interesowały. Lodowisko mam pod nosem, więc przyszłam kiedyś na trening i tak już zostałam. Jak powiedziałam mamie, że idę grać w hokeja, to tylko machnęła ręką, bo myślała, że za dwa dni mi się znudzi (śmiech). Przez wiele lat byłam jedyną dziewczyną w Polsce uprawiającą tę dyscyplinę. Na początku może wzbudziłam uśmiechy kolegów, ale potem po prostu się do mnie przyzwyczaili. Nigdy nie czułam żadnej taryfy ulgowej od trenera. Nawet bym jej nie chciała! - zapewnia "Kała".

Brak żeńskich drużyn w kraju sprawił, że Karolina przez kilka lat grała razem z chłopakami. - Pamiętam jak podczas jednego z meczów sędzia zwrócił się do naszego trenera, aby zawodnik z "14" nie grał tak ostro. Oczywiście chodziło o mnie (śmiech). Ciężko było mnie rozpoznać, bo zawsze upinałam włosy pod kaskiem. Zdarzało się nawet, że biłam się na lodzie z chłopakiem. Trener nakrzyczał potem na moich kolegów z zespołu, że się za mną nie wstawili. Z drugiej strony, rywal kiedyś tak mocno przygniótł mnie do bandy, że potem miałam kłopot z kolanem. Szybko się jednak zagoiło - przekonuje.

A jak było z korzystaniem z szatni? - Zawsze była tylko jedna dla całego zespołu. Ustaliliśmy jednak, że po meczu najpierw to ja się kąpię i przebieram, a oni czekają na zewnątrz. Potem to ja wychodziłam z szatni - wyjaśnia.

Pęknięty łokieć

- Wiedziałam, że przyjdzie kiedyś taki moment, że zabronią mi gry z chłopakami. PZHL dopuszcza taką możliwość tylko do 16. roku życia. Zaczęłam więc jeździć na treningi pierwszej kobiecej drużyny, która powstała w Janowie. Niedługo potem sekcja żeńska powstała też w Polonii. Jak pierwszy raz przyszłam na trening dziewczyn, to sobie pomyślałam: "co ja tutaj robię". Poziom był tak słaby... - wspomina "Kała".

Późniewska z miejsca stała się supergwiazdą PLHK. W pierwszym sezonie zdobyła aż 81 bramek, a Polonia była trzecia w kraju. Rok później goli było już "tylko" 57, ale bytomianki zostały wicemistrzyniami kraju. W obecnym sezonie nie było już na nie mocnych. Późniewska stworzyła znakomity atak z Magdaleną Czaplik, która jest druga w klasyfikacji najlepszych strzelczyń. - Jak Magda przyszła na pierwszy trening, to... podpierała bandy. To niewiarygodne, jakie zrobiła postępy w ostatnich latach - podkreśla Późniewska.

Marek Kozyra, trener Białych Jastrzębi i selekcjoner żeńskiej reprezentacji, przyznaje, że Późniewska przewyższa resztę hokeistek o kilka klas. - Jak gramy z Polonią, to mecze są nawet wyrównane, ale potem Późniewska przejmuje krążek i zaczyna show. Nie sposób jest ją upilnować. Nawet, jeśli próbujemy ją podwajać, to ona wtedy podaje do Czaplik i jest gol - kręci głową. Kozyra zachwyca się umiejętnościami "Kały". - O sile jej strzału niech świadczy zdarzenie podczas pierwszego zgrupowania kadry. Uderzony przez Karolinę krążek trafił w łokieć bramkarki Gabrieli Mizery. Łokieć pękł i na rękę trzeba było zakładać gips - wspomina.

Prezes Fras twierdzi, że Późniewska próbuje czasem grać zbyt indywidualnie. - Trzeba pamiętać, że hokej to gra zespołowa, a Karolina lubi czasem przekombinować. Trzeba też zauważyć, że przeciwnicy w pierwszej kolejności to właśnie ją próbują wyeliminować z gry. Faulują ją, przeszkadzają, więc zdarza się, że czasem się zagotuje - mówi.

- W meczu ze słabszymi przeciwniczkami rzeczywiście można przejąć krążek we własnej tercji i przejechać pod bramkę rywalek. Zapewniam jednak, że staram się nikogo nie lekceważyć. Nie szukam drogi do bramki rywalek gdzieś przez Warszawę. Jak tylko mam okazję, to strzelam - mówi Karolina.

Skandynawskie marzenia

- Polonia by na tym dużo straciła, ale dla dobra rozwoju jej kariery, Karolina powinna wyjechać za granicę. Pomożemy jej znaleźć dobry klub - obiecuje Fras. Późniewska była już na testach w Karwinie, gdzie działa czołowy zespół ligi czeskiej. - Nie obrażając dziewczyn, ale od kiedy gram razem z nimi, to znacznie się pogorszyłam kondycyjnie. Po prostu nie mam za kim gonić. Bardzo chciałbym spróbować sił za granicą. Poziom jest o wiele wyższy, ale podczas sparingu w Czechach wcale nie odstawałam od miejscowych zawodniczek. Może zaczęłabym też zarabiać na hokeju? W Polsce gramy przecież za darmo. Jak tylko zdam maturę, a działacze Karwiny dadzą znać, że mnie chcą, to pakuję się i jadę - mówi.

Marzeniem Karoliny jest gra w Skandynawii. - Oglądałam relacje z meczów hokejowych kobiet podczas ostatnich igrzysk. USA i Kanada są poza zasięgiem. Ale już w Szwecji czy Finlandii dałabym sobie radę. Chciałbym przynajmniej móc się porównać z tymi dziewczynami. Tam jest po prostu prawdziwy hokej! - mówi.

O Późniewskiej mówi się, że to "Czerkawski w spódnicy". Czy skala jej talentu jest rzeczywiście porównywalna do najlepszego w historii polskiego hokeisty, który zrobił karierę w NHL? - Karolina ma wielkie możliwości, ale ostateczną odpowiedź na to pytanie poznamy dopiero wtedy, gdy zmierzy się z rywalkami z zagranicy - mówi Kozyra. - Porównanie do Czerkawskiego to dla mnie zaszczyt. Ja nawet nigdy nie widziałam go na żywo, a zdradzę, że to moje marzenie, aby go spotkać i uścisnąć mu dłoń - mówi Późniewska.

Fras: - Już wkrótce marzenie Karoliny będzie się mogło spełnić. Zaprosimy ją do udziału w pożegnalnym meczu Mariusza Puzio, który odbędzie się 25 kwietnia na naszym lodowisku. Jednym z uczestników imprezy będzie też Czerkawski.

- Z tym "Czerkawskim w spódnicy" jest tylko taki problem, że... nie noszę spódnic. Nawet jak czasem ją założę, to wszyscy przecierają oczy z niedowierzania - uśmiecha się "Kała".