Koniec sezonu: Hokeiści GKS-u Tychy chcą pucować brąz

Tyscy zawodnicy zdobyli jedenasty medal w historii klubu. Liczyli na złoto, ale przyszło im się cieszyć z brązu. Zagłębie znowu przegrane. Zdenerwowani sosnowiczanie nazwali swojego trenera ?turystą?.

Po pięciu kolejnych finałach z rzędu tym razem tyszanie walczyli o miejsce na najniższym stopniu podium. - Walka była piękna i wyrównana, bo też Zagłębie nigdy nam nie leżało. Pewnie, że czujemy niedosyt, bo jednak w planach było złoto. Cztery ostatnie finały były przez nas przegrane i w momencie dekoracji towarzyszyło nam rozgoryczenie. Teraz cieszymy się z medalu po zwycięstwie. To jednak milsze uczucie - uśmiechał się Andrzej Skowroński, prezes GKS-u.

Gdy wybrzmiała ostatnia syrena, zawodnicy z Sosnowca szybko schowali się w szatni, a działacze Zagłębia po cichutku opuścili trybuny.

W tym czasie na lodzie trwała już fiesta. Kibice docenili trud bardzo już zmęczonych sezonem hokeistów. - Czuję się, jakbym zderzył się z pociągiem pospiesznym. Mam uszkodzony bark i mięsień dwugłowy. W ogóle nie powinien wyjeżdżać na lód - mówił ściszonym głosem Sebastian Gonera.

Doświadczony obrońca to niezwykle utytułowany hokeista, jego złoto-srebrna seria sięgnęła aż szesnastu sezonów! - Ale brązu nigdy nie miałem! Nie będę teraz opowiadał niestworzonych rzeczy, bo to jednak nie te same emocje co podczas gry w finale. Ten brąz nie jednak taki zły. Jakby ten medal tak trochę wypucować to świeciłby się jak złoto - uśmiechał się.

Dużo bardziej cieszył się z medalu trener Jan Vavrecka. - To mój pierwszy w życiu. Medal jest medal! - śmiał się Czech.

Hokeiści wracali jeszcze do półfinałowej porażki z Podhalem. - Nie pokonał nas zespół z Nowego Targu, tylko. bonus, którego nie mieliśmy - żartował Tomasz Proszkiewicz.

Zagłębie czeka na medal już dwadzieścia lat i poczeka jeszcze przynajmniej rok. Sosnowiczanie mają czego żałować, bo wcale nie byli gorsi do GKS-u. Zespół rozłożyły stare grzechy, czyli koszmarne błędy obrońców. - Dostaliśmy tanie bramki - kręcił głową Milan Skokan. - Realnie patrząc to byliśmy najsłabsi z finałowej czwórki. GKS-owi bardzo pomogli bramkarze. Sobecki i Witek byli świetni - chwalił Artur Ślusarczyk.

Część zawodników z Sosnowca miało żal do trenera. Wytykało mu m.in. złą taktykę i nazywało "turystą". Działacze już wcześniej mówili, że jeżeli Skokan nie zdobędzie medalu, to pożegna się z Zagłębiem. Miejsca na ławce GKS-u nie może być też pewny Vavrecka. Na lodowisku już plotkowano o powrocie Wojciecha Matczka. - Na razie potrzebuję tygodnia urlopu. Potem porozmawiamy o planach na przyszłość - mówił Skowroński.

GKS Tychy - Zagłebie Sosnowiec 3:2 (2:0, 1:1, 0:1)

Bramki: 1:0 Paciga - Parzyszek (4.), 2:0 Bagiński (19.), 3:0 Kotlorz (23.), 3:1 Luka - Banaszczak (38.), 3:2 T. Da Costa - Luka (56.)

GKS: Sobecki; Mejka - Kotlorz, Majkowski - Proszkiewicz, Matla - Gonera; Paciga - Parzyszek - Bacul, Witecki - Garbocz - Wolkowicz, Woźnica - Krzak - Bagiński oraz Maćkowiak, Galant.

Zagłębie: Dzwonek; Galvas - Banaszczak, Duszak - Dronia, Gabryś - Kuc; Luka - T. Da Costa - Bernat, Różański - Zachariasz - Sarnik, Opatovsky - G. Da Costa - Jaros, Ślusarczyk - Koszarek - M.Kozłowski

Kary: 14 - 20 (w tym 10 min dla Opatovsky'ego za niesportowe zachowanie)

Widzów: 1700

Stan rywalizacji: 4:2 dla GKS-u