Szóste miejsce na mistrzostwach świata elity w 2006 roku i czwarte miejsca na zimowych igrzyskach w Salt Lake City w 2002 roku - to największe sukcesy, jakie białoruska kadra kiedykolwiek zanotowała w hokeju na lodzie. Nasi wschodni sąsiedzi nigdy potęgą nie byli, co najwyżej elementem szerokiej czołówki. W osiągnięciu prawdziwego triumfu nie pomogła nawet ogromna miłość najważniejszego człowieka w kraju do lodowego sportu.
Aleksander Łukaszenka ma własny klub, własną ligę (którą oczywiście jego drużyna najczęściej wygrywa), a nieraz sam pojawiał się na lodzie. Kosztowało go to kiedyś rozcięty podbródek, po tym jak jeden z rywali przypadkowo przyłożył mu kijem. Nie miał jednak nigdy okazji celebrować sukcesu własnej reprezentacji. I on najwyraźniej wie dlaczego, bo publicznie zbeształ władze swego ukochanego Dynama Mińsk, narzekając trenerowi kadry narodowej Jewgienijowi Worsinowi.
- Gdzie są nasi 25-latkowie? Żenia, gdzie są nasi ludzie? Dlaczego nikt nie widzi, że połowa tego zespołu to obcokrajowcy? Macie jakieś dodatkowe pieniądze, by płacić za Rosjan i Amerykanów? Nie wiecie, że w Rosji każdy zespół ma limit maksymalnie pięciu zagranicznych zawodników w drużynie? U nas tego nie ma. Jest za to aż czternastu obcokrajowców. Jak mamy w ten sposób rozwijać nasz hokej? Jak ma grać nasza kadra narodowa? Mówiłem wam wiele razy, stawiajmy na swoich - grzmiał białoruski dyktator, cytowany przez Białoruską Agencję Telegraficzną.
Reprezentacja Białorusi, podobnie jak Rosji, nie ma obecnie możliwości rywalizacji na arenie międzynarodowej. Oba kraje zostały odsunięte po agresji na Ukrainę w 2022 roku. Od tamtej pory Białorusini nie grali z nikim innym niż z Rosją właśnie oraz z Kazachstanem.