Na czwartek (11 czerwca) zapowiadano konferencję prasową, na której będzie omawiana przyszłość sanockiego hokeja. STS ostatecznie zostanie uratowany, a na pomoc klubowi ruszyli Ukraińcy z Sokiła Kijów. Wiadomo już konkretnie, na czym będzie polegała ta współpraca.
Tomasz Matuszewski, burmistrz Sanoka, zabrał głos jako pierwszy na czwartkowej konferencji prasowej i podkreślił, że zobowiązania STS-u wynoszą 800 tysięcy złotych.
- Przez dłuższy czas nie udało się znaleźć państwowej spółki, która chciałaby przeznaczyć tak duże pieniądze na budowę sanockiego hokeja - podkreślił.
W porozumieniu z Polskim Związkiem Hokeja STS Sanok szukał finansowania na Ukrainie. Ostatecznie przed kamerami doszło do podpisania listu intencyjnego z przedstawicielami Sokiła Kijów. Matuszewski zaznaczył przed tym ważną rzecz.
- Znaleźliśmy partnera, który w Sanoku nie buduje nowej marki, tylko buduje markę razem z STS-em Sanok. STS Sanok zostaje. Nazwa zostaje, jesteśmy na licencji STS-u. Nie ma możliwości, aby inny klub wykupił licencję. 100 procent udziałów ma miasto - przyznał wprost.
Dzięki współpracy z Ukraińcami zobowiązania mają zostać spełnione, a budżet klubu ma wynieść milion euro. Oczywiście taka kooperacja sprawia, że przedstawiciele zespołu z Kijowa przejmą w Sanoku istotne funkcje. Trenerem STS-u zostanie Oleg Szafarenko, a dyrektorem sportowym Wiaczesław Leckan.
- Szukaliśmy dróg, które pomogą nam występować. Na szczęście zwróciła się do nas Federacja Hokeja w Polsce z propozycją, żebyśmy wspólnie stworzyli klub hokejowy w Polsce. Uważam, że to bardzo dobry pomysł - powiedział Leckan.
Kibice hokeja z Sanoka - delikatnie mówiąc - nie przyjęli w mediach społecznościowych entuzjastycznie wiadomości o współpracy z Sokiłem Kijów. Sporo komentarzy pojawiło się pod nagraniem z konferencji prasowej. Niektórzy nazywają wpuszczenie Ukraińców do klubu "absurdem". Pojawiają się także pytania o to, czy w składzie znajdzie się wystarczająco dużo miejsc dla Polaków.