Polscy hokeiści dwa lata temu po ponad 20 latach przerwy wystąpili na mistrzostwach świata elity. Zajęli wówczas ostatnie, ósme miejsce w grupie i spadli do dywizji 1A. Rok temu nie potrafili jednak wrócić na szczyt. Zajęli dopiero 5. miejsce i pozostali w "drugiej lidze". Na początku maja po raz kolejny staną do walki o awans - w ramach turnieju w Sosnowcu. Zanim to jednak nastąpi, towarzysko zmierzyli się Francją.
Obie ekipy w meczu o punkty spotkają 3 maja o godz. 19:30. Środowe starcie w Bytomiu było dla nich ostatnim testem przed mistrzostwami. Polska ekipa, prowadzona przez Pekkę Tirkkonena, w poprzedni piątek przegrała 2:3 ze Słowenią, ale dzień później ograła tego samego rywala 5:2. Przeciwko Francji również nie zaczęła najlepiej.
Już po ośmiu minutach przegrywała 0:1. Naszego bramkarza Michała Kielera pokonał Louis Boudon. Biało-Czerwoni odpowiedzieli na nieco ponad minutę przed końcem pierwszej tercji. Mimo gry w osłabieniu do bramki trafił Patryk Krężołek i do przerwy był remis 1:1.
Zobacz też: Szykują się zmiany w bramce Barcelony. Hiszpanie donoszą, co ze Szczęsnym
W drugiej tercji lepszą drużyną wydawała się Francja. Rywale oddawali więcej strzałów, ale nieoczekiwanie to Polacy pierwsi trafili do bramki. Po raz kolejny stało się to podczas gry w osłabieniu. Do sytuacji sam na sam z bramkarzem wyszedł Jakub Ślusarczyk i zmieścił krążek pomiędzy parkanami. Gdy już wydawało się, że nasz zespół na drugą przerwę zejdzie z prowadzeniem, 25 sekund przed końcem tercji dał się zaskoczyć. Fenomenalnym zagraniem popisał się wówczas Jordann Perret, a z bliskiej odległości, z ostrego kąta trafił Mathieu Mony.
Na ostatnie 20 minut zawodnicy wyjeżdżali przy remisie 2:2. Nadal ekipą przeważającą była Francja. Nie przekładało się to jednak na gole. Te nie padały z jednej i drugiej strony. W końcówce tempo nieco podkręcili Polacy. Na nieco ponad 5 minut przed końcem po błędzie rywali do groźnego strzału doszedł Łyszczarczyk, ale poradził z nim sobie francuski bramkarza. W końcowych minutach jeszcze kilkoma świetnymi obronami błysnął nasz golkiper - Michał Kieler. Wynik się zatem nie zmienił i potrzebna była dogrywka.
A w niej znów bohaterem okazał się Kieler. W kluczowym momencie zatrzymał doskonałą kontrę Francuzów i w sytuacji sam na sam nie dał się pokonać. Tuż przed końcową syreną zwycięstwo Polakom mógł dać Łyszczarczyk, ale również nie zdołał pokonać bramkarza. W tej sytuacji rozstrzygnęły rzuty karne. Po pięciu seriach mieliśmy remis 2:2. O wygranej decydowała więc jedna zwycięska seria. Problem w tym, że żaden z zawodników długo nie był w stanie zdobyć bramki. Dopiero w 13. serii przemiał się Krężołek, ale Francuzi również byli wówczas skuteczni. Chwilę później na 4:3 (w karnych) dla Polski trafił Kamil Wałęga, a zaraz pote obroną popisał się Kieler. Po 14 seriach Polacy nareszcie przypieczętowali wygraną w całym spotkaniu 3:2.
Kolejne starcie z ich udziałem zobaczymy już na mistrzostwach świata dywizji 1A. A te potrwają do 2 do 8 maja. Polacy zmierzą się na nich kolejno z: Ukrainą, Francją, Kazachstanem, Japonią i Litwą. Awans do elity wywalczą dwie najlepsze drużyny. Szósta spadnie do dywizji 1B.