To miał być wielki rewanż za ubiegłoroczny finał mistrzostw Polski w hokeja. Wtedy zawodnicy GKS-u Tychy po pasjonującym finale, pokonali po siedmiu spotkaniach 4:3 GKS Katowice. Tyszanie prowadzili już w tej rywalizacji 3:1 w meczach, ale ostatecznie doszło do decydującej potyczki.
Teraz w wielkim finale znów spotkali się hokeiści GKS-u Tychy i GKS-u Katowice. Pierwsze trzy mecze wygrali Tyszanie - dwa razy w Katowicach 4:2 i 1:0 oraz u siebie 4:0. Teraz w czwartym spotkaniu, w Tychach mogli świętować drugie mistrzostwo z rzędu.
Już po pierwszej tercji pokazali, że nie chcą, by rywalizacja wróciła do Katowic. Gospodarze całkowicie bowiem rozbili w niej rywali i prowadzili aż 3:0. W drugiej tercji był remis 1:1, ale to Tyszanie mieli przewagę trzech goli przed ostatnimi 20 minutami gry i byli w komfortowej sytuacji. Prowadzili zasłużenie, bo po dwóch tercjach oddali 32 strzały, a Katowiczanie tylko 15.
12 minut przed końcem meczu goście zdobyli drugą bramkę. Do siatki trafił Grzegorz Pasiut.
- Jeśli Katowice się zbiorą, zaatakują, powalczą i jeśli zdobędą trzeciego gola, to będzie ciekawa końcówka. Tyszanie muszą się sprężyć, jeśli chcą dziś świętować mistrzostwo. Kibice jeszcze muszą się powstrzymać ze świętowaniem - mówił wtedy komentator TVP Sport.
W 56. minucie losy mistrzostwa były już rozstrzygnięte. Wtedy bowiem do pustej bramki (GKS wycofał bramkarza) trafił Fin Hannu Kuru. Mało tego, potem zdobyli jeszcze dwa gole i zwyciężyli aż 7:2. Tyszanie wygrali 11. mecz z rzędu w fazie play-off!
Dla GKS-u Tychy to drugie z rzędu, a siódme w historii klubu mistrzostwo Polski. Katowiczanie grali czwarty z rzędu finał, ale drugi przegrali (wcześniej wygrywali w latach 2022 i 2023).
Zobacz także: "To powinno być nielegalne". Wprost o zmianach u Świątek